Las w Czerwieńsku przyjął prawie setkę kolarzy

Nadleśnictwo Zielona Góra
Udostępnij:
To są takie emocje, że początkujący kolarz, nie potrafi sobie z nimi poradzić. Najlepiej byłoby wtedy rzucić rower i wrócić na start, ale zawodników pcha do mety niemierzalna siła. W niedzielę na terenie Nadleśnictwa Zielona Góra odbyły się zawody MTB Wilcza.

Pod górkę, wąską ścieżką, po grząskim piasku, ale przede wszystkim przez las jeździli zawodnicy MTB Wilcza w Czerwieńsku. W niedzielę wystartowało 95 osób, w tym 8 kobiet. Na mecie kolarze podkreślali bardzo dobre przygotowanie trasy. Przyjechali z różnych klubów z całego województwa. – W opinii zawodników trasa nie należy do łatwych, ale cała jest tak skonfigurowana, aby można było ją przejechać – podkreśla główny organizator imprezy Lubomir Rotko, kierownik hali sportowej Lubuszanka w Czerwieńsku.

Trasa trudna, ale możliwa do pokonania

– Jest kilka podjazdów, może niedługich, ale w slangu kolarzy „sztywnych”, które wymagają trochę wysiłku. Zdarzają się piaski, na które zawodnicy narzekają, ale taka specyfika naszego regionu kraju. W górach są skały, a u nas piaski. Jest kilka elementów dołożonych do trasy, to takie singlowe przejazdy, np. ścieżka w niewielkim wąwozie, którą zawodnicy muszą jechać jeden za drugim, nie są w stanie się wyprzedzać. Jest też dłuższy podjazd wykorzystywany do nadrobienia czasu – opisuje kierownik Rotko.

Zawodnicy jechali do mety, przez tereny Nadleśnictwa Zielona Góra, w kilku kategoriach: kobiety open (urodzone w roku 2000 i wcześniej), mężczyźni open, seniorzy (urodzeni w 1955 r. lub wcześniej) oraz hobby. Prowadzone były też klasyfikacje w kategoriach wiekowych mężczyzn. Panowie w kategorii open pokonali 34 km, a pozostali kolarze rywalizowali na dystansach o połowę krótszych.

Kibice wzdłuż najtrudniejszych momentów

Wśród kibiców najbardziej do walki o zwycięstwo zagrzewała zawodników Patrycja Wentland z synami. Dźwięk alpejskiego dzwonka pomagał kolarzom pokonać wzniesienie. – Byliśmy w tym roku na Tour de France i przywieźliśmy taki alpejski dzwonek, wiem, że trzeba dopingować startujących, to im bardzo pomaga. Jedzie mój mąż Damian. W naszym klubie LO Świebodzin Team. Mamy 15 zawodników, dzisiaj w zawodach uczestniczy trzech. Wiem, że dobrze pójdzie. Trzeci raz tutaj jesteśmy. Gdyby nie było fajnie to by nie przyjeżdżali – śmieje się pani Patrycja.

Kierownik hali sportowej „Lubuszanka”, przy której odbywają się zawody, potwierdza duże zainteresowanie imprezą. – Nie konkurujemy z wielkimi imprezami rowerowymi, my stwarzamy miejsce tym, którzy chcą przejechać trasę, sprawdzić siebie, porównać się do innych Zawsze w takich wyścigach jest czołówka, która mogłaby starować z zawodnikami posiadającymi licencje. Amatorzy mogą tutaj spotkać dużo lepszych od siebie, podpatrzeć sprzęt i technikę jazdy – wyjaśnia Lubomir Rotko i dodaje, że to przyjemne, że na tych wyścigach rodzą się talenty i można obserwować, jak zawodnicy powoli stają się mistrzami.

Dojechali ze zmęczeniem, ale też z nową energią

Trzech pierwszych kolarzy w klasyfikacjach open otrzymało puchary i nagrody rzeczowe, za miejsca 4 – 6 zawodnicy dostali dyplomy, podobnie w kategoriach wiekowych M1–M5, senior i hobby – zwycięzcy otrzymali medale i nagrody rzeczowe, a za miejsca 4 – 6 – dyplomy. Wyniki wyścigu zaliczone zostały do VII GP Województwa Lubuskiego MTB Amatorów.
Pierwszy w kategorii open mężczyzn był Jarosław Michałowski z numerem 2. – Cały wyścig był, bynajmniej dla mnie, bardzo trudny. To już końcówka sezonu, było dużo wyścigów, a ja zmagam się z zapaleniem i jestem na tabletkach. Pierwsze dwa kółka to była dla mnie masakra po prostu. Przyjechałem pierwszy, bo zaryzykowałem na ostatnim podjeździe – przyznał zwycięzca.

Wśród kobiet startowała Daria Droszczak z Nowogrodu Bobrzańskiego. Co było najtrudniejsze? Zapanowanie nad emocjami, bo bez tego, nie da się jechać. – W momencie, kiedy człowiek zaczyna się denerwować, spinają się mięśnie, to tak jakby nóg nie było – mówi pani Daria.

Okazuje się, że emocje początkujących kolarzy są tak wielkie podczas rywalizacji, że jeśli ich nie opanują, przychodzi chęć rzucenia roweru i powrotu na start.

– Chyba najgorszy był stromy zjazd po piasku, poza tym przewężenia. Trzeba mieć kondycję, aby tę trasę ukończyć. Co pomaga? Kontrola nad samym sobą – wyjaśnia Emilia Babiak, również z Nowogrodu Bobrzańskiego. – My dopiero zaczynamy naszą przygodę z rowerami, dlatego dla nas jest jeszcze trudnością opanowanie roweru. Ale już jak łańcuch spadnie, to potrafimy go naprawić, a jeszcze niedawno, musiałyśmy mężów prosić. Po tych zawodach to będziemy miały taką energię, że starczy na cały tydzień. Nie będziemy krzyczeć ani na mężów, ani na dzieci – zapowiada ze śmiechem pani Emilia.

Ruch jest w modzie

Prawie stu zawodników to rekord na zawodach w Czerwieńsku. Wcześniej startowało ok. 80 osób. – Wysiłek fizyczny, poza domowym, jest coraz bardziej popularny. Widać to na biegach i rowerowych imprezach. Biegi są prostsze, nie trzeba za wiele sprzętu, łatwiej wystartować – mówi główny organizator imprezy.

MTB Wilcza odbyło się w ramach GRAND PRIX WOJEWÓDZTWA LUBUSKIEGO MTB AMATORÓW. Charakterystyczna nazwa MTB Wilcza pochodzi od nazwy niewielkiego wzniesienia tuż obok hali sportowej „Lubuszanka”.

Przedsięwzięcie w Czerwieńsku wsparli: Nadleśnictwo Zielona Góra, LTKKF w Zielonej Górze, Sulima Rowery Andrzej Jagiełowicz i Ronin Czerwieńsk.

Wideo

Dodaj ogłoszenie