Leczysz się prywatnie albo umrzesz! Czy tak wygląda rzeczywistość polskich pacjentów? Przeczytajcie historię Czytelniczki

(red.)Zaktualizowano 
Zgadzacie się z naszą Czytelniczką? pixabay.com
- Dziś jak nie masz pieniędzy na prywatne leczenie, to jesteś przegrany. Kto choruje, ten wie, jaka jest rzeczywistość – pisze do nas w liście Czytelniczka, pacjentka z Sulechowa. I opowiada swoją historię. Straszne? Denerwujące? Prawdziwe? Co wy na to? Przeczytajcie!

Moja koleżanka zachorowała na tarczycę. Trafiła do laryngologa, który zalecił jej pilne wykonanie usg tarczycy. Poszła więc do lekarza rodzinnego po skierowanie. Ale spotkała się z odmową, lekarz dał za to skierowanie na badanie hormonów we krwi. Dlaczego nie usg, choć laryngolog kazał? Tego nie wie nikt, prócz niego.

LUBUSKIE. Dziecko połknęło „baterię”, szpital odesłał je do domu. Rodzice mówią: przeżyliśmy horror! I opowiadają nam swoją historię

Koleżanka chciała zrobić to badanie, więc została ścieżka prywatna.

Usg -150 zł, biopsja dwa razy po 300 złotych. Diagnozę postawił lekarz radiolog i skierował ją na pilną operację. I co dalej? Nic.

Szpital trzeba sobie znaleźć samemu. Została więc sama, ze wszystkimi problemami, z internetem i telefonem przy uchu.
Człowiek w takich chwilach jest sam jak palec, ale jeśli nie ma kogoś bliskiego, to nie ma wyjścia, musi przecież sobie poradzić.

LUBUSKIE. Wybierasz się do lekarza specjalisty? Sprawdź, ile...

Lekarz rodzinny? Nie za bardzo można na nich liczyć

Nie pomogą, nie podpowiedzą, skierowań nie chcą dawać. Czy to lekarz jest niedouczony, czy może po prostu nie ma chęci pomocy? Różnie to bywa, co lekarz, to przypadek. A czas leci… Czas, który dla chorego jest na wagę złota!
Człowiek jest skazany na prywatne leczenie, a koszty wiemy, jakie są.

Na NFZ trzeba czekać, a w prywatnych klinikach to ceny są ogromne, idące w dziesiątki tysięcy złotych!
Do szpitala kolejki... Dwa miesiące trwa od wykrycia guza do jakichś konkretnych działań. To chodzenie od lekarza do lekarza, od badania do badania... Ten stres i nerwy… A czas ucieka…
Jak człowiek chce coś przyśpieszyć, to musi pójść prywatnie. Wszędzie. Koszt wszystkich badań mojej koleżanki – tysiąc złotych. Emerytura 1360 zł.
I jak się zapłaci, to miejsce się znajdzie. A tak to ciągle: nie ma miejsca, trzeba czekać…

Co mnie boli?

To, że lekarz rodzinni opóźniają wystawienie prawidłowej diagnozy, jak było w przypadku mojej znajomej, bo nie kierują do specjalistów albo na specjalistyczne badanie.
Dlaczego, jeśli sami nie są w stanie dobrze kogoś zdiagnozować, nie skierują go do szpitala? Z czego to wynika? Z limitów lekarzy, pieniędzy….

Wszędzie pilne, pilne… Tylko, że pilne w tym kraju to rzeczywistości pilne nie jest.
Ta historia niech będzie przestrogą dla ludzi.

Jak się zapłaci, to miejsce się znajdzie. A tak to ciągle: nie ma miejsca, trzeba czekać…

Jak lekarz nie kieruje na badanie, to trzeba się z nim, rozstać i poszukać nowego, tak uważam.
Inna kwestia: dlaczego są kolejki do usg na wiele tygodni? Prywatnie to kwestia tygodnia, 150 zł i już jest diagnoza.

Ludzie płaczą i płacą

Oi nie ma się co dziwić, bo dla chorego najbardziej liczy się czas. W takiej chorobie zawsze liczy się czas.
Jakie to przykre - gdzie nie spojrzeć, w każdej przychodni kolejki chorych ludzi… Ludzi, którym zależy na szybkiej diagnozie i życiu. A jak jest, wiedzą wszyscy, którzy muszą się leczyć. Pacjent w tej historii jest na ostatnim miejscu.
Oczekiwałabym, aby lekarz rodzinny pilotował sprawę chorego do końca – dawał jedno, drugie, trzecie badanie. On od tego jest i tak powinien pracować. Niestety, czasami to nie rodzinni stawiają diagnozy, tylko specjaliści. A rodzinni zupełnie odsuwają się na bok. Tak nie powinno być.
Dziś jest tak, że lekarze rodzinni o losie swoich pacjentów nic nie wiedzą. Ich rola się skończyła.
Za co więc odpowiadają? Za wypisywanie recept i osłuchanie w czasie epidemii grypy?
Dla mnie to bardzo przykre i bolesne, że do przyjmujących prywatnie lekarzy ustawiają się kolejki.

Na koniec moich żali coś pozytywnego…

20 lat temu miałam operację wycięcia guza tarczycy. Co roku badam hormony, ale widząc problem u koleżanki, sama poprosiłam swojego lekarza o skierowanie na badania. Co usłyszałam? Że nie ma problemu!
Dostałam nie tylko na usg tarczycy, ale doktor tez sam podpowiedział, że mam zbadać jelito grube, kolonoskopię. Poczekałam, ale załatwiłam. Innego lekarza sobie nie wyobrażam.
Ja takiego lekarza szanuję. Bo zainteresował się, podpowiedział. I kompleksowo zadbał o pacjenta, o człowieka.
I to jest piękne.

Czytaj też:
Piotruś leciał przez ręce, lekarka nie chciała nas przyjąć. Zobaczcie, jak działa SOR w Zielonej Górze - mówi pani Kornelia

Zgadzacie się z naszą Czytelniczką? Macie podobne historie? Chcecie podzielić się z nami swoimi przemyśleniami? Piszcie: glonline@gazetalubuska.pl

WIDEO: Jak odróżnić alergie od przeziębienia?

źródło: TVN24/x-news

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 5

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
G
Gość

Obecnie lekarz rodzinny ogranicza się do wpisywania recepty i skierowania,do specjalisty gdzie zdaje sobie sprawę jak długo czeka się do specjalisty. Dlaczego nie podejmie leczenia pacjenta zachowawcza lub profilaktycznie, nie zleci badań co częściowo przyspieszy diagnozę? Po co? bo szkoda kasy, kasę na badania niech wydaje specjalista. Jak człowiek chory przekroczy 60 r.ż.to. lekarz rodzinny uważa że leczenie chyba już nie jest potrzebne,leczenie seniora jest nieopłacalne, bo za seniora dr. otrzymuje 2 gr. To się nazywa eutanazja w białych rękawiczkach to moje zdanie,bo wiem ile trzeba mieć siły, " zdrowia" żeby samotny emeryt mógł się leczyć.

L
Lek radiolog

Bo nie ma komu robić to usg. W szpitalach i przychodniach listy pacjentów są "dopychane nogą" - znacznie powyżej możliwości przerobowych a czas jaki przypada na pacjenta robi się powoli tak żenująco niski, że zaczyna cierpieć jakość badań. W publicznej ochronie zdrowia, po prostu nie ma komu robić. Prezesi i dyrektorzy mają to w nosie - oni widzą tylko worki pieniędzy związane ze zniesieniem limitów na badania obrazowe, cała reszta ich nie obchodzi i każą rejestrować bez opamiętania.

J
Janusz korwin mikkel

Kupe mi sie chce.

G
Gość

Ale tym przecież PISoBOLSZEWICKIE stado u koryta nie zamierza się zająć. Ważniejsze od zdrowia i życia suwerena są dwie wierze szczerbatego i piątka dla patologi za którą trzeba będzie niedługo boleśnie zapłacić. Gady obecnie "rządzące" tylko mogą skazywać ludzi chorych na taką gehennę.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3