Leszek Dawid: Widz nie jest idiotą

Zdzisław Haczek 68 324 88 05 [email protected]
Leszek Dawid na 22. Festiwalu Kina Wschodnioeuropejskiego w Cottbus dostał nagrodę za reżyserię "Jesteś Bogiem”. Ten obraz zdobył trzy Złote Kaczki w plebiscycie miesięcznika "Film”: dla najlepszego filmu, dla aktora i za scenariusz.
Leszek Dawid na 22. Festiwalu Kina Wschodnioeuropejskiego w Cottbus dostał nagrodę za reżyserię "Jesteś Bogiem”. Ten obraz zdobył trzy Złote Kaczki w plebiscycie miesięcznika "Film”: dla najlepszego filmu, dla aktora i za scenariusz. Zdzisław Haczek
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
- Jest takie powiedzenie: żeby ci sukces uznali, to najpierw muszą ci go wybaczyć - mówi Leszek Dawid, reżyser "Jesteś Bogiem", przeboju naszych kin, który w plebiscycie czytelników miesięcznika "Film" dostał trzy Złote Kaczki.

- 1,4 miliona widzów na polskim filmie, który nie jest komedią romantyczną? Niesamowite!
- Bardzo się cieszę. Daje to nam jakieś argumenty na to, że nie można traktować polskiego widza jak idioty.

- Kiedy "Jesteś Bogiem" wchodziło na ekrany, pewnie od razu dostałeś pierwsze sygnały, że sale się zapełniają... I co? Szok? Niedowierzanie?
- Szczerze mówiąc, ja się z tego trochę wyłączyłem. Ten film bardzo dużo mnie kosztował emocjonalnie i musiałem się trochę pozamykać, żeby przetrwać. Potem było mi strasznie trudno się na to otworzyć. Dostawałem jakieś informacje już przed premierą, bo kina robiły rezerwacje. Wynikało z nich, że jest bardzo duże zainteresowanie, a po premierze to się spotęgowało.

- Ruszyły szkoły. Na "moim" seansie w Zielonej Górze byli uczniowie z nauczycielami i... księdzem.
- Też byłem na takim pokazie w Opolu, gdzie przyszedł mój znajomy ksiądz ze swoją grupą. Chcieli porozmawiać o kondycji młodzieży. Jeśli to jest film, który prowokuje do rozmowy, to super!

- Przywołujesz w "Jesteś Bogiem" historię trzech chłopaków z hiphopowej - dziś już legendarnej - formacji Paktofonika. Przypominasz wydarzenia sprzed ponad dziesięciu lat. W którym miejscu trafiasz do dzisiejszego młodego widza?
- Ten film jest silny siłą Paktofoniki. Tym, co ten zespół zrobił. Jego teksty są cholernie uniwersalne. Teraz może nawet bardziej niż wtedy, gdy zostały napisane i po raz pierwszy zarymowane. To wszystko sprawia, że odnajdują się w tym młodzi ludzie. I nie tylko oni, bo pokolenie starsze od nas odnajduje w tym swoje dzieci.

- Paktofonika to głos pokolenia...
- Głos pewnego pokolenia, który stał się głosem uniwersalnym. Myślę, że trafiamy tym filmem w jakieś zapotrzebowanie, ale trafimy siłą Paktofoniki, Magika, jego charyzmą. Także jego samotnym, tragicznym końcem.

- Tak skończyły się kariery Kurta Cobaina z Nirvany, Iana Curtisa z Joy Division...
- To są podobne historie, które się podobnie rozwijają i - niestety - podobnie kończą. Przejmujące jest to, że temu nie da się nijak zapobiec. Że to jest historia, której koniec znamy.

- Jak ta historia na ciebie trafiła? Przyszedł Maciej Pisuk ze scenariuszem?
- Jechałem samochodem, słuchałem w radiu audycji, w której Maciek Pisuk opowiadał o tym, że wydaje swój scenariusz w formie książki, bo nie udało mu się doprowadzić do realizacji filmu. Opowiadał o tym tak ciekawie, że jak się tylko ta książka ukazała, to natychmiast ją kupiłem.

- I zgłosiłeś gotowość reżyserowania?
- Było inaczej. Maciek wspominał wtedy w radiu, że ktoś już się przymierza do realizacji filmu. Ja kupiłem tę książkę nie jako scenariusz filmu, tylko ciekawiła mnie ta historia. Dopiero później napisałem do Maćka, że chcę się podzielić się wrażeniami, ale bez żadnego podtekstu. Zaproponował spotkanie. Okazało się, że nadal szuka reżysera. Zaczęliśmy bardzo długie rozmowy. Czułem ogrom pracy, wiele lat dokumentacji, które stoją za tym tekstem. Rozmawialiśmy, żeby zobaczyć, na ile podobnie czujemy ten scenariusz... Dopiero po pół roku zdecydowaliśmy, że będziemy to wspólnie realizowali.

- Długo trwała walka o pieniądze na film?
- Nie, mieliśmy bardzo dobrego producenta Jurka Kapuścińskiego. Zrobiliśmy na Śląsku dokumentację rejonu, w którym chcieliśmy filmować. Bez zgrzytów dostaliśmy pieniądze na produkcję, doszli koproducenci. Trudno było tylko na samym początku. Musieliśmy mieć w filmie trzy pory roku i trzeba było zaraz zaczynać, żeby nie stracić kolejnego roku. A tu budżet nie był kompletny, ale pomogło studio Kadr.

- Rahim i Fokus z Paktofoniki dali filmowi swoje błogosławieństwo?
- Bardzo mocno uczestniczyli w tym projekcie na etapie scenariusza. Maciek pojechał do nich po raz pierwszy w 2001 czy 2002 roku. Zaczął z nimi rozmawiać, początkowo byli bardzo niechętni. Przystali na taki układ, że Maciek będzie pisał, a oni będą to widzieli i akceptowali. Spotykał się z nimi wielokrotnie, zamieszkał w Katowicach. A tekst pokazał nie tylko chłopakom, ale i rodzinie Magika, żonie Justynie. I wszyscy go przyjęli.
- Były problemy z obsadą?
- Rahim z Fokusem byli ciekawi, kto to zagra. Rozmawialiśmy, jakie będą korzyści, gdy weźmiemy rapera, a jakie, gdy weźmiemy aktora. Zdecydowaliśmy się na aktorów. I oni też - podobnie jak na etapie pisania tekstu - zrozumieli, że wierne odzwierciedlenie rzeczywistości nie jest tu najważniejsze. Najważniejsze to żeby energia, jaką wniosą aktorzy, była tożsama z energią poszczególnych chłopaków.

- Jak zareagowali muzycy Paktofoniki na pierwszym pokazie?
- Obaj byli zaangażowani w robienie ścieżki dźwiękowej. Na pierwszej projekcji, takiej prywatnej, byli tylko oni i ja. Bardzo emocjonalnie to przyjęli. Fokus mówił, że przez pierwsze minuty oglądał to na zasadzie porównania i zderzenia z jego pamięcią o tamtych wydarzeniach, ale szybko o tym zapomniał. Wciągnęło go to i na koniec jego i Rahima bardzo mocno trzepnęło. Udało nam się zrobić film, który ich emocjonalnie dotknął. Zabrał w czas, który był dla nich trudny.

- Jak słyszę w "Jesteś Bogiem" ten charakterystyczny świergot, gdy komputer łączy się z internetem, to uświadamiam sobie: te naście lat to cała epoka!
- Też o tym myśleliśmy, jak odzwierciedlaliśmy realia tamtego czasu. To wszystko tak strasznie się zmieniło, a my bardzo szybko przyzwyczailiśmy, że internet mamy wszędzie, w komórkach i w każdym miejscu. Porozumiewamy się, ale smutne jest to, że niewiele się zmieniło albo wręcz pogorszyło, jeśli chodzi o kontakt między ludźmi. Trudniej się dogadać, choć mamy lepsze narzędzia.

- Twój film odniósł w kinach wielki sukces. Co na to środowisko filmowe?
- Jest takie powiedzenie: żeby ci sukces uznali, to najpierw muszą ci go wybaczyć (śmiech). Nie rozpatruję tego w kategoriach sukcesu. Na przestrzeni wielu lat różne rzeczy mi się po drodze zdarzały, więc potrafię na to, mam nadzieję, spojrzeć z dystansem. Specjalnie nie ekscytuję się zwycięstwami ani nie dołuję porażkami. Robię swoje.

- Co po filmach "Ki" i "Jesteś Bogiem" nakręci Leszek Dawid?
- Myślę, że kolejny film będzie zrobić jeszcze trudniej niż pierwszy czy drugi. To działa na zasadzie: jak masz coraz więcej doświadczenia, to twoim przeciwnikiem jest rutyna. Musisz uważać, żeby się nie dać zjeść pozornemu przekonaniu, że już coś umiesz albo coś wiesz. Tutaj każde doświadczenie jest coraz bardziej wymagające... Mam kilka projektów, ale ta praca ma charakter długodystansowy. O jednym filmie rozmawiam kilka lat. Realizacja "Jesteś Bogiem" trwała cztery lata i to był czas, który był temu projektowi potrzebny. Gdyby się na tym skoncentrować tylko i wyłącznie, to masz wyjęty kawał życia.

- Dziękuję.

Nieruchomości z Twojego regionu

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie