Lokator sam dba o porządek przy bloku

Zbigniew Borek 0 95 722 57 72 [email protected]
Kiedy sąsiadkom zapchał się odpływ w pralni, pan Kazimierz dwa dni naprawiał. - Diabelstwo zapieczone było, nie mogłem rozkręcić. Aż naftą musiałem gwint opalać, młotkiem walić, specjalnego klucza szukać - opowiada.
Kiedy sąsiadkom zapchał się odpływ w pralni, pan Kazimierz dwa dni naprawiał. - Diabelstwo zapieczone było, nie mogłem rozkręcić. Aż naftą musiałem gwint opalać, młotkiem walić, specjalnego klucza szukać - opowiada. fot. Kazimierz Ligocki
Pan Kazimierz zmywał ostatnio drzwi wejściowe do klatki, bo ktoś zerwał stare ogłoszenia, ale kleju to już "ktoś" nie usunął.

Były poseł (dwie kadencje), były mistrz formierz odlewnik (44 lata w naszym Ursusie), były bokser (100 walk w barwach Stali, do tego w wojsku CWKS Wrocław), obecnie emeryt.

- Po prostu sąsiad - mówi, gdy pytam, kim się czuje najbardziej. Fakt, mieszkamy w jednej klatce, w Śródmieściu. Siedzimy sobie na kanapie, pogryzamy ciastka, a mój pies Scooby, cholernik jeden, co rusz oblizuje panu Kazimierzowi dłonie. Pewnikiem jeszcze pamięta, że mu pan Kazimierz przyniósł kółko od starego wózka, żeby miał co gryźć.

Ktoś się po bloku kręci

Kazimierz Frątczak zmywał ostatnio drzwi wejściowe do klatki, bo ktoś zerwał stare ogłoszenia, ale kleju to już "ktoś" nie usunął. Regularnie wymienia żarówki w wiatrołapie i w piwnicy, bo zanim się człowiek z administracji doczeka, w ciemności nogi połamie. - Raz powiedziałem w spółdzielni, że ciemno, to mi kazali zgłaszać sprzątaczce. Ona o 5.00 sprząta. Już wolę kupić żarówkę i wkręcić, niż się zrywać - śmieje się sąsiad.

Jak przeprowadzek w klatce było dużo, tu i ówdzie ktoś meblem zerwał kawałek tynku na klatce. Pan Kazimierz zagipsował. Kiedy koło drzwi do piwnicy zostawiłem przez nieuwagę część do roweru, wzięła i zniknęła. Sądziłem, że komuś się przydała, a tu po dwóch tygodniach na schodach spotykam pana Kazimierza: - Chodź sąsiad, weź to ode mnie. Schowałem, bo czasem ktoś obcy się po bloku kręci - rzucił.

Diabelstwo zapieczone było

- Dwa razy już mi włamanie zrobili - tłumaczy. To dlatego, gdy raz późnym wieczorem zbytnio hałasowałem w piwnicy, zszedł z drugiego piętra, żeby zobaczyć, czy nie kto obcy. - Proszę pana, a jak złapałem raz pijaczka, który tu się wysikał, tak z nim porozmawiałem, że własną chusteczką ścierał! - opowiada. Młodzianom na działeczce nie bał się postawić, że jak nie przestaną szutrówki ujeżdżać, przekopie im w poprzek wilczy dół. - Jeden mi powiedział: sp..., ale już tak nie gnają. A jak gnają, wychodzę na drogę i patrzę. Oni mnie widzą i jakoś im noga z gazu zwykle schodzi - opowiada.

Za blokiem jest boisko, które upatrzyły sobie żuliki, więc pan Kazimierz co rusz się z nimi ściera. Mamy na klatce wspólną pralnię w piwnicy. Pan Kazimierz zrobił sobie osobny odpływ, żeby być niezależnym. Ostatnio jednak zapchał się odpływ sąsiadek spod jedynki i pan Kazimierz dwa dni naprawiał. - Diabelstwo zapieczone było, nie mogłem rozkręcić. Aż naftą musiałem gwint opalać, młotkiem walić, specjalnego klucza szukać - opowiada.

Gdzie sens, gdzie logika

Nic go tak nie denerwuje, jak fuszerka. Ślusarzowi, który montował samozamykacz w drzwiach do bloku, wytłumaczył rzeczowo, że nie ma sensu takich grubych śrub mocować bezpośrednio w ścianie, tylko trzeba na blachę. - Nawet mi dziękował, bo do tej pory te śruby wypadały i co rusz go wzywali do bloków na naprawy - mówi.
Inny ślusarz tak nam naprawił klamkę, że można sobie było o przydługą śrubę pokaleczyć dłonie. Pana Kazimierza akurat nie było, więc wziął i sam śrubę wymienił na krótszą i jeszcze oszlifował.

Wkurza go to, że przed blokiem ułożyli chodnik bez odpływu. - Przy deszczu chodzimy po wodzie, a deszczówka rozwala murek oporowy od środka! - mówi. I dodaje: - Wszystko jest do zrobienia, tylko mało kto myśli.

W spółdzielni niektórym chyba się on śni po nocach, bo nie dość, że chodzi na zebrania, to jeszcze wnioski składa. Teraz męczy go to, że wprawdzie doczekaliśmy się pojemników na makulaturę i plastik, ale nie na szkło. - Widzi pan, mogliby wiatę przedłużyć bardziej w stronę bloku, a nie ulicy, żeby śmietnikiem w oczy przechodniom nie świecić. I pojemnik na szkło też by się tam zmieścił - tłumaczy swój plan dla spółdzielni.

Kto zadba, jak nie my

Dlaczego mu się chce? - pytam w różnych momentach rozmowy.
Odpowiedź pierwsza: - Bo jestem sąsiadem, dlaczego mam nie pomóc?
Druga: - Jestem dobrym gospodarzem, papierek na chodniku też podniosę.
Trzecia: - Jak sami nie będziemy dbali, zaraz się zrobi śmietnik.
Czwarta: - Zawsze byłem aktywny, to czemu nie na emeryturze?
Piąta (plus szeroki uśmiech): - Jak człowiek ma 75 lat, wcale nie musi czekać na śmierć.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie