Lubuskie pałace - Słońsk. W tych ruinach zamknięta jest historia lubuskich joannitów

Dariusz Chajewski
Dariusz Chajewski
Niedawno zaczęto prace zabezpieczające. Jednak słoński pałac zapewne pozostanie ruiną już na zawsze. Obyśmy się mylili... Jakub Pikulik
Przeglądamy stare fotografie. Wielka zadbana budowla wśród drzew. A tutaj wnętrze. Wielka sala rycerska z fotelami, krzyżami joannitów i portretami baliwów. Dziś to już tylko czerep patrzący na nas oczodołami okien... Czerepo, który skrywa fantastyczną historię.

W 1341 roku margrabia Ludwik V oddał Słońsk w lenno braciom Henningowi i Arnoldowi von Uchtenhagen i zezwolił im na budowę zamku, który prawdopodobnie powstał w połowie wieku XIV. Wówczas była to osada targowa na skrzyżowaniu ważnych szlaków. Jednak prawdziwa historia słońskiej rezydencji rozpoczyna się w roku 1426 roku, gdy dobra te zostały przekazane w zastaw zakonowi rycerskiemu joannitów. Odtąd aż do 1945 roku Słońsk był związany z joannitami, będąc siedzibą balliwa branderburskiego. Stał się stolicą zakonnego państewka sięgającego od Chwarszczan po Łagów.

Z zamku zrobiono pałac

I tutaj spotykamy kolejnego głównego bohatera naszych pałacowych historii. Dla Brodów, o których pisaliśmy przed tygodniem, był to Bruhl, dla Słońska podobne znaczenie miała obecność księcia Johanna Moritza von Nassau, najwybitniejszy z tutejszych baliwów.

Wideo: Słońsk - zamek joannitów został zabezpieczony. Zabytkowa budowla będzie udostępniona turystom

To właśnie on zadecydował o odbudowie zniszczonego podczas wojny trzydziestoletniej zamku. Prace ruszyły w 1523 r., czyli w rok po mianowaniu holenderskiego księcia przełożonym słońskich joannitów. Inwestycję realizowano według projektu niderlandzkiego architekta Petera Posta z Hagi. Zaś budowę nadzorował mistrz budowlany Cornelius Ryckwaert.

Powstało barokowe założenie pałacowe stanowiące jedyny w tej części Europy przykład niderlandzkiej architektury zamkowej z połowy XVII wieku. Przebudowę zamku rozpoczęto od założenia parku, przekopania kanałów i regulacji koryta rzeki. Rzut odbudowanego zamku był kwadratowy, z czego część stanowił dziedziniec przed zamkiem. Zamek od północy, południa i wschodu był trzykondygnacyjny, a od zachodu poprzez podwyższenie poziomu terenu dwukondygnacyjny. Budowlę otaczała fosa, od­dzielona szerokim wałem od równolegle płynącego koryta rzeki. Dostęp do zamku prowa­dził poprzez mosty na fosie od wschodu i zachodu. Bryłę nakrywał pogrążony dach czwo­rokątny, kryty dachówką barwioną na kolor błękitny. Nieotynkowane ściany zamku były malowane na biało i ozdobione oszczędnym detalem architektonicznym. Wybruko­wany dziedziniec przed zamkiem otaczał mur przedpiersiowy o wys. 1,2 m z dwoma jed­nokondygnacyjnymi pawilonami w zachodnich narożach...

Taki baliw to skarb

Przyjrzyjmy się kim był twórca słońskiej rezydencji. Przyszły wielki baliw urodził się 17 lub 18 czerwca 1604 r. w Siegen, w rodzinie powiązanej z panującą do dziś w Holandii dynastią orańską. Tu zaczął też edukację. Potem kontynuował ją w Bazylei, Genewie, Kassel. Johann Mortitz zgłębiał nauki przyrodnicze, retorykę, teorię sztuki wojennej. W tej ostatniej dziedzinie okazał się być prawdziwym mistrzem.
W 1620 r. rodzina wezwała go do Holandii. Protestanckie państwo zaczynało wojnę z katolicką Hiszpanią. O tym, że był genialnym strategiem, przekonali się wszyscy w 1636 r. podczas zwycięskiej obrony Niderlandów. Wówczas też zaprzyjaźnił się elektorem brandenburskim, księciem Fryderykiem Wilhelmem.

Sława znakomitego stratega spowodowała, że Kompania Zachodnioindyjska w 1637 r. powierzyła mu funkcję gubernatora Brazylii. Był to kraj kontrolowany przez Portugalczyków, zabiegali o niego także Holendrzy i Hiszpanie.

Von Nassau-Siegen wraca z Brazylii w 1644 r. Na scenie znów pojawia się książę elektor brandenburski i proponuje von Nassau-Siegen pracę u siebie, jako namiestnika w Kleve. Nowy namiestnik odzyskuje dla księcia zaległe podatki i doprowadza do otwarcia uniwersytetu w Duisburgu. Kolejny raz odnosi sukces. Jest tak cenionym współpracownikiem, że reprezentuje księcia elektora w wyborach nowego cesarza Niemiec - Leopolda Habsburga.

To prawdopodobnie wówczas zapada decyzja, żeby powierzyć my funkcję wielkiego baliwa słońskich joannitów. Godność tę przyjmuje w roku 1652 i sprawuje aż do śmierci w 1679 r. Nadal także pozostaje namiestnikiem Kleve. A w międzyczasie, bo w 1665 r. za zgodą księcia poprowadzi armię holenderską przeciwko hrabiemu von Galen, który chciał zaanektować część Fryzji. Takie połączenie różnych funkcji nawet w tamtych czasach nie zdarzało się często.

Gospodarz z prawdziwego zdarzenia

Jednym z pierwszych decyzji nowego mistrza było obniżenie podatków dla rzemieślników, tak aby odbudować ekonomiczne podstawy życia miasta. Zaczyna wznosić nowy zamek, przystępuje do odbudowy kościoła.
Ślady dobrego baliwa zachowały się w Lemierzycach, gdzie jest kamień, na którym była inskrypcja poświęcona przełożonemu joannitów. Jak mówią historycy już na łożu śmierci z własnej kasy wsparł budowę tamtejszego kościoła.
Do końca życia dbał o porządek, spokój, dostatek i wolność wyznania ludzi, z którymi przyszło mu się spotykać lub pracować.

Słońsk zza krat

I jeszcze jedna historia. W zasadzie od momentu zbudowania część budowli była wykorzystywana jako więzienie. W XIX wieku w Słońsku wybudowano wielkie więzienie. To właśnie tutaj hitlerowcy zorganizowali pierwszy, otwarty już w 1933 roku, obóz koncentracyjny. Rok później, w kwietniu, został przekształcony w ciężkie więzienie. Trafiali tu komuniści, przeciwnicy Hitlera, członkowie ruchu oporu. Z różnych krajów Europy, m.in. z Francji, Luksemburga, Belgii, Holandii, Czechosłowacji, Niemiec.
W pierwszym transporcie do trafiło tutaj ponad 250 Niemców. Wśród nich pisarze, deputowani do Reichstagu, naukowcy, którzy sprzeciwiali się ideologii faszystowskiej. Hitler zaczął tworzyć obozy koncentracyjne dla swoich przeciwników, bo w więzieniach zwyczajnie zaczęło brakować dla nich miejsc. Sonnenburg nadawał się do tego idealnie. Hitler wykorzystał wybudowane tu w 1834 roku i zamknięte później z powodu katastrofalnych warunków więzienie. Nie nadawało się dla zwykłych więźniów, ale dla przeciwników faszyzmu było w sam raz. Panowały tu iście piekielne warunki. Do piekła na ziemi warunki w Sonnenburgu przyrównywali zresztą sami więźniowie.

Nie wiadomo do końca, ile osób przewinęło się przez Sonnenburg do 1945 roku. Wiadomo natomiast, że historia obozu ma swoje dramatyczne i wyjątkowo krwawe zakończenie. W nocy z 30 na 31 stycznia do więzienia przyjechała grupa esesmanów z Frankfurtu nad Odrą. Wspólnie z załogą placówki na dziedzińcu zabili ponad 700 z 840 więźniów.

Stało się to na kilka godzin przed wkroczeniem Armii Czerwonej. To, co Sowieci zobaczyli na głównym placu, mroziło krew w żyłach. Piętrzyły się tam stosy ciał.
Przez wieki w słońskich więzieniach przebywało także wielu Polaków. Siedział tu Karol Libelt, uczestnicy powstań narodowowyzwoleńczych, syn generała Henryka Dąbrowskiego - twórcy Legionów Polskich we Włoszech oraz grupa Mirosławskiego, obrońcy Cytadeli Poznańskiej z okresu II wojny światowej i Polacy z tzw. Krwawej Niedzieli z 3 września 1939 r. W późniejszym okresie przebywali tutaj również krótko uczestnicy Powstania Warszawskiego z sierpnia 1944 r.

A po wojnie...

W 1945 roku budynek zajęty został przez wojska radzieckie. Wyposażenie szybko zostało wywiezione, nie wiadomo dokąd. Archiwalia trafiły do zielonogórskiego archiwum państwowego. Później obiekt służył za miejscowy dom kultury, później zaadoptowany na magazyn Prezydium Gminnej Rady Narodowej w Słońsku. Pod koniec lat 60. minionego wieku rozważano nawet pomysł zorganizowania tutaj muzeum, ale ostatecznie ideę zarzucono. Od 1970 roku stał opuszczony, w 1975 roku podpalony. jak chcą niektórzy było to działanie celowe, aby ostatecznie zatrzeć ślady dewastacji. Co jakiś czas „wypływają” rozmaite zabytki związane ze Slońskiem. Na przykład okazało się, że dwie tablice herbowe są w posiadaniu znakomitego polskiego reżysera Janusza Majewskiego i jego żony, znanej fotografki Zofii Nasierowskiej. Para tłumaczyła, że kupiła je legalnie w sklepie z antykami.

Obecnie trwała ruina. Wokół ruin pałacu rozciąga się zdziczały park o powierzchni 4,7 ha założony w połowie XVII wieku. Po roku 1989 zabytkiem ponownie zainteresował się Zakon Joannitów, którego przedstawiciele corocznie przyjeżdżają do Słońska.

W Słońsku joannici są od 1431 r. Byli tu aż do 1945 r. Po wojnie przyjeżdżać potajemnie zaczęli bardzo wcześnie. Oficjalnie pojawili się po roku 1989. Dla nich to miejsce szczególne. Do pierwszego joannickiego nabożeństwa doszło w 2000 r. Bracia rycerze stawili się obowiązkowo w czarnych płaszczach z białymi krzyżami. Od tego czasu zakon stale współpracuje z gminą. Natomiast 19 lipca 2004 r. do Słońska przyjechał sam obecny wielki mistrz Oscar von Prussen wywodzący się z Hohenzollernów.
Z majestatycznego niegdyś zamku ocalały praktycznie same mury i właśnie te mury trzeba było ratować. Na ich szczytach powstały betonowe wieńce, które wzmocniły konstrukcję. Cały teren został uporządkowany, z wnętrza zamku wywieziono tony gruzu. Spękane w wielu miejscach ściany zostały wzmocnione. Nad całą konstrukcją powstał dach. W niczym nie przypomina on oryginalnego zadaszenia, ale najważniejsze, że spełnia swoją funkcję i do wnętrza budynku oraz na ściany nie dostaje się już wilgoć.

Trwają również prace nad stworzeniem szlaku joannitów. W Lubuskiem oraz w Brandenburgii po niemieckiej strony Odry jest wiele miejscowości, które z zakonem były lub wciąż są mocno związane. W naszym regionie, poza Słońskiem, to m. in. Sulęcin, Łagów, czy Świebodzin.
Ale to już całkiem inna historia...

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie