Lubuskie szkoły boją się koronawirusa. Czy będą miały jak z nim walczyć?

Leszek Kalinowski, egej, jm

Wideo

Udostępnij:
Coraz mniej czasu zostało do pierwszego dzwonka. Jak będzie wyglądała nauka w szkołach? Po staremu – mówią nauczyciele. – Bo nikt chyba nie wierzy, że w przepełnionych placówkach uda się utrzymać reżim sanitarny.

Zdalnego nauczania mają wszyscy dość. I nauczyciele, i uczniowie, i ich rodzice. Może być ono uzupełnieniem tradycyjnych sposobów przekazywania wiedzy, ale nie może być jednym sposobem nauczania. Bo efekty, niestety, nie są zadowalające. Niewiele dzieci jest w stanie wysiedzieć przed komputerem kilka godzin. Oczywiście mówimy tu o lekcjach, a nie grach. I zakładamy, że wszyscy uczniowie mają dostęp do komputera. Co też jest fikcją.

Powrót do szkół taki, jakby koronawirusa nie było

Wszyscy z utęsknieniem czekają na powrót do szkół. Ale zarówno nauczyciele, uczniowie, jak i ich rodzice, mieli nadzieję, że będzie on inny niż do tej pory. Że od marca było sporo czasu, by się przygotować do rozpoczęcia roku szkolnego w reżimie sanitarnym. Rozczarowań więc nie brakuje.

- Spodziewałam się dużo więcej po ministerstwie edukacji. Tymczasem tak naprawdę mamy wracać do szkół i uczyć jak dawniej. To nic dziwnego, że należy wietrzyć sale, myć ręce. Zawsze to robiliśmy w mojej szkole – przyznaje nauczycielka jednej z podstawówek w Zielonej Górze.

Marzenia o dwutygodniowej przerwie, mniej licznych klasach

Czego się ona – i wielu innych pedagogów – spodziewało? Po pierwsze – za rozsądne rozwiązanie uznaliby powrót do szkoły uczniów po dwóch tygodniach od zakończenia wakacji. Wiele dzieci wraca z krajowych i zagranicznych wyjazdów. Dobrze byłoby odczekać, czy nie rozwiną się jakieś choroby. Przez te dwa tygodnie nauka mogłaby się odbywać zdalnie. Ale ani minister edukacji, ani samorządy takiej możliwości nie widzą.

Prezydent Zielonej Góry Janusz Kubicki zapowiedział, że takiej opcji nie ma. Jak i nie stać nas na inne rozwiązania. Szkoły są jakie są, a liczba dzieci też jasno określona. Nie da rady rozbudować placówek, powiększyć sal, by uczniowie mogli zachowywać większy dystans.

W sklepach się chrońmy, w szkole nie musimy

Nauczyciele spodziewali się, że zajęcia będą prowadzić w maseczkach czy przyłbicach, podobnie będzie z uczniami. Tymczasem ministerstwo edukacji nie wprowadziło systemowego nakazu. Nauka ma się odbywać bez zasłaniania ust i nosa.

- W sklepach, urzędach, gdzie przebywamy chwilę mamy obowiązek noszenia maseczek, w szkole, gdzie będą po 8-9 godzin ze sobą tysiące uczniów (w dużych miastach) nic takiego nie muszą robić – zastanawia się nauczycielka liceum.

– Przez likwidację gimnazjów szkoły średnie są przepełnione, bo przypominam rok temu przyjęliśmy podwójne roczniki, ostatnich absolwentów gimnazjów i pierwszych absolwentów szkół podstawowych. Na korytarzach jest tłok, sale też są przepełnione.
Nauczyciele podkreślają, że być może niektóre szkoły wprowadzą nakaz noszenia maseczek na przerwach. Ale skoro nie jest to rozporządzenie ministerialne, to wiadomo jak będzie z przestrzeganiem takiego nakazu.

W Niemczech przepisy wprowadzają landy. Rok szkolny już się tam zaczął. W niektórych landach trzeba non stop nosić maseczki, w innych – na przerwach.

A tymczasem dwie szkoły w Meklemburgii-Pomorzu Przednim już obleciał strach. W jednej chory był uczeń, w drugiej nauczycielka. Wszystkich wysłano na kwarantannę, a ledwo otwarte placówki zamknięto.

Powrót do szkół w czasach pandemii. Mycie rąk, wietrzenie sal

- Trudno sobie wyobrazić, że ktoś w szkole będzie pilnował, by wszyscy uczniowie często myli ręce czy je dezynfekowali – zauważa jeden z lubuskich licealistów. – Jak znam życie, to za chwilę zabraknie płynów dezynfekujących.

Pedagodzy od dawna zwracają uwagę uczniom, że mają myć ręce. Z jakim efektem? Delikatnie mówiąc – różnym. To jest nawyk, który wynosi się z domu. I czasem trudno go zmienić.

Nauczyciele starają się co przerwę wietrzyć sale, choć zimą nie jest to łatwe, by nie wyziębić pomieszczeń. Czy to są jednak w dobie pandemii wystarczające środki zapobiegawcze? Tyle – nie tylko w przypadku koronawirusa – mówi się o profilaktyce. Tymczasem szkół jakby miała ona nie dotyczyć.

We Włoszech rząd chwali się, ile czego kupił dla szkół np. pojedynczych ławek... U nas? Jakoś to będzie.

WIDEO: Powrót do szkoły, czyli 1 września w cieniu pandemii

źródło: Dzień Dobry TVN/x-news

Podstawa programowa nie została odchudzona

Pandemia koronawirusa i zdalne nauczanie prowadzone od marca spowodowały, że poziom nauczania się obniżył. Podstawa programowa nie została w należyty sposób zrealizowana. Ministerstwo edukacji uważa, że pierwsze tygodnie nowego roku powinny być poświęcona na uzupełnienie braków, powtórzenie wiadomości.

Lubuskie szkoły przygotowują się na powitanie uczniów we wrześniu. Jak będzie wyglądać nauka w nowym roku szkolnym?
Lubuskie szkoły przygotowują się na powitanie uczniów we wrześniu. Jak będzie wyglądać nauka w nowym roku szkolnym? Jacek Katos, Mariusz Kapała

- No tak, a co z kolejnym nowym materiałem do zrealizowania? W normalnych warunkach często trudno zdążyć, a co dopiero w takich dziwnych czasach – zauważa jeden z nauczycieli. – Spodziewaliśmy się, ze wzorem innych państw podstawa programowa zostanie odchudzona. Przez tyle miesięcy nie przygotowano jednak nowej. Bo jakoś to będzie. Tak jest u nas ze wszystkim.
- To jest denerwujące. Jesteśmy stratni na lekcjach w szkole. Pół roku jakby do tyłu. A wymagania są takie same, jakbyśmy się normalnie uczyli na lekcjach – mówi tegoroczny maturzysta. – Moim zdaniem wymagania egzaminacyjne też powinny uwzględniać specyficzne warunki naszej obecnej nauki.

Trzy warianty dopiero wtedy, gdy coś się stanie

Od września nauka w szkołach ma być po staremu. Minister edukacji Dariusz Piontkowski podkreśla, że jeśli wystąpiłyby ogniska zakażeń w danych regionach, wówczas dyrektorzy szkoły w porozumieniu z organem prowadzącym i przy pozytywnej opinii powiatowego inspektora sanitarnego będzie mógł "ograniczyć częściowo lub w znacznie większym stopniu funkcjonowanie tradycyjnego sposobu nauczania". I np. możliwe będzie nauczanie hybrydowe, czyli część klas uczy się w szkole przez tydzień, a drugi w domu – zdalnie. I tak na zmiany. Wszystko po to, by mniej dzieci jednocześnie przebywało w szkołach.

Jeżeli zagrożenie epidemiczne w danej placówce bądź w danej części kraju będzie jeszcze większe, wówczas przy pozytywnej opinii GIS dyrektor szkoły także przy zgodzie organu prowadzącego będzie mógł przejść całkowicie na kształcenie na odległość.

- Całą odpowiedzialność zrzuca się na dyrektora szkoły. Nie chciałbym być dziś w jego skórze – mówi jeden z pedagogów.

W Nowej Soli dyrektorzy szkół podstawowych spotkali się z prezydentem miasta

Była mowa o wytycznych ministerstwa edukacji i Głównego Inspektora Sanitarnego. O podsumowanie zapytaliśmy rzecznik prasową. - To dyrektor szkoły odpowiada za organizację pracy w swojej szkole - odpowiedziała krótko Ewa Batko.
Kolejne spotkanie ma odbyć się jeszcze przed rozpoczęciem roku szkolnego. Wtedy dyrektorzy mają przedstawić stan przygotowania szkół.

Podobne spotkania odbywają się innych miastach m.in. w Zielonej Górze i Gorzowie. Analizowane są różne pomysły.
Oto niektóre z nich, które padły w Gorzowie Wlkp.
Np. poszczególne klasy miałyby zostać przydzielone do poszczególnych wejść. By uczniowie nie tworzyli dużych skupisk, jest też pomysł, by np. część klas rozpoczynała lekcje o 7.45, a inne o 8.00. Do tego to nie uczniowie mieliby przechodzić między lekcjami z gabinetu do gabinetu. Lekcje dla danej klasy mogłyby odbywać się w jednym gabinecie, a to nauczyciele by się w nich zmieniali. Ze szkół miałby też zniknąć dźwięk dzwonka, który wyznacza czas na lekcje i przerwy.

To jeszcze nie wszystko. Jest też pomysł, by grupować lekcje z danych przedmiotów. Uczniowie mieliby np. dwie lekcje biologii, a po nich trzy lekcje matematyki. Oprócz tego miałaby zostać wprowadzona zmianowość w szkołach. Zdaniem dyrektorów, można byłoby też wprowadzić zakaz wymieniania się przez uczniów książkami i przyborami szkolnymi.

Które z tych propozycji wejdą ostatecznie w życie?
- Na razie są one jeszcze konsultowane – mówił nam w środę 19 sierpnia Wiesław Ciepiela, rzecznik urzędu miasta.

Rodzice podzieleni – jedni się boją, drudzy się śmieją

Co na to rodzice dzieci? Jedni z lekceważeniem podchodzą do problemu.
- Skoro minister nie widzi problemu, skoro prezydent miasta uspokaja i mówi, że w przedszkolach jest okej, a one już ileś czasu działają, to dlaczego nagle w szkołach miałoby być źle? – pytają. – I tak nie mamy co zrobić z dziećmi, a musimy wrócić do pracy. Więc powrót do szkół uważamy za konieczny.
Według nich maseczki są bez sensu. Bo i tak nic nie dają, a tylko będą przeszkadzać. Poza tym po lekcjach i tak dzieci będą się mieszać, wracać razem do domu, bawić się na podwórku. Po co więc stwarzać pozory?

- Wszyscy straszą, a my byliśmy nad morzem, gdzie były tłumy. Chodzimy na basen, do sklepów i nic się nie dzieje. Nie panikujmy z tym wirusem. Żyjmy normalnie – apeluje jedna z mam czwartoklasisty.

Inni rodzice mają obawy. Nie bardzo rozumieją, dlaczego kiedy w Polsce było tylko kilka przypadków, wszystko pozamykano. Kiedy codziennie zakaża się blisko tysiąc osób, mamy posyłać dzieci do szkół, tak jakby wirusa nie było? Mówiono, że to uczniowie są zagrożeniem, no o nagle już nie są?

Rodzice uważają, że chociaż maseczki dzieci nosić powinny na przerwach, kiedy będą się mieszać z innymi grupami

- Lepiej chuchać na zimne niż potem mieć problem np. brakiem łóżek w szpitalu i kadry. Bo wiem, że już są kłopoty. Myślmy nie tylko o sobie – zauważa mama pierwszoklasisty. – Byłabym spokojniejsza, gdybym usłyszała od ministra, jak konkretnie pomaga szkołom odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Ile pieniędzy na ten cel wyda. Nie oszukujmy się, bez funduszy, nie będzie środków ochrony, o potrzebnych w szkołach pleksach czy sprzęcie nie wspominając. A przecież też by się przydało.
- Najgorsze jest to, że jesienią zetkną się dwa wirusy. Możemy się szczepić, miasto chce zadbać o starszych nauczycieli i bardzo dobrze, ale co z młodszymi, z uczniami? – pytają pedagodzy. – Nie będzie to łatwy powrót. Czas pokaże, czy znów aktualne będzie przysłowie, że Polak po szkodzie i przed szkodą głupi.

Niewiele osób ciągle wie, że by zobaczyć wydmy, wcale nie musimy jechać wiele kilometrów nad morze. Wydmy śródlądowe możemy bowiem podziwiać w Bojadłach w powiecie zielonogórskim. Skąd się u nas wzięły? Powstały ok. 10 tysięcy lat temu, na terenach dawnych obniżeń, które wypełniały wody topniejącego lodowca. To one naniosły tu ogromne ławice piasku. Warto więc i to miejsce odwiedzić.

Ale hit! 10 dziwnych miejsc w regionie. Zobacz, jakie cuda!

Materiał oryginalny: Lubuskie szkoły boją się koronawirusa. Czy będą miały jak z nim walczyć? - Gazeta Lubuska

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

W
Woźny

A szkoły wiedzą jak on wygląda? Jak ktoś GO widział niech zrobi zdjęcie, żeby wszystkie szkoły wiedziały.

Dodaj ogłoszenie