LUBUSKIE. TU SIĘ ŻYJE! Ryby i grzyby, lasy i jeziora w Lubniewicach, Sulęcinie i okolicy. W zasięgu ręki mamy to, o czym inni mogą pomarzyć

Tomasz Jaskuła
Zdjęcia Tomasza Jaskuły: w akcji, z dziadkiem Stanisławem i tatą Henrykiem, a także z programu Slavic Food archiwum Toimasza Jaskuły
Zapach smażonej przez babcię świeżej ryby, a później chrupiące ogonki, utkwiły w mojej pamięci na zawsze. Wędkarskie wyprawy z dziadkiem i tatą były marzeniem przed każdym zbliżającym się weekendem - pisze Tomasz Jaskuła, były burmistrz Lubniewic i obecny starosta sulęciński, w naszym redakcyjnym cyklu "Lubuskie. Tu się żyje!".

Od urodzenia jestem Lubuszaninem, a dokładniej sulęcinianinem. Tutaj ponad 40 lat temu się urodziłem, tu kończyłem szkołę podstawową (SP1 w Sulęcinie), średnią (Technikum Mechaniczne w Zespole Szkół Zawodowych), w końcu studiowałem na Politechnice Zielonogórskiej (kończyłem już Uniwersytet Zielonogórski).

Lubuskie? To dla mnie zawsze wędkarstwo i grzybobranie
Sięgając pamięcią do czasów i dzieciństwa, i młodości, mam głowę pełną obrazów z lasów, jezior i rzek. Od zawsze Lubuskie było dla mnie miejscem niesamowitych przygód związanych z wędkarstwem i grzybobraniem. Sztuki łowienia uczył mnie mój dziadek Stanisław oraz tato Henryk. Pamiętam doskonale dziadkowe, wyczekiwane i jakże uwielbiane przeze mnie zdanie: „w sobotę jedziemy na ryby”. Nie przeszkadzało mi wcale to, że jako kilkuletnie dziecko o 5.00 rano musiałem być na nogach. Na szczęście lecąca z kranu zimna woda szybko stawiała na nogi…

Następnie z tobołkami i wędkami szliśmy (ponad 1 km) na PKS, gdyż najczęściej odwiedzanym przez nas łowiskiem był albo Kanał Szeroki w Słońsku, albo Stara Warta w Kołczynie.

Czuję zapach smażonej przez babcię ryby i chrupiące ogonki
Po całym dniu moczenia kija wracaliśmy do domu, w którym czekała na nas z obiadem stęskniona babcia. Na kolację szykowała (obowiązkowo!) naszą zdobycz, z reguły były to płocie, okonie i leszcze. Zapach smażonej przez babcię świeżej ryby, a później chrupiące ogonki, utkwiły w mojej pamięci na zawsze, a wędkarskie wyprawy z dziadkiem i tatą były marzeniem przed każdym zbliżającym się weekendem.

Moi opiekunowie nie byli mobilni (brakowało samochodu, na szczęście były rowery, komar, romet, a w końcu jawka), ale w promieniu zaledwie 30 km od Sulęcina roztaczały się (i nadal tak jest) jedne z najlepszych łowisk wędkarskich w Polsce. Dostarczały i nadal dostarczają mi niesamowitych przeżyć. Co najważniejsze - o każdej porze roku!

Dziadek uczył mnie, jak rozpoznać głosy ptaków
Podobnie rzecz się miała z grzybobraniem. Dziadkowie mieszkali kilkaset metrów od lasu, więc jak tylko przychodził sezon na grzyby, czy to rowerem, czy pieszo, udawaliśmy się z dziadkiem do lasu. A w nim, oprócz zbierania dorodnych borowików, przepięknych i jędrnych podgrzybków, dziadek uczył mnie rozpoznawania głosów ptactwa oraz tropów zwierzyny.

Takie przeżycia odcisnęły w moim życiu pieczęć, której nie da się wymazać. Las i woda towarzyszyły mi zawsze i nie wy-obrażam sobie życia bez nich. Kiedy po studiach, zamiast podjęcia studiów doktoranckich, wyjechałem za moją miłością (moja kochana żona jest również Lubuszanką) do Niemiec i zamieszkałem w Schifferstadt (niedaleko francuskiej granicy), brakowało mi najbardziej widoku przepięknych polodowcowych jezior i pachnących żywicą lasów. „Na szczęście”, pomimo dobrych studiów (jestem informatykiem, a żona pedagogiem), nie mogliśmy znaleźć legalnej pracy. Polska była tuż przed wejściem do Unii Europejskiej, a nasi zachodni sąsiedzi bali się napływu taniej, zabierającej im miejsca pracy, siły roboczej z Polski. Po roku emigracji wróciliśmy do kraju.

LUBNIEWICE. Nie wiesz, dlaczego Lubniewice uchodzą za perłę?...

Żona pokochała smak świeżej, zdrowej lubuskiej ryby
Przed podjęciem pracy urządziliśmy sobie wakacje (biwak nad jednym z przepięknych poligonowych jezior), podczas których moja żona, pierwszy i ostatni raz dała się przekonać do wędkowania. Co prawda była niesamowicie skuteczna, ale bakcyla nie połknęła. Pokochała za to smak świeżej, zdrowej lubuskiej ryby.

Pracę znaleźliśmy dość szybko i, mając kilka złotych, zaczęliśmy rozglądać się za mieszkaniem. Nie będę opisywał, w jaki sposób znaleźliśmy się w Lubniewicach, bo zajęłoby mi to kolejną stronę, ale to dzięki mojej żonie spełniło się moje marzenia, czyli mieszkanie w miejscu, gdzie na wyciągnięcie ręki jest i woda, i las.

Zamieszkaliśmy tu w 2005 r. Pomimo małych logistycznych „niedogodności” jest to miejsce, które ma wszystko, co do rodzinnego życia i realizowania swoich pasji jest potrzebne.

Lokalizacja (20 km do trasy ekspresowej S3, około 30 km do autostrady A2) sprawia, że Szczecin, Poznań czy Berlin są na wyciągnięcie ręki (czyli na ponad godzinę jazdy).

Lubniewice dawne i dzisiejsze to inne miejscowości
W 2010 r. wygrałem wybory i zostałem burmistrzem. Pamiętałem Lubniewice z lat 90., z wędkowania oczywiście, w których to miejsce tętniło życiem. Podczas wypraw z dziadkiem wielokrotnie słyszałem „tutaj to mógłbym mieszkać”. Niestety w XXI wieku to nie były już te Lubniewice.

Sprzedaż zamków, niszczejąca infrastruktura, brak pomysłu na promocję (w poprzednim systemie turysta był tu po prostu „przywożony”) stały się niesamowitym wyzwaniem. Patrząc z perspektywy dziewięciu lat (skończyłem pracę burmistrza po ośmiu, obecnie jestem starostą sulęcińskim), mogę śmiało powiedzieć, że pomimo bardzo skromnej gminnej kasy, wszystkich możliwych ograniczeń, trudnego rynku turystycznego, dzięki determinacji, pasji do szeroko rozumianej przyrody, dzięki fantastycznym współpracownikom i dr Michalinie Wisłockiej (w imieniu burmistrza Lubniewic zapraszam na niesamowity Festiwal dr Wisłockiej na początku lipca), wróciliśmy na turystyczną mapę Polski. Dlaczego o tym piszę?

Na miejscu jest spokój, cisza
Przez wspomniane osiem lat spotkałem setki, o ile nie tysiące ludzi, turystów z różnych części naszego kraju, ale i z zagranicy. Oni w zdecydowanej większości nie widzieli naszych niedoskonałości (brak ścieżki, brak trzeciego i czwartego pomostu, może i kolejnej plaży). Dostrzegali to, czego my często jako Lubuszanie nie zauważamy. Spokój, ciszę, bardzo często nieskazitelną i niezadeptaną przyrodę, rybne wody.

Dzięki rozwijającej się infrastrukturze turyści przyjeżdżają już nie tylko w tzw. sezonie, ale i poza nim. W szczególności ci, którzy bardziej niż zatłoczone latem plaże cenią sobie aktywność na świeżym powietrzu, od spacerów zaczynając, na ekstremalnych przejazdach po Uroczysku Lubniewsko na rowerach MTB kończąc.

Mieszkanie w takim miejscu jak Lubniewice ma wiele zalet, ale jedną cenię sobie szczególnie. Gdy warszawiacy po świeże powietrze i wypoczynek muszą wyjeżdżać, ja, my, mamy je tu, na miejscu. Nie ma nic lepszego po pracy, jak spacer z dzieckiem czy bieganie (od półtora roku to moja kolejna pasja) po okolicznych lasach, w sąsiedztwie „moich” ukochanych jezior! Oczywiście moich synów, tak jak ponad 30 lat temu mój dziadek i tato mnie, „ciągam” na biwaki, na ryby i do lasu, ucząc ich szacunku do tego, co mamy tak piękne - przyrody.

Lubuskie. Tu się żyje! Kwadrat wpisany w trójkąt, czyli jak złapać oddech w środku Gorzowa

Lubuskie. Tu się żyje! Kwadrat w Gorzowie i inne miejscówki w sam raz dla leniwego

Lubuskie. Tu się żyje! Ktoś pomyśli „też coś, fascynują ją ruiny”. A one mają klimat!

Jajka od szczęśliwych kur
Warto rozejrzeć się dookoła i zauważyć tych, którzy produkują znakomitą i zdrową żywność, w cenie atrakcyjniejszej niż „eko” w sklepach. W promieniu 20 km od Lubniewic kupuję jajka od szczęśliwych kur, najlepsze sery (białe, kozie, owcze, dojrzewające - Farma na Górce, w Kieł - pinie), mąkę z jedynego działającego w Lubuskiem młyna (Przytoczna), warzywa i owoce, ryby (odradzam kupowania w marketach, świeże i pyszne pływają w stawach hodowlanych, których u nas setki). Potem pozostaje już tylko gotowanie i wspólne biesiadowanie, do czego bardzo zachęcam. A brak czasu, o którym często od znajomych słyszę? Wszystko w naszych głowach, dobrym planowaniu i inwestowaniu tego czasu właśnie w to, co może przynieść radość i piękne chwile z najbliższymi. A jeśli już naprawdę tego czasu nie macie, żeby samemu przygotować jedzenie na bazie lubuskich smaków, gorąco polecam miejsca, które serwują smakołyki (np. Pycha Ryba w Lubniewicach, SPA Afrodyta w Ośnie Lubuskim itd.).

Tak, takie są właśnie Lubniewice i takie jest Lubuskie! Miejsce z ogromnym potencjałem, obfitujące w rezerwaty, parki, rzeki, jeziora, ale i w zameczki, pałacyki i do tego w „kawał” pięknej, trudnej, ale niesamowicie interesującej historii!

W dwóch odcinkach, dostępnego na FB i YT programu Slavic Food (projekt zrodzony z miłości do miejsca, w którym mieszkam) starałem się wraz z moimi serdecznymi kolegami, w niewielkim stopniu zobrazować to, o czym wyżej napisałem. Zachęcam, żeby poświęcić na to chwilę. Nie będzie stracona!

Lubuskie. Wiosna na drogach - wielka akcja lubuskiej policji. WIDEO:

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie