Lubuszanie dotarli już w Himalaje (zdjęcia, mapa)

Renata Ochwat
Lubuszanom Grzegorzowi Kukurowskiemu i Jarosławowi Skowronowi w wędrówce na szczyt pomagają tragarze. Bez nich nie byłoby możliwe wniesienie całego ekwipunku.
Lubuszanom Grzegorzowi Kukurowskiemu i Jarosławowi Skowronowi w wędrówce na szczyt pomagają tragarze. Bez nich nie byłoby możliwe wniesienie całego ekwipunku. fot. Grzegorz Kukurowski
Himalaiści Grzegorz Kukurowski i Jarosław Skowron dotarli już w Himalaje. Przed nimi jeszcze tylko kilka dni marszu pod Cholatse, szczyt, który chcą zdobyć.

[galeria_glowna]
- Szczęśliwie dotarliśmy do Nepalu. Lot z Berlina przez Moskwę i Delhi do Kathmandu przebiegł bezproblemowo - napisał nam w e-mailu Grzegorz Kukurowski. List przyszedł do nas z Namche Bazar, himalajskiej wioski leżącej na wysokości 3 440 m nad poziom morza.

Gorzowski himalaista wraz z mieszkańcem Barlinka Jarosławem Skowronem są w drodze na lodowiec Khumbu , skąd mają zamiar zaatakować Cholatse, szczyt liczący 6 440 m nad poziom morza. Wyprawa członków gorzowskiego speleoklubu Gawra zaczęła się niedzielę.

Kolorowe Kathmandu

Drobne problemy jednak ich spotkały w czasie przesiadki w Delhi. - Oczywiście zaginął nasz bagaż i szukaliśmy go ponad pięć godzin. Współpraca z indyjską biurokracją to materiał na osobną opowieść - napisał nam G. Kukurowski.

Dwuosobowa wyprawa spędziła w Kathmandu, stolicy Nepalu dwa dni. Musieli załatwić zezwolenie na wspinaczkę na Cholatse i zrobić zakupy. - Miasto jest urzekające, buddyzm miesza się z hinduizmem, zewsząd dobiega muzyka. Mieliśmy szczęście, że trafiliśmy na jakiś festiwal, wiec miasto pulsowało ulicznymi tancerzami - piszą alpiniści.

Następnym etapem ich podróży był lot małym samolotem miejscowych linii lotniczych do Lukli. To duża wieś już w Himalajach. - Było to duże przeżycie... Sam nie wiem, dlaczego zdecydowaliśmy się wsiąść do tego starego, rozklekotanego samolotu. W środku tylko kilkanaście osób - pisze G. Kukurowski. Okazuje się, że obsługa lotniska i serwis techniczny to wspomnienie przedwojennego lotnictwa w Europie.

- Już wsiadając byliśmy bladzi, szczególnie, że na sygnał do startu czekaliśmy półtorej godziny, bo mgła nie chciała ustąpić. Na domiar złego, pas lotniczy w Lukli ma długość może 150 metrów. Na końcu jest skalna ściana, pilot MUSI wyhamować na tym odcinku... horror - pisze G. Kukurowski.

Idą pod szczyt

Dojście do Namche Bazar zabrało im dwa dni. Tu zrobią ostatnie zakupy i wyruszą do bazy pod Cholatse. Wraz z tragarzami powinni tam dotrzeć za jakieś pięć dni. Wszyscy idą pieszo. - Prawdopodobnie radiowy internet jest jeszcze tylko w jednej wsi. Potem zostaje nam tylko telefon satelitarny, ale mamy na razie problemy z jego uruchomieniem - piszą himalaiści.

Cholatse leży w samym sercu Himalajów, w krainie zamieszkałej przez Szerpów, dumnych i wytrzymałych górali - przewodników pierwszych himalaistów, jacy na początku wieku podbijali Góry Najwyższe.

Szczyt, którzy chcą zdobyć gorzowianie, leży o dwa dni drogi od Mount Everestu, najwyższej góry świata. Od wschodniej strony szczyt pokryty jest lodową gładzią. Po raz pierwszy zdobył go w 1982 r. zespół Vern Clevehagen, Galen Rowell, John Roskelly i Bill O'Connor.
Jeśli zespołowi da się zrealizować plan, będzie to pierwsze polskie wejście na tę górę.

Duet Kukurowski i Skowron ma już doświadczenie we wspinaczce w Górach Najwyższych. W ubiegłym roku bezskutecznie usiłowali wejść na liczącą 6 200 m n.p.m. Laylę, śliczna skalno-lodową igłę w Himalajach-Garhwalu.
Jeśli wszystko się uda, alpiniści pod koniec listopada wrócą do kraju.

Wyświetl większą mapę

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

~lubuszczyzna~

Panom himalaistom życzę powodzenia, a pani Renacie zdrowego rozsądku i umiaru w "pianiu na lubuską nutę". Dobrze,że Pani nie napisała, że pojechali w zielone góry - Himalaje. Szczególnie ten Lubuszanin z Barlinka.

T
Ted

Życzę powodzenia i liczę na jakieś fotki po powrocie z eskapady z najwyższych gór świata. P.S. Może jakaś wystawa w Gawrze Pozdr.

Dodaj ogłoszenie