Ma stopień doktora, jest po biotechnologii i mikrobiologii, pracuje w SWISS KRONO. Spełnił marzenie o grze na organach

Artykuł sponsorowany
Jacek Borkowski w kościele seminaryjnym w Paradyżu Fot. archiwum JACKA BORKOWSKIEGO

Jacek Borkowski:
Mam nadzieję, że na organach będę mógł grać do końca życia.
- W kościele zawsze interesowało mnie to, co dzieje się z tyłu. W końcu zaciągnąłem mamę na górę i zobaczyłem pana przy organach. To magia, pomyślałem - mówi Jacek Borkowski, który przed rokiem, mając 41 lat, ukończył Studium Organistowskie i gra w kościele w Żarach.
Zaczął grać już w czasie Studium

Skąd u Pana miłość do organów?
Od… dziecka. Gdy byłem mały, chodziliśmy oczywiście do kościoła. Toczyło się tam wiele ciekawych rzeczy, ale te najciekawsze miały miejsce z tyłu. Coś grało, ktoś śpiewał, a mnie frapowało, gdzie to wszystko się dzieje. Miałem może pięć, może sześć lat i zastanawiałem się, skąd dochodzi dźwięk. Widziałem tylko jakieś stojące rury. Nie raz i nie dwa dostałem od mamy czy taty po uszach, bo miałem głowę odwróconą nie w tę stronę co trzeba. A mnie ciekawiła ta gra, zadawałem pytania, aż w końcu nie wytrzymałem i zaciągnąłem mamę na górę. Zobaczyłem, co siedzący tam pan wyprawia i stwierdziłem, że to jest magia. Doszedłem do wniosku, że też chciałbym być takim magikiem.

Interesujące określenie…
Tak… Późno, bo gdy miałem 13-14 lat, doszedłem do wniosku, że chciałbym się nauczyć grać na organach. Mama była przerażona: stary koń chce grać, co robić. Bo na przykład grę na fortepianie rozpoczyna się od szóstego roku życia. Ale popytała, no i trafiłem do szkoły muzycznej. Zwykle nauka w niej trwa sześć lat, ja program zrobiłem w cztery. Do organów nie zdążyłem zasiąść, bo dorastałem, zmieniały się mi poglądy, później matura, studia… Jednak ciągle lubiłem muzykę i zawsze myślałem, że kiedyś nauczę się gry na organach. Pięć lat temu, gdy miałem już naprawdę dużo lat, bo 37 – żona była w ciąży z drugim synem – oglądaliśmy „Gościa Niedzielnego” i zobaczyłem ogłoszenie o naborze do Studium Organistowskiego. Powiedziałem wtedy do żony, że może poszedłbym i się sprawdził. A żona: idź. No i przyjęli mnie. I tak przez cztery lata w każdą sobotę, czasami nieprzytomny i zmęczony, jeździłem do szkoły. Wyłącznie z miłości do gry i instrumentu.

Dokąd Pan jeździł?
Do Zielonej Góry, do Studium Organistowskiego, gdzie dyrektorem jest ks. dr Bogusław Grzebień, człowiek o złotym sercu. Właśnie dzięki niemu i jeszcze paru osobom udało się mi skończyć tę szkołę i spełnić marzenie.

To kim Pan teraz jest, co dała szkoła?
Od roku jestem organistą dyplomowanym w zakresie gry liturgicznej na organach. Dyplom uprawnia do starania się o posadę organisty w całym kraju. Mogę grać sobie różne utwory, co też było częścią edukacji.

Co wydarzyło się przez ten rok, czy gra Pan w jakimś kościele i gdzie Pan ćwiczy?
Staram się ćwiczyć codziennie, bo inaczej umiejętności zaczną się cofać. W tym okresie jest to szczególnie trudne, bo w domu mamy przedszkole, szkołę i pracę. Ale znajduję 15-20 minut, choćby o północy ze słuchawkami na uszach, dzięki czemu nie przeszkadzam nikomu. Ćwiczę w domu na tzw. protezie, jak mówimy w żargonie, czyli na organach elektronicznych. Bardzo lubię grać, może nawet mam lekkiego świra na tym punkcie. Zanim skończyliśmy szkołę, razem z kolegą ze studium Michałem, zaczęliśmy grać w kościele w parafii pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Żarach. Grywamy na nabożeństwach w weekendy i święta. Robimy to na zmianę, bo choć nasze żony rozumieją pasję, nie dają nam zwariować i chcą mieć mężów w domu choćby w co drugą niedzielę.

W kościele również Pan śpiewa, co w przypadku organisty wydaje się naturalne?
Śpiewam, choć nie jest to trel słowiczy. Tak naprawdę organista w kościele jest od grania, od śpiewania powinni być wierni. Ale mnie największą przyjemność sprawia, gdy gram, a śpiewają ludzie, ja zaś interweniuję wtedy, gdy śpiew zjeżdża z toru.
A grywa Pan sobie jakieś dzieła?
Tak, bardzo lubię „Toccatę” i „Fugę d-moll” Jana Sebastiana Bacha, skomponowane na organy. Nie mam czasu, by nauczyć się „Fugi”, ale „Toccaty” uczyłem się w pocie czoła i zagrałem, bo podobała się mi całe życie. Ku zdziwieniu nauczyciela w studium, zagrałem ją na dyplomie. Do dziś lubię słuchać tego utworu w wykonaniu innych i lubię go grać. Na pewno nigdy mi się nie znudzi.

Pana praca zawodowa nie ma nic wspólnego z muzyką. Kim Pan jest z zawodu i jaką pracę wykonuje w SWISS KRONO?
Studia magisterskie ukończyłem na kierunku biotechnologii, te doktoranckie i praca doktorska, która obroniłem, związane były z mikrobiologią. W SWISS KRONO pracuję od 13 lat, jestem starszym specjalistą do spraw oczyszczania ścieków. Moim zadaniem jest nadzór nad pracą głównej oczyszczalni i kilku mniejszych.

Plany związane z muzyką?
Chciałbym utrzymać umiejętności wypracowane w szkole. Fizycznie nie mam czasu, by uczyć się innych utworów, czy też koncertować. Mam nadzieję, że będą mógł grać na organach do końca życia.

Jest Pan doskonałym przykładem tego, że marzenia się spełniają…
Tak. Priorytety zmieniają się w ciągu całego życia – w latach szkolnych chciałem być zawodowym muzykiem. Kiedy założyłem rodzinę, pojawiły się dzieci, trzeba było zmienić kolejność priorytetów. Marzenie było zawsze – daleko, ale było. Gdyby nie moja żona, nie umiałbym grać na organach. To żona rzuciła „idź”, gdy przeczytałem informację o studium, a później przez cztery lata znosiła dużo, bo nie miała męża, który w pocie czoła ćwiczył na organach.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3