Magdalena Stysiak: Maraton meczów dzień po dniu? Trzeba nastawić się pozytywnie, grać swoją siatkówkę ROZMOWA

Rafał Rusiecki
Rafał Rusiecki
Magdalena Stysiak zdobyła w meczu Polska - Tajlandia aż 26 punktów, z czego 8 blokiem
Magdalena Stysiak zdobyła w meczu Polska - Tajlandia aż 26 punktów, z czego 8 blokiem volleyballworld.com
Magdalena Stysiak była bohaterką pierwszego meczu polskich siatkarek na mistrzostwach świata w Ergo Arenie. Mierząca ponad 2 metry wzrostu atakująca zdobyła aż 26 punktów w trzech setach spotkania Polska - Tajlandia. Postanowiliśmy zapytać ją m.in. o to, czy to był jej najlepszy mecz w kadrze narodowej.

Sprawdzała pani swoje statystyki już po pierwszym secie meczu Polska - Tajlandia, czy dopiero po spotkaniu, całościową zdobycz?
Nie sprawdzałam. Ktoś mi przekazał. Jestem zaskoczona z mojego bloku, bo w tym elemencie zdobyłam 8 punktów. Nie miałam jeszcze takiego meczu w życiu. Tym bardziej z takim zespołem. Nie grałam na swojej pozycji. To były krótkie, szybkie akcje, gdzie trzeba było pomóc w pierwszym tempie.

26 punktów w trzech setach to ładna statystyka.
Pewnie, że tak, ale to cały zespół zasługuje na oklaski. Od początku grałyśmy dobrą, swoją siatkówkę. Tym samym nie pozwoliłyśmy rywalkom na ich ciężką siatkówkę, czyli gra w obronie i długie akcje. Od razu kończyłyśmy ataki i to jest plus dla nas.

W którym momencie poczułyście, że nastąpiło to przełamanie i gracie swoje?
W drugim secie, kiedy przegrywałyśmy 4:8, a potem odzyskiwałyśmy kontrolę i wygrałyśmy go do 17 punktów. Podniosłyśmy się. Nie nazwałabym tego przestojem, ale fajną mobilizacją i powrotem do gry.

Współpraca z rozgrywającą Joanną Wołosz układała się dzisiaj. Zagrało chyba wszystko.
Tak. Gratulacje dla całego zespołu. Widać, że gramy szybszą siatkówkę. Przez to piłka też jest szybsza. Fajnie to zagrało i myślę, że wszystkie z nas są zadowolone.

Trener Stefano Lavarini mówił, że do tej pory miałyście tylko dobre fragmenty meczów, chociażby w Lidze Narodów. Czy to spotkanie, jako całość, było najlepsze w tym sezonie?
Nie grałam w Lidze Narodów, więc ciężko mi określić. Gdybym mogła powiedzieć za siebie, to był mój najlepszy mecz do tej pory. A jeśli chodzi o całą drużynę, to nie będę się wypowiadać. Mam do oceny tylko dwa sparingi z Bułgarią, dwa z Niemkami i turniej w Neapolu. Nic więcej.

Co daje wam takie pewne zwycięstwo 3:0 nad Tajlandią, która nie była skazywana na pożarcie, bo przecież wcześniej ograła 3:2 Turcję?
To nie tylko pewność siebie, co dobre nastawienie na następny mecz. Wiemy, że musimy wyjść, że musimy zagrać taką samą, o ile nie lepszą siatkówkę. W kolejnym meczu z Koreą mamy zrobić to samo i po prostu wygrać spotkanie. To będzie dla nas bardzo ważne i trzymam za to kciuki.

Czy jest coś, co w tym spotkaniu poprawiłyście? Czy jest coś, co zafunkcjonowało, chociaż wcześniej się to nie udawało?
Nie było przestojów. To dla nas ważne. Jak się nakręcamy, to idziemy jak burza. Problemem jest, że czasem popełniamy błąd po błędzie, a to nas trochę ścina z nóg. Dzisiaj pokazałyśmy, że potrafimy trzymać poziom przez cały mecz.

Wielkim plusem takiego meczu jest też chyba to, że oszczędziłyście siły.
To na pewno. Ciężko jest grać dzień po dniu. Przed nami mecz jutro i pojutrze. Dobrze, że dzisiaj nie było wymian minutowych. Czasami takie się przytrafiają z zespołami azjatyckimi. Na pewno oszczędziłyśmy więc siły.

Jak się nastawiacie na ten maraton trzech meczów z rzędu? Nawet w Lidze Narodów rzadko jest taka intensywność
Nie od nas to zależy, więc nie chciałabym się o tym wypowiadać. Tak jest stworzony turniej. Nie mamy na to wpływu. Nie zmienimy nic. Głowy do góry i trzeba nastawić się pozytywnie, grać swoją siatkówkę.

Joanna Kaczor nazwała panią po tym meczu królową kiwki. To ważne, bo dzisiaj tak trzeba było zagrać.
Zespół Tajlandii ogląda mecze i na pewno mnie rozpracował. Wiedział, że lubię atakować po różnych kierunkach. Na to były przygotowane, na mocne ataki. Te kiwki czasem je zaskoczyły. W pierwszym meczu Turcji z Tajlandią Ebrar Karakurt powiedziała, że zaczęła za późno kiwać. Zrobiła to na koniec czwartego seta. Starałam się urozmaicić swój atak. Prosta, przekątna, kiweczka, żeby rywalki nie ustawiały się na jeden kierunek.

Dołączyła pani do drużyny później, już w trakcie sezonu reprezentacyjnego. Jak się pani czuje?
Myślę, że czuję się fajnie. Nakręcamy się jeszcze bardziej. Ważne jest to, jak podchodzimy do meczu. Ważna jest atmosfera w drużynie. Mamy wszystkie ze sobą super kontakt, a to pomaga na boisku. Oby tak było do końca.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Mundial 2022. Sonda przed meczem Polska-Francja

Materiał oryginalny: Magdalena Stysiak: Maraton meczów dzień po dniu? Trzeba nastawić się pozytywnie, grać swoją siatkówkę ROZMOWA - Dziennik Bałtycki

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na gazetalubuska.pl Gazeta Lubuska
Dodaj ogłoszenie