"Majstrowie z Nowej Soli" na starej taśmie

Filip Pobihuszka 68 387 52 87 [email protected]
sxc.hu
Udostępnij:
- Takich majstrów jak w Nowej Soli trzeba nam jak najwięcej - brzmi głos lektora z Polskiej Kroniki Filmowej. Na nagraniu sprzed 60 lat widać uwijające się w fabryce nici kobiety. Jedna z nich mieszka dziś w Szczecinie i... zgodziła się z nami porozmawiać.

- (...) umówiliśmy się dzisiaj jednocześnie aż na trzy spotkania w nadodrzańskim miasteczku Nowa Sól - brzmi charakterystyczny głos Andrzeja Łapickiego. To jedne z pierwszych słów, jakie padają w krótkim, bo liczącym nieco ponad półtorej minuty, filmie zatytułowanym "Majstrowie z Nowej Soli". Link do strony internetowej, na której można go obejrzeć szybko trafił do większości nowosolskich internautów. To oczywiście fragment Polskiej Kroniki Filmowej, wydanej 10 listopada 1953 roku, czyli niemal 60 lat temu.
By go zobaczyć, wystarczy wizyta pod adresem www.repozytorium.fn.org.pl, gdzie w wyszukiwarce wpisujemy tytuł nagrania lub po prostu "Nowa Sól".

W trakcie kilkudziesięciu sekund trwania filmu poznajemy trzy kobiety, główne bohaterki "Majstrów". Pierwsza z nich, to Zenona Golonkówna (czyli jak się domyślamy, pani Golonko). Widzimy ją podczas wizyty u miejscowego fryzjera. Chwilę później na ekranie pojawia się Anna Czerniawska, gdy odwiedza krawca. - By nie przeszkadzać w tak ważnych dla każdej kobiety zajęciach, przenosimy się do zacisznego mieszkania Zofii Brysiówny - brzmi głos narratora a my domyślamy się, że chodzi o panią Bryś.
Chwilę później akcja kroniki przenosi się do Nadodrzańskich Zakładów Przemysłu Lniarskiego. - Dzięki stałej kontroli odpadków oddział Zofii Brysiówny przoduje w oszczędności. Majster Golonkówna (...), prowadzi oddział motalni i szczególnie troskliwie opiekuje się młodymi, niedoświadczonymi jeszcze robotnicami. Majster Anna Czerniawska poza swymi normalnymi obowiązkami prowadzi szkolenie w zakresie bezpieczeństwa i higieny pracy. Takich majstrów jak w Nowej Soli trzeba nam jak najwięcej - brzmi dumny głos lektora.

Naszą szczególną uwagę zwróciła jednak inna postać, występująca w tym wydaniu kroniki. Wśród kilku ujęć pokazujących mieszkanie pani Zofii, kamera na chwilę skupia się na małym chłopcu, który siedząc przy stole z zaciekawieniem przegląda ówczesne gazety i czasopisma. Dowiadujemy się, że ma na imię Kazio i jest siostrzeńcem majster Brysiówny. Ile ma lat na nagraniu z 1953 roku? Tego niestety możemy się tylko domyślać. Chłopiec wygląda na "starszaka", może mieć ok. pięciu lat. Z prostego rachunku wynika zatem, że dzisiejszy pan Kazimierz powinien być świeżo upieczonym emerytem.

Postanowiliśmy więc odnaleźć bohaterów nagrania sprzed 60 lat, największe nadzieje wiążąc oczywiście z małym Kaziem, jako najmłodszym z bohaterów kroniki. Apelowaliśmy na łamach "GL", by ktokolwiek, kto ma jakiekolwiek informacje na ten temat, skontaktował się z naszą redakcją.
Minął tydzień, drugi, trzeci... Po miesiącu straciliśmy nadzieję, że uda nam się dowiedzieć czegokolwiek. Aż tu nagle, któregoś dnia zadzwonił telefon. - Dzień dobry, ja w sprawie Kazia z kroniki. Bo dopiero dotarła do mnie gazeta z tym artykułem... - brzmiał głos w słuchawce. Należał do Krystyny Bryś, żony pana Kazimierza, który, jak się chwilę później dowiedzieliśmy, niestety zmarł przed pięciu laty. - Ale wie pan co, ciotka Kazia żyje, mieszka teraz w Szczecinie. Ona jest na tej kronice, jako Zofia Bryś - nieoczekiwanie dodała pani Krystyna.

Dwa dni później udało nam się dodzwonić do Szczecina. Pani Zofia Misiak, czyli znana z PKF majster Brysiówna chętnie zgodziła się opowiedzieć nam co nieco o utrwalonych na taśmie chwilach z jej życia. - Pracowałam w fabryce nici zaraz po ukończeniu technikum. Pamiętam, jak ekipa filmowa kręciła kronikę na naszym oddziale - wspomina pani Zofia. - Domu własnego nie miałam, to mieszkałam razem z siostrą, szwagrem no i z Kaziem - opowiada.
Kamienica ta, która 60 lat temu gościła filmowców z PKF, stoi do dziś. - To było na ul. Traugutta, na parterze. Po tej samej stronie, gdzie teraz jest piekarnia - wyjaśnia "pani majster".
Nasza bohaterka przyznaje, że była bardzo aktywna, gdy mieszkała w Nowej Soli. Jej zainteresowaniami z pewnością można byłoby obdzielić kilka wydań kroniki filmowej. - Uczestniczyłam w kółku teatralnym, uprawiałam lekkoatletykę, skakałem wzwyż, grałam w siatkówkę - wylicza. - Znałam też ówczesnych dziennikarzy. Z kolei ci od kroniki namawiali mnie na szkołę filmową, ale odmówiłam. Już inaczej ułożyłam sobie życie - opowiada. - Mam bardzo miłe wspomnienia z Nowej Soli - dodaje Z. Misiak.

Niedługo po nakręceniu kroniki, bo jeszcze w 1953 roku, pani Zofia wyjechała do Zamościa. Tam spędziła niemal trzy dekady, by znów się przeprowadzić, tym razem do Szczecina, gdzie mieszka do dziś. - W Nowej Soli bywałam jeszcze później wiele razy, ostatnio trzy lata temu z wycieczką - opowiada. - I tylko serce mnie bolało, jak zobaczyłam te stare mury fabryki nici... - dodaje.
Pani Zofio! Serdecznie dziękuję za rozmowę i mam nadzieję, że egzemplarz gazety, o który pani prosiła dotrze bez problemu do Szczecina.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie