Mamy wzór dla sprawy Olewnika. Prokuratura Krajowa bada znane lubuskie porwanie dla okupu

Michał Iwanowski 0 68 324 88 12 miwanowski@gazetalubuska.pl
fot. Piotr Jędzura
Co odróżnia sprawę porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika od porwania 17-letniego chłopaka w Zielonej Górze w 2000 r.? To, że ta pierwsza sprawa została "spaprana" przez śledczych, a ta druga służy dziś za wzór dla prokuratur.

Od niedawna na celowniku prokuratury krajowej znalazły się wszystkie sprawy dotyczące porwań dla okupu, prowadzone w Polsce. Chodzi o śledztwa w toku, albo te, które zakończyły się umorzeniem z różnych przyczyn. To pokłosie słynnej sprawy Olewnika, z którą przez wiele lat nie mogli sobie poradzić prokuratorzy, a dziś nie może się z nią uporać sejmowa komisja śledcza.

Milion marek okupu

Do klasyki tego typu śledztw zalicza się także sprawa 17-letniego Andrzeja P., syna majętnego biznesmena, porwanego 30 czerwca 2000 r. w Zielonej Górze. Oskarżycielem w tej sprawie był wówczas Alfred Staszak, obecnie zastępca prokuratora okręgowego w Zielonej Górze. - Ta sprawa zainspirowała mnie do napisania doktoratu o śledztwach dotyczących porwań dla okupu - mówi Staszak. - Jak mało która, została przeprowadzona sprawnie i uchodzi dziś za wzorcową, w kontekście sprawy Olewnika.

Porwanie z 30 czerwca 2000 r. było dokładnie zaplanowane. Tego dnia wieczorem Andrzej P. wracając z kina do domu zauważył, że jest śledzony przez barczystego mężczyznę. Na ul. Piaskowej drogę zajechał mu ciemny ford, wyskoczył z niego drugi mężczyzna. Złapał chłopca, wepchnął do samochodu, na tylnym siedzeniu założył mu na głowę śpiwór i związał. Po godzinnej jeździe wręczyli 17-latkowi komórkę i kazali powiadomić rodziców o porwaniu i żądaniach okupu w wysokości 1 mln marek niemieckich. Chłopiec rozmawiał z matką, gdyż ojciec przebywał akurat w Belgii.

Dowód z gardła

Sprawcy zawieźli chłopca do wynajętego wcześniej domu w Osieczowie koło Bolesławca. Przez kolejne dni był tam bity, maltretowany i dręczony. Mężczyźni grozili mu obcięciem palców, które miały być przesłane rodzicom, gdyby zwlekali z okupem. W domu przebywała większa banda, wśród nich Białorusin, któremu prokuratura zarzuciła dodatkowo próby seksualnego wykorzystania chłopca.

Do śledztwa zaangażowano CBŚ. Ustalono, iż sprawcy dzwonią do państwa P. z telefonu komórkowego, w którym każdorazowo zmieniali karty SIM. Podczas monitorowania jednej z rozmów udało się namierzyć użytkownika aparatu - Romualda R. Od razu zatrzymano go w Legnicy, kiedy jechał samochodem. Podczas przeszukiwania auta, nagle włożył on do ust jakiś dokument, próbując go połknąć. Policjanci - za pomocą łyżeczki - wydobyli mu go z gardła. Dokumentem okazała się umowa najmu domu w Osieczowie. Tego samego dnia - 6 lipca 2000 r. - urządzono nalot na posesję. Po brawurowej akcji antyterrorystów syn biznesmena został uwolniony, a porywacze aresztowani.

Powiązani z mafią

Przed sądem stanęli równo rok po porwaniu. Mimo dowodów, nie przyznawali się do winy. Ale obciążyły ich zeznania świadka koronnego. Był to były członek grupy gangstera o pseudonimie Azja, brata Carringtona, który w latach 90. uchodził za rezydenta mafii pruszkowskiej w południowo-zachodniej Polsce.

Zeznał, iż Romuald R. już od stycznia 2000 r. przygotowywał porwanie Zbigniewa P., lub kogoś z jego rodziny.

W śledztwie okazało się też, że - podobnie jak w sprawie Olewnika - w porwaniu maczał palce bliski przyjaciel rodziny P. - Maciej T. To on miał "wystawić" chłopaka porywaczom. Ojciec porwanego był wręcz przekonany, że to on pociągał za wszystkie sznureczki.

Ostatecznie wszyscy sprawcy zostali osądzeni, dostali wyroki 8 i 9 lat więzienia, czyli z najwyższej półki. Wyroki zostały utrzymane w apelacji i obecnie odsiadują oni karę.

Wideo

Komentarze 6

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

~Renegade~

Azja to przeciez etatowy swiadek prokuratury, gdy brak dowodow to wyciaga sie Azje jak krolika z kapelusza.Jest on jednak bardzo wiarygodny gdyz pewnego rau na potwierdzenie swoich rewelacji zdecydowal sie nawet zagonic swojego brata.

~xyz~

Wito zastanawiaj się dalej. "Łyżeczkowanie" odbyło się na Komendzie Policji w Legnicy w czasie sporządzania dokumentacji, a tam nie ma problemu z łyżeczkami. Jedynie co można zarzucić, to to, że łyżeczka była prywatną własnością policjanta, a nie policji.

?

Najważniejsze, że ktoś się podczepił pod wynik. Prawdziwy bohaterowie jak to zazwyczaj jest, nic z tego nie mają. A jaki jest wkład w tą sprawę prokuratora od doktoratu?

W
Wito

Hmm, zastanawiam się czy na wyposażeniu obok kajdanek i broni policjanci maja również łyżeczki? Bo skąd ją miał gdy w trasie zorobili akcję zarzymania, no chyba, że to odbyło się w przydrożnym barze. Pozdro

l
laki

Zgadzam się z komentarzem -xyz-,znam sprawę od podszewki i tak było jak podał w wersji bardzo sktóconej xyz.Pan Treter miał jesze inne sprawy na sumieniu za ,które siedzi.

~xyz~

Witam! Panie redaktorze, kto Panu kazał pisać te bzdury? Ten prokurator, który w Sadzie występował jako oskarżyciel ze sprawą do czasu uwolnienia
młodego Andrzeja P. nie miał nic wspólnego. Później jedynie poskładał kwitki i wysłał do sądu. Jest to wyłącznie zasługa oficerów CBŚ, którzy w tym czasie podjęli działania wbrew planom przełożonych i prokuratury, którzy swoim działaniami mogli złapać, ale kurę w kurniku, a nie sprawców porwania. Wtedy zarówno prokuratora prowadzącego jak i policjantów funkcyjnych stać było jedynie na groźby w stosunku do funkcjonariuszy CBŚ, którzy na własną rękę podjeli czynności, jak się okazało bardzo skuteczne, które doprowadziły do uwolnienia młodego i zatrzymania sprawców.
Funkcjonariusze Ci ryzykowali w tym wypadku nie tylko utratą życia, ale więzieniem, gdyby coś poszło nie tak, bo tym im właśnie grożono i żądano
natychmiastowego przerwania prowadzonych działań. Jak ktoś po takich faktach może sobie dzisiaj przypisywać zasługi i ile jest wart ten doktorat?

Dodaj ogłoszenie