Marcin Grochowski jako ratownik medyczny od lat pomaga innym, teraz sam potrzebuje naszego wsparcia. Ruszyła zbiórka na jego walkę z chorobą

Redakcja
Marcin Grochowski na co dzień jest ratownikiem medycznym w zielonogórskim pogotowiu ratunkowym. Archiwum prywatne Marcina Grochowskiego
Zielonogórzanin Marcin Grochowski na co dzień pracuje w zielonogórskim pogotowiu i każdego dnia ratuje ludzkie życie i zdrowie. Teraz przyszedł czas, byśmy mogli mu się za to odwdzięczyć. Mężczyzna choruje na toczeń układowy. Leki, terapie, rehabilitacje sporo kosztują. Dlatego ruszyła zbiórka na leczenie mieszkańca. By dalej mógł spełniać się jako ratownik, mąż i ojciec.

Częste pobyty w szpitalu, leki, rehabilitacje. To codzienność Marcina Grochowskiego.

- Choruję od 2014 roku - mówi Marcin Grochowski. - Do tej pory niewiele osób o tym wiedziało, bo starałem się nikomu o tym nie mówić. Nie dzielić się cierpieniem. Ale ta mała grupa osób, które wiedziało o mojej chorobie, nalegała, bym coś zrobił, założył jakąś zbiórkę. Bo widzieli, że bywa bardzo ciężko.

Częste pobyty w szpitalu, kosztowne leczenie, rehabilitacje. To codzienność Marcina Grochowskiego, który na co dzień spełnia się jako ratownik medyczny, ale także mąż i ojciec dwójki małych dzieci.

Zielonogórzanin w 2014 roku zachorował na toczeń układowy

- Wszystko zaczęło się bardzo dziwnie - opowiada zielonogórzanin. - W ciągu 24 godzin pojawiły się bóle głowy, kręgosłupa, porażenie kończyn. Trafiłem do szpitala. Poszedłem od razu, bo wiedziałem, że dzieje się coś nie tak, jak powinno. Przyjęto mnie na oddział zakaźny.

Pana Marcina nie można było zdiagnozować. Jego wyniki krwi nie pozwalały na pobranie płynu rdzeniowo-mózgowego. A po tym można byłoby wstępnie ocenić, co się z nim dzieje. Wreszcie po dwóch dniach zdiagnozowano u niego ostre poprzeczne długoodcinkowe zapalenia rdzenia. Mężczyzna nie mógł samodzielnie ustać na nogach. W międzyczasie wykryto jeszcze boreliozę... W jednej chwili zielonogórzaninowi świat się zawalił. Przyszedł czas na ponowną naukę chodzenia, powolne wracanie do rzeczywistości.

- Dopiero po kilku miesiącach zdiagnozowano u mnie toczeń - mówi zielonogórzanin. - I od tego czasu leczę się wciąż we Wrocławiu.

Pana Marcina próbowano leczyć na szereg różnych sposobów, łącznie z chemioterapią, która niestety też nie przyniosła skutku. Co gorsza po niej okazało się, że doszło do zwłóknienia szpiku. Pojawiły się kolejne choroby współtowarzyszące: zespół antyfosfolipidowy, leukopemia a niedawno zespół mielodysplastyczny i cukrzyca posterydowa.

W Polsce pan Marcin ma szansę leczyć tylko objawy choroby, a nie walczyć z przyczynami, które ją powodują.

- Mam nadzieję, że uda się znaleźć jakiś zagraniczny ośrodek, który mi pomoże - wyjaśnia mężczyzna. - A zbiórka pomogłaby też w życiu codziennym: w zakupie leków, rehabilitacji.

Tutaj znajdziesz link do zbiórki na leczenie Marcina Grochowskiego

Mimo ciężkiej choroby dalej chce ratować życie i zdrowie drugiego człowieka

- Są dni, że nie mogę wstać z łóżka - mówi szczerze Marcin Grochowski. - Ale wstaję. I walczę. Staram się ćwiczyć, uprawiać sport, na ile zdrowie mi pozwala.

Bo i choroba wcale go nie oszczędza. Na co dzień mężczyzna musi zmagać się z osłabieniem, drętwieniem i bólem nóg, zaburzeniem czucia, bólem pleców, stawów, krawieniem z nosa... A to tylko część objawów.

- Toczeń jest chorobą autoimmunologiczną - atakuje organizm kiedy chce i jaki organ chce. U mnie choroba jest cały czas aktywna - wyjaśnia zielonogórzanin.

Wsparcie dla zielonogórskiego pogotowia:

Rodzina i pasja motywują go do ciągłej walki

Ale to właśnie rodzina i praca, która jest dla pana Marcina pasją, motywuje go do ciągłej walki. To miłość do ratowania drugiego człowieka wyciągała go z łóżka, stawała się motorem do działania, gdy trzeba było uczyć się od nowa chodzić. W służbie zdrowia Marcin Grochowski pracuje od 18. roku życia. Najpierw jako sanitariusz, teraz jako ratownik medyczny w zielonogórskim pogotowiu. Nie chce, by choroba odebrała mu możliwość robienia tego, co kocha.

Oan Marcin posłuchał przyjaciół. Ruszyła zbiórka na bardzo kosztowne leczenie. Obecnie potrzeba 100 tys. zł.

Tutaj znajdziesz link do zbiórki na leczenie Marcina Grochowskiego

- Wciąż wierzę, że powstanie lek, który zatrzyma chorobę chociaż na parę lat, a nawet wyleczy mnie z niej, żebym mógł cieszyć się życiem jak kiedyś, bez codziennego bólu. Bo ból jest najgorszy - mówi mężczyzna.

Mnóstwo ludzi chce pomóc ratownikowi medycznemu z Zielonej Góry

O zbiórce szybko zrobiło się głośno. Wiele osób chce pomóc, wpłacając choć parę złotych. By dać mężczyźnie szansę na normalne życie.

- Nie spodziewałem się takiego odzewu - mówi szczerze zielonogórzanin. - Jak czytam te wszystkie słowa wsparcia, to aż łza w oku się kręci.

Jednak ta reakcja nie dziwi Marcina Mańkowskiego, dyrektora Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Zielonej Górze, gdzie pracuje zielonogórzanin.

- To jest po prostu fantastyczny człowiek i fajny pracownik - mówi Marcin Mańkowski. - Z potężną wiedzą i pasją do tego, co robi.

Tutaj znajdziesz link do zbiórki na leczenie Marcina Grochowskiego

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie