Marzenia dają chorym dzieciom siłę. Nam ich spełnianie daje wiele radości

Tomasz Rusek
Poznajemy naszych marzycieli, spotykamy się z nimi, z ich rodzinami, jesteśmy z nimi podczas spełniania marzeń. Nie da się tego wszystkiego robić, jednocześnie trzymając dystans. Bywają więc bardzo trudne chwile. Teraz takie przechodzę. W trzy miesiące zmarło troje marzycieli, w których spełniane marzenia byłam osobiście zaangażowana. To było dwóch chłopców mniej więcej w wieku mojego syna i dziewczynka w wieku mojej córki. I tak sobie myślę: skoro dla mnie to taki cios, to jak strasznie musi być rodzinom, bliskim tych dzieci? To bardzo zmienia perspektywę, postrzeganie świata, życia, tego, co ważne. Doceniam czas z rodziną, szereguję priorytety, inaczej patrzę na wiele rzeczy. Człowiek sobie wtedy uświadamia, że nie warto zwracać uwagi na jakieś codzienne głupoty, drobnostki.
Poznajemy naszych marzycieli, spotykamy się z nimi, z ich rodzinami, jesteśmy z nimi podczas spełniania marzeń. Nie da się tego wszystkiego robić, jednocześnie trzymając dystans. Bywają więc bardzo trudne chwile. Teraz takie przechodzę. W trzy miesiące zmarło troje marzycieli, w których spełniane marzenia byłam osobiście zaangażowana. To było dwóch chłopców mniej więcej w wieku mojego syna i dziewczynka w wieku mojej córki. I tak sobie myślę: skoro dla mnie to taki cios, to jak strasznie musi być rodzinom, bliskim tych dzieci? To bardzo zmienia perspektywę, postrzeganie świata, życia, tego, co ważne. Doceniam czas z rodziną, szereguję priorytety, inaczej patrzę na wiele rzeczy. Człowiek sobie wtedy uświadamia, że nie warto zwracać uwagi na jakieś codzienne głupoty, drobnostki. Tomasz Rusek
- Trudnych chwil było sporo. I pewnie jeszcze dużo będzie. Ale gdy udaje się nam spełnić marzenie, gdy widzimy radość marzyciela… Tego nie da się opisać - mówi gorzowianka Joanna Grzybiak z Fundacji Mam Marzenie, która spełnia pragnienia ciężko chorych dzieci z woj. lubuskiego.

Ile masz lat?

40.

Masz też męża, dwoje dzieci, w zasadzie nastolatków, i poważny, zabierający mnóstwo czasu biznes.

Tak, zgadza się (uśmiech).

Jak w tym wszystkim znajdujesz czas na działania fundacji?

To kwestia poukładania obowiązków, organizacji. Na szczęście nasz biznes nie wymaga ode mnie siedzenia przed biurkiem od 7.00 do 16.00 więc wiele rzeczy związanych ze spełnianiem marzeń udaje mi się załatwiać gdzie pomiędzy pracą i życiem rodzinnym.

A gdy sprawa nie może czekać i musisz jej poświęcić czas przypisany dla pracy albo dla rodziny to…?

…to staram się podkradać czas z puli na życie zawodowe. Rodzina jest zawsze najważniejsza. Ale nie będę cię czarować: czasami córka patrzy na mnie tym swoim wzrokiem, gdy słyszy, że załatwiam przez telefon sprawy fundacyjne. Jednak bliscy doskonale to rozumieją. Syn Szymon ma 15 lat i sam pomaga w Fundacji Mam Marzenie - jest magikiem od excela, świetnie ogarnia kwestie tabelkowo - liczbowe. Wera też czasami się włącza w akcje. Cieszy mnie to, bo pielęgnują w sobie takie pożyteczne postawy.

Że nie wolno żyć tylko dla siebie i czasami warto zrobić coś dla innych?

(Śmiech) tak, dokładnie. Jestem z nich bardzo dumna!

Jak zaczęła się Twoja przygoda z Fundacją Mam Marzenie?

Zobaczyłam w gazecie ogłoszenie, że szukają w Gorzowie wolontariuszy. Do dziś pamiętam, że było to w lutym 2016 r. przy ul. Łokietka. Poszłam, zapisałam się, zostałam, a potem od lipca 2016 kierowałam oddziałem. Do 31 lipca 2019 r. pomogliśmy spełnić pragnienia 50 dzieci z Gorzowa i okolic.

Ile kosztuje spełnienie marzenia? Da się to wyliczyć?

Nie ma jednej ceny. Przeliczaliśmy to kiedyś i wyszło, że średnio około 4 tys. zł. Średnio, ponieważ są marzenia, na które wydajemy tysiąc, ale i takie, na które potrzebujemy 11 tys. zł. To nie tylko koszty samego marzenia, ale też dojazdów, paliwa i innych wydatków. Jednak nie zawsze pieniądze są największym wyzwaniem. To znaczy oczywiście potrzebujemy ich i sponsorzy są zawsze mile widziani, ale czasami marzenia są takie, że pewnie i milion złotych by nie pomógł ich spełnić (uśmiech).

Sama się o to prosiłaś: przykład!

Był pewien chłopiec. Z Iłowej. Miał 16 lat, interesował się nauką, fizyką, leżał w hospicjum. Choroba dała mu popalić. Nie mówił, słyszał, pokazywał rękoma. Okazało się, że ma trzy marzenia. Pierwsze: jeszcze raz zobaczyć morze i Sopot. Drugie: spotkać się ze światowej sławy astrofizykiem Stephenem Hawkingiem. Trzecie: porozmawiać sobie na poważnie z Władimirem Putinem. I wiesz co się okazało? Że najszybciej musieliśmy wykreślić Sopot (Joanna śmieje się, ale ukradkiem ociera też łzę - dop. red.). Lekarze absolutnie wykluczyli transport Michała karetką nad morze. Wzięliśmy się więc za pana Hawkinga i Putina.

Teraz sobie ze mnie żartujesz?

Nie. Pragnienia marzyciela są dla nas święte. Dopóki jest cień szansy na realizację to działamy. Tu też tak było. Napisaliśmy listy z wyjaśnieniem i prośbą do asystentki S. Hawkinga i do ambasady rosyjskiej w Polsce. Pierwsza odpowiedź nadeszła od pana Stephena. Napisał że bardzo wspiera Michała, ale sam za bardzo nie ma jak podróżować. Zachęcał go do walki, przysłał też swoje zdjęcie z podpisem i książkę.
Odpisała też ambasada. Pani dyplomatka wypytała nas najpierw o działania fundacji, a gdy wytłumaczyliśmy, czym się zajmujemy i że to nie żart, a marzenie chorego dziecka, zapewniła, że pismo w tej sprawie pójdzie do kancelarii prezydenta Putina.

I co? I co?!

Dostaliśmy odpowiedź z kancelarii prezydenta Putina, że bardzo chętnie by się z Michałem spotkał i porozmawiał, ale na taki przyjazd nie pozwala protokół dyplomatyczny. Dlatego… zaprasza Michała do siebie. Dołączono też zdjęcie i kilka ciepłych słów do wolontariuszy. Jednak nasz marzyciel nie mógł podróżować. Więc nic z tego nie wyszło. Niedługo potem Michał zmarł. Trzy tygodnie przed nim zmarł też S. Hawking (zapada cisza, obojgu nam szklą się oczy - dop. red.).

Nie wiem, co powiedzieć…

A ja sobie myślę i mam nadzieję, że Michał ze Stephenem gdzieś tam świetnie się dogadują. Trzymam się tej myśli… I choć gdzieś w środku kłuje mnie, że nie udało nam się spełnić tego marzenia, to jednak zrobiliśmy absolutnie wszystko, co było w naszej mocy.

Starasz się trzymać dystans? Traktować spełnianie marzeń jak zadanie, wyzwanie? Bez angażowania się emocjonalnie?

Starać to ja się mogę, ile chcę, ale wiele z tego nie wychodzi (uśmiech). Poznajemy przecież naszych marzycieli, spotykamy się z nimi, z ich rodzinami, jesteśmy z nimi podczas spełniania marzeń. Nie da się tego wszystkiego robić, jednocześnie trzymając dystans. Bywają więc bardzo trudne chwile. Teraz takie przechodzę. W trzy miesiące zmarło troje marzycieli, w których spełniane marzenia byłam osobiście zaangażowana. To było dwóch chłopców mniej więcej w wieku mojego syna i dziewczynka w wieku mojej córki. I tak sobie myślę: skoro dla mnie to taki cios, to jak strasznie musi być rodzinom, bliskim tych dzieci? To bardzo zmienia perspektywę, postrzeganie świata, życia, tego, co ważne. Doceniam czas z rodziną, szereguję priorytety, inaczej patrzę na wiele rzeczy. Człowiek sobie wtedy uświadamia, że nie warto zwracać uwagi na jakieś codzienne głupoty, drobnostki.

Pamiętam, że gdy rozmawialiśmy kilka lat temu, zaskoczyłaś mnie kompletnie mówiąc, że brakuje wam… marzycieli! Jak jest dzisiaj?

Tak było (uśmiech). Dlatego poszerzyliśmy obszar działania. Obecnie spełniamy marzenia nie tylko dzieci z woj. lubuskiego, ale też z Głogowa, Leszna, Nowego Tomyśla, Szamotuł, Myśliborza. Czyli sięgamy za granice lubuskiego, do sąsiednich województw. Obecnie mamy 12 marzycieli. Sponsorzy, wolontariusze i pomocnicy bardzo mile widziani (uśmiech). Dzwońcie na numer 515 199 630. Mogę coś jeszcze dodać?

Pewnie!

Wszyscy w fundacji pracujemy społecznie. Od wolontariusza po zarząd. Nie bierzemy nawet grosza. Zależy mi, by ludzie o tym wiedzieli. Bo niektórzy myślą, że nasze zaangażowanie to praca. Nie. To wolontariat, który daje nam masę frajdy.

Tak? To powiedz mi szczerze: jak często myślisz sobie „kocham to”, a jak często „mam już dość”?

Pół na pół (śmiech). Ale gdy udaje się nam spełnić marzenie, gdy widzimy radość marzyciela… Tego nie da się opisać!

Zobacz wideo: Chłopiec zmagający się z nowotworem spełnił swoje największe marzenie. Na jeden dzień został pracownikiem kolei dużych prędkości

wideo: Xinhua

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie