Memoriały każdego roku! Tak Żary czczą wielkiego mistrza olimpijskiego

Artykuł sponsorowany
Na memoriał do Żar przyjeżdżają regularnie przyjaciele Tadeusza Ślusarskiego (od lewej); Władysław Kozakiewicz, mistrz olimpijski w skoku o tyczce, Jacek Wszoła, mistrz olimpijski w skoku wzwyż i Zdzisław Hoffmann, pochodzący ze Świebodzina mistrz świata w trójskoku. Rok 2004 Fot. Archiwum GL
Mistrz olimpijski Tadeusz Ślusarski zginął w wypadku w 1998 roku. Sześć lat później, w 2004 roku, w rodzinnych Żarach wystartował memoriał jego imienia.

Nikt nie miał wątpliwości, że Żary były dłużne taką imprezę wielkiemu sportowcowi. Przecież tu uczył się skakać o tyczce, tu zaczynał sportową karierę. W 1999 roku, po roku od tragicznej śmierci mistrzów olimpijskich Władysława Komara i Tadeusza Ślusarskiego, ich imieniem nazwano miting lekkoatletyczny w Międzyzdrojach. Żary pierwszy memoriał im. T. Ślusarskiego zorganizowały w 2004 r.

Dotychczas odbyło się 16 memoriałów (w tym roku odwołany z powodu epidemii). Za każdym razem żarska impreza jest wielkim świętem skoku o tyczce. Bo goszczą tu najlepsi polscy skoczkowie, którzy biją rekordy życiowe. Bo ich zmaganiom przyglądali się i przyglądają tuzy światowego sportu: Irena Szewińska, Władysław Kozakiewicz, Jacek Wszoła, Zdzisław Hoffmann, Marian Woronin, Bogusław Mamiński, wieloletni dyrektor sportowy imprezy, dusza memoriału. Bo wśród prowadzących zawody byli np. Monika Pyrek i dziennikarz Piotr Dembowski. Bo impreza cieszy się olbrzymim zainteresowaniem widzów, mieszkańców Żar, którzy pełnym zaangażowania dopingiem budują świetną atmosferę zawodów. Imprezę dostrzegają władze sportowe - w 2012 r. w rankingu Polskiego Związku Lekkiej Atletyki zawody w Żarach zajęły trzecie miejsce w kraju wśród mitingów o zawężonym programie.

Padały rekordy życiowe

Przez lata tyczkarze walczyli na miejskim rynku. Tu zawody toczyły się w latach 2007-2018. Wcześniej miejscem rywalizacji skoczków był albo stadion Syrena, albo al. Jana Pawła II w centrum miasta. W zeszłym roku memoriał wrócił na odnowiony stadion i był częścią ogólnopolskiego lekkoatletycznego mityngu SWISS KRONO Cup 2019. W zawodach w różnych konkurencjach startowało pół tysiąca zawodników. - Mityng lekkoatletyczny klub Agros robi w Żarach od dwóch lat, bo od 2018 r. mamy stadion. Drugi mityng został połączony z memoriałem – mówi prezes Damian Fedorowicz.

Co ciekawe, przeniesienie zawodów na rynek w 2007 r. okazało się szczęśliwe dla skoczków z Polski. Wreszcie bowiem memoriał wygrał Polak. Był to Adam Kolasa, który zaliczył 5,60. Wcześniejsi zwycięzcy imprez: pierwszej - Rosjanin Jewgienij Michaliczenko, w drugiej i trzeciej Ukraińcy - Rusłan Jeremienko i Denis Fiedas, który po sukces sięgnął na pożyczonej tyczce.

Kolejne trzy memoriały 2008-2010 wygrali obcokrajowcy, w 2009 roku zajmując nawet całe podium. Ale zatrzymajmy się na chwilę na rywalizacji w 2008 roku i to z dwóch powodów. Po pierwsze, wygrywając imprezę wynikiem 5,76 Niemiec Malte Mohr pobił rekord życiowy i poprawił rekord mityngu należący do Kolasy. Po drugie, to w tymże roku w Żarach wielkie skakanie rozpoczął Paweł Wojciechowski. Na mityng przyjechał z rekordem życiowym 5,10, wyjechał z życiówką uzyskaną w drugiej próbie 5,51, co stało się rekordem Polski juniorów. Po trzech latach, w 2011 roku, tamten junior wygrał zawody w Żarach wynikiem 5,50. Walkę skoczków obserwowało wiele sław, m.in. Irena Szewińska. Zainteresowanie imprezą było tak duże, że trzeba było dołożyć kolejną trybunę, zamontowano również telebim. Trzy miesiące później P. Wojciechowski został mistrzem świata seniorów. Dodajmy, że w Żarach wygrał jeszcze w 2015 roku, ustanawiając niepobity dotychczas rekord memoriału - 5,77, a także w 2016, a w 2012 r. był drugi. Nic więc dziwnego, że kilka lat temu przyznał, iż memoriał w Żarach to jego ulubiony polski mityng.

Dla porządku zwycięzcy memoriału w latach 2012-2017: 2012 r. - Maksym Mazuryk z Ukrainy, 5,62; 2013 - Robert Sobera, 5,50; 2014 – Łukasz Michalski – 5,50; 2016 - Paweł Wojciechowski – 5,60; 2017 - Władysław Malychin z Ukrainy – 5,70.

Warto dodać, że w latach 2016 i 2017 w memoriale startowały kobiety. Dwukrotnie wygrała Wenezuelka Robeilys Peinado (odpowiednio 4,40 i 4,50).

Jubileuszowy XV Memoriał im. Tadeusza Ślusarskiego w 2018 roku wygrał Piotr Lisek. Najlepszy w tym czasie polski tyczkarz skoczył 5,65. Atakował też rekord mityngu i w trzeciej próbie był bardzo bliski pokonania 5,80. Tak konkurs w rozmowie z „Gazetą Lubuską” ocenił Władysław Kozakiewicz: - Poziom sportowy dobry, bo zwycięzca pokazał wynik, z którego w takich warunkach - troszeczkę z deszczem, z mokrym rozbiegiem - można się cieszyć. 5,80 miał bardzo, bardzo blisko, był nad poprzeczką, gdzieś tam troszeczkę chaotycznie ręką pociągnął, poprzeczka spadła. Szkoda…

Mistrz olimpijski T. Ślusarski miał zawsze świetny kontakt z młodymi. I to młodzi sportowcy odgrywali główną rolę w ogólnopolskim lekkoatletycznym mityngu SWISS KRONO Cup 2019, połączonym z XVI memoriałem. Wielu zawodników z prawie półtysięcznej armii pobiło sporo rekordów mityngu i życiówek. W rywalizacji uczestniczyło też kilkunastu sportowców niepełnosprawnych. Utytułowana Renata Śliwińska ze Startu Gorzów ustanowiła nieoficjalny rekord świata w rzucie dyskiem - 23.44.

W konkursie skoków zwyciężył Robert Sobera, z wynikiem 5,30. Tyle też skoczył Mateusz Jerzy, a trzeci był Sebastian Chmara, syn wieloboisty Sebastiana i bratanek tyczkarza Mirosława.

Organizatorem mitingu był urząd miasta i klub Agros, a sponsorem tytularnym SWISS KRONO, która to firma zawsze wspierała memoriały i żarski sport.

Żary pamiętają

Tadeusz Ślusarski miał żonę i dwójkę dzieci. Memoriał w 2010 r. po raz pierwszy oglądał jego syn Jakub, który do rodzinnego miasta ojca przyjechał z żoną i synem Tadeuszem. W Żarach do ostatnich dni mieszkali rodzice mistrza olimpijskiego (obok wspomnienia jego mamy).

W Żarach w Alei Gwiazd lśni gwiazda Tadeusza Ślusarskiego, który ma też rondo swojego imienia. Ale co najważniejsze -wielki sportowiec ciągle istnieje w pamięci mieszkańców, dumnych, że jest stąd.

Gwiazdami w alei miasto upamiętniło i inne sportowe sławy, które korzenie mają w Żarach. To: trzykrotny medalista olimpijski zapaśnik Józef Tracz, olimpijczyk i jego starszy brat Mieczysław, Andrzej Greń, medalista paraolimpiady w sportach siłowych. Przed rokiem podczas mitingu gwiazdą uhonorowano biegaczkę Grażynę Oliszewską-Baumgarten, olimpijkę z Moskwy.

***

Tadeusz Ślusarski (rocznik 1950) był jednym z najwybitniejszych tyczkarzy w historii polskiej lekkiej atletyki. Urodził się w Żarach, tu chodził do SP nr 3, a następnie do Technikum Samochodowego, które ukończył w 1969 r., a w którym wychowania fizycznego uczył słynny trener skoku o tyczce Grzegorz Kurkiewicz. W 1978r. został absolwentem poznańskiej Akademii Wychowania Fizycznego. Reprezentował barwy Sokoła Żary, Skry Warszawa i Górnika Zabrze. Był mistrzem olimpijskim (Montreal 1976) i wicemistrzem (Moskwa 1980), a także dwukrotnym halowym mistrzem Europy (Goeteborg 1974, Mediolan 1978). 13 razy stawał na podium mistrzostw Polski seniorów, w tym 5 razy na najwyższym stopniu. Był halowym rekordzistą świata, rekordzistą Europy, olimpijskim, czterokrotnym rekordzistą Polski...

Zginął 17 sierpnia 1998 roku w wypadku pod Ostromicami w gminie Wolin wraz z mistrzem olimpijskim w pchnięciu kulą Władysławem Komarem. Obaj spoczywają na cmentarzu na Powązkach.

Tadeusz Ślusarski we wspomnieniach mamy i trenera

- Do ogrodu się go posyłało, to mu się nie chciało furtki otwierać i przez płot fruwał. Hyc i już był w środku - opowiadała „GL”przed laty nieżyjąca już mama olimpijczyka
Cecylia Ślusarska

Dla Cecylii Ślusarskiej zawsze był Tadziem. - Nie wiem, skąd miał taki talent do sportu. Ja mieszkałam na wsi i zawsze byłam żywa, biegałam, na drzewa wchodziłam. Może to ode mnie przejął? - zastanawiała się pani Cecylia w rozmowie z „Gazetą Lubuską”.
Co jeszcze mówiła Gazecie?
O latach dzieciństwa:
Jako mały chłopczyk był strasznie żywy, wesoły, ale nigdy złośliwy, tak jak niektórzy mali sąsiedzi. Tadziu nikomu na złość nie robił. Lubił się bawić, poskakać. Na rowerze jeździł, a jeszcze do siodła nie sięgał. Od maleńkiego taki skoczek był. Do ogrodu się go posyłało, to mu się nie chciało furtki otwierać i przez płot fruwał. Hyc i już był w środku.
O drodze do sportu: Tej karierze sportowca to ja byłam bardzo przeciwna. Mówiłam mu cały czas: najpierw nauka. Wyucz się, później sobie trenuj. Skończysz szkołę, możesz robić, co chcesz. Chciałam, żeby się w lekcjach nie opuszczał. W samochodówce to już go nauczyciele sami namawiali do sportu. Dyrektor powtarzał: skacz chłopcze, skacz - sport krzywdy ci nie zrobi.

O sukcesach:
Pamiętam pierwszy złoty medal na olimpiadzie w Montrealu. W nocy się to wtedy wszystko działo. Cała rodzina nie spała, tylko żeśmy patrzyli, jak Tadziu skacze. Na przemian patrzyliśmy w ekran telewizora i słuchaliśmy radia. W końcu usłyszeliśmy, że Tadek ma złoty medal. Wszyscy już poodpadali, a on... wygrał. Oj, co to była za radość, nie mogliśmy się nacieszyć.
O odwiedzinach w Żarach:
Zawsze, jak z zagranicy wracał, to zaglądał. Miał tu przecież wielu przyjaciół i kolegów.
O tragedii:
Oglądałam Teleexpress. Spiker powiedział, że zginęło dwóch olimpijczyków. Najpierw pokazali zdjęcie Władka Komara. Serce
zatrzepotało mi w piersi. A później zobaczyłam Tadzia. Zaczęłam krzyczeć. Cała ulica się zleciała... Pytali, co się dzieje. Tadek nie żyje...
Władek był tu kiedyś, w Żarach, z Tadziem, jak z Niemiec wracali. Władek był chrzestnym Tadzia córki. Dobrze się przyjaźnili. Teraz razem sobie leżą na Powązkach.

- Gdyby Tadek trenował dziś, przy takich możliwościach, jakie mają sportowcy, to byłby rekordzistą świata - mówił „GL” kilka lat temu nieżyjący już trener
Grzegorz Kurkiewicz

Ślusarski od najmłodszych lat garnął się do sportu. Już w trzeciej klasie podstawówki jeździł na mecze jako piłkarz ręczny. Tyczkę podsunął mu w technikum samochodowym trener Grzegorz Kurkiewicz. - Najpierw musiałem go trochę zmusić, by w ogóle rozpoczął treningi. Konieczne było nawet małe użycie siły, ot, jakiś tam klaps. Ale jak już zaczął, to nie było mocnych – opowiadał
G. Kurkiewicz „GL”. - Dziś już nie ma takich zawodników. W tamtych czasach nie było też takich imprez, jak mistrzostwa juniorów, halowe czy inne. Gdyby Tadek trenował dziś, przy takich możliwościach, jakie mają sportowcy, to byłyby rekordzistą świata. A on zaczął od metalowej tyczki i skakał na piasek. Dziś zawodnicy mają po 30-40 tyczek, a i to czasem za mało. Tadek wyróżniał się wszystkim, byłem z niego dumny. Angażował się maksymalnie w to, co robił. Nigdy nigdzie nie nawalił, nie opuszczał
treningów.

Co czuł pan Grzegorz, kiedy tyczkarz, którego kiedyś szkolił, wygrywał igrzyska?
Za dużo nie było tych wstawek w telewizji... – ubolewał. – Ale byłem zadowolony, że tak wyszło. Najbardziej bym chciał, żebym miał w tym większy udział. Zarodek był tu, tu się zaczęło.
Tadeusz Ślusarski zginął tragicznie w wypadku samochodowym razem z Władysławem Komarem. Miał 48 lat. Kilka miesięcy wcześniej trenerowi śniła się ta tragedia...
- Miałem kiedyś sen, że zdarzy się coś takiego. Mówiłem mu nawet, ostrzegałem, żeby nie jechał tyle…. To była za długa trasa, z Warszawy nad morze, potem do Żar…

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3