Mercedes z pewnego źródła

WAK
Sprzedawca zapewniał, że samochód pochodzi z legalnego źródła. Ale od roku Mirosław Gałczyński nie ma czym jeździć, ale musi spłacać pożyczkę.

We wrześniu 2003 roku Mirosław Gałczyński trafił do komisu ,,Autoland Truck’’ przy ul. Urszuli w Zielonej Górze. Tam chciał kupić potrzebny mu samochód.

Mercedes z pewnego źródła

Właściciel komisu Edward Plezia polecił mu mercedesa vito. - Auto jest sprawne, z pewnego źródła i niedrogie - zachwalał Plezia. Gałczyński uwierzył w zapewnienia. Zastawił samochód, którym dotąd jeździł i wziął prawie 50 tys. zł kredytu, żeby zapłacić za mercedesa. Cieszył się nim tylko kilka miesięcy. W lipcu 2004 roku przyszli do niego policjanci i auto zabrali. Okazało się, że zostało ono wcześniej skradzione przez mafię pruszkowską, która przebiła jego numery silnika oraz podrobiła dokumenty.
Gałczyński zgłosił się do Plezi, który obiecał, że zwróci wpłacone za vito pieniądze, jeśli odzyska auto. I tak się stało. W kwietniu 2005 roku Prokuratura Rejonowa w Grójcu postanowiła Gałczyńskiemu mercedesa oddać, a ten odebrał je na początku czerwca. Już następnego dnia vito trafiło na parking autokomisu Plezi, i tam stoi do dziś. Ale klient pieniędzy nie dostał.
- Byłem u właściciela komisu już kilka razy. Wciąż stawia nowe wymagania - opowiada Gałczyński. - Najpierw chciał tyko samochód, ostatnio zażądał, bym wystąpił do sądu o nabicie w mercedesie nowych numerów. To nie mój obowiązek! Ja kupiłem auto z wadą prawną i oddałem je poprzedniemu właścicielowi. Zostałem oszukany!

Oddam, ale dużo mniej

Plezia potwierdza, że vito przyjął, ale dodaje, że dopóki nie zostaną przebite numery, auto jest bezużyteczne. Nie może go bowiem sprzedać. Czy wiedział, że jest kradzione?
- Oczywiście, że nie - przekonuje. - Auto przejąłem od znajomego w Sulechowie. Byłem pewien, że jest w porządku. Dlatego nie zleciłem ekspertyzy specjaliście.
Plezia przekonuje, że chce się dogadać. Jeśli tylko przebite zostaną numery i vito znajdzie nabywcę, spłaci około 20 tys. zł kredytu i wypłaci Gałczyńskiem pięć tys. zł jako zadośćuczynienie. To tylko 25 tys., a Gałczyński zapłacił ponad 50 tys. zł. Skąd ta różnica?
- Samochód jest nieco uszkodzony, a ponadto jego wartość jest dużo niższa jak przed dwoma laty - odpowiada Plezia.
Gałczyński nie zgadza się na te warunki i zapowiada pozew do sądu. - Wystąpię nie tylko o zwrot zapłaconych pieniędzy, odsetek od nich, ale też odszkodowanie za brak pracy. To było moje miejsce pracy. Gdy mi je zabrano, zostałem bezrobotnym - dodaje.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.