Michał Nowak: Może to szaleństwo, może głupota, ale ja marzę, by zdobyć Antarktydę

Alan Rogalski
Alan Rogalski
Rozmowa z Michałem Nowakiem z Trzciela, który w tym miesiącu pobiegnie maraton na... Antarktydzie. Jest on zdobywcą Majorsa, a więc przebiegł sześć największych biegów na świecie. Teraz chce wystartować na każdym z kontynentów. I, podobnie zresztą jak w tamtym roku, startuje też w naszym plebiscycie sportowym.

Dlaczego maraton na Antarktydzie? Czemu wydaje się jeden z najtrudniejszych, jeśli nie najtrudniejszy, skoro można było pobiec w innych częściach świata?
Gdy dwa lata temu zapisywałem się na bieg po Antarktydzie, to nie wiedziałem, czy wystartuję tam za rok, dwa czy trzy, z tego względu, że trudno jest dostać się na ten maraton. Tak wyszło, że najpierw biegałem na innych kontynentach, które były powiązane z Majorsem, a więc sześcioma największymi maratonami na świecie, a teraz będzie Antarktyda. Potem zostanie mi Afryka i Ameryka Południowa.

Skąd te dwa lata czekania?
Na Antarktydę jest duża kolejka, mimo wysokiego kosztu. Ta kolejka wynika z tego, że bardzo mała liczba biegaczy może wystartować w maratonie. A to jest związane z liczbą miejsc w samolocie, który startuje z Chile.

Do takiego biegu w ogóle można przygotować się?
Byłem dwukrotnie nad morzem. Podłoże na plaży z pewnością jest podobne do tego na Antarktydzie, bo piasek jest równie miękki co śnieg. Najbardziej chodziło mi oto, by móc pobiegać sobie w specjalnym butach, z dużym protektorem i kolcami. Polskie morze i plaża były jedynym wyjściem, żeby je sprawdzić. Nigdzie indziej nie chciałem lecieć. I był to trening dosyć ciężki, bo noga wpadała głęboko w piasek.

Co innego będzie pan miał na sobie?
Mam sprzęt zbliżony do Polaka, który rok temu triumfował w maratonie na Antarktydzie. On doradzał, jak mam ubrać się. Nie będę miał maski, ale będę miał komin. Na nogach dwie warstwy, a więc legginsy oraz spodnie przeciwdeszczowe i przeciwwiatrowe. A na stopach skarpety termoaktywne. A te buty, o których wspominałem, faktycznie są specjalnie, bo i nazywają się „Antarktyda”. Dalej, u góry trzy warstwy, czyli koszulka, bluza i na to kurtka wiatrówka. Dwie pary rękawiczek, czapka i gogle. Te ostatnie to podstawa, bo w trakcie biegu świeci słońce i razi po oczach. Tam będą też punkty, tak jak na normalnych maratonach, ale będę miał swoje żele, głęboko schowane w kieszeniach. Przy ciele, żeby trzymały temperaturę.

Zdaje się, że najbardziej obawia się pan nie zimna, a wiatru.
Tak, bo ten potęguje to zimno. Gdy wiatr będzie wiał w twarz, to będzie biegło się ciężej. W dobrych warunkach w trakcie maratonu człowiek walczy sam ze sobą, a przy gorszych ta walka jest jeszcze trudniejsza. Po starcie stawka rozciąga się. Często jest tak, że biegnie się samemu. Przez cztery godziny. Przez ten czas trzeba czymś zająć głowę, by nie czuć bólu, cierpienia czy tutaj mrozu.

To o czym w takim razie pan myśli w trakcie biegu?
Różnie. Ale podstawowa myśl to jest ta o najbliższych, a zatem żonie i dwóch córkach, które cały czas dopingują mi i we mnie wierzą. To dodaje siły i sprawia, że człowiek nie zatrzymuje się i walczy do końca.

Bierze pan pod uwagę to, że może nie wrócić do rodziny na święta? W przeszłości były takie sytuacje.
Trzeba być przygotowanym na każdą ewentualność. Oczywiście, mam nadzieję, że wrócę tym samolotem, który mam zabukowany. 7 grudnia lecę do Chile, a wylot stamtąd jest planowo 12. W piątek 13 grudnia jest maraton, a w sobotę powrót do Chile. A lot powrotny do Polski mam 16. Ale to jest wariant naprawdę optymistyczny. Jest możliwość, że zostanę tam na święta.

A po co jest tych kilka dni w Chile?
Trzeba brać pod uwagę to, że… zgubią się bagaże. Jeśli tak stanie się, to oby doleciały w ciągu dwóch, trzech dni. To po pierwsze. Po drugie, w Chile będą spotkania z organizatorami, w trakcie których jest szkolenie, jak zachowywać się na Antarktydzie. Czego nie robić, a co wolno. Tam nie jest nawet jak w hotelu jednogwiazdkowym. To jest całkiem co innego. Na Antarktydzie człowiek jest intruzem i nie jest mile widziany. Tam rządzi natura. A po trzecie, jeśli wszyscy będą w pełnej gotowości, to jest możliwość, że poleci się szybciej i pobiegnie się wcześniej. Podstawą jest bezpieczeństwo zawodników. Mamy się nie bać i nie stresować. Mamy być pozytywnie nastawieni, bo przed nami przygoda życia.

Właśnie, jest strach?
Staram się nie myśleć o strachu, aczkolwiek nutka jego jest. Już sam lot do Chile, z czterema przesiadkami, to jest kawał drogi. A później lot na Antarktydę specjalnym rosyjskim samolotem. Trzeba mieć czapkę na głowie i korki w uszach, bo tak w tym samolocie jest głośno. Jak na filmach. Do tego mróz. Nigdy nie biegałem w takich temperaturach. Ale ogólnie jestem nastawiony pozytywnie. Nastawiam się na przygodę i nawiązanie nowych znajomości. Bo będą tam sami tacy szaleńcy jak ja, z całego świata. Dotychczas byłem na różnych kontynentach i w różnych miejscach. Miałem różne, miłe i niemiłe przygody. Ale zawsze wychodziłem z nich zwycięską ręką. Liczę, że i teraz, ze szczęściem i pomocą Bożą, wrócę szczęśliwy i z dobrym wynikiem.

Ten dobry wynik to ma być zwycięstwo.
Dla jednych może to jest szaleństwo. Dla innych głupota. Można to sobie różnie tłumaczyć. Ale marzyć zawsze można. Kiedyś wymarzyłem sobie, że pobiegnę we wszystkich sześciu maratonach świata i też było dużo niedowiarków. Ale pobiegłem jeden, drugi, trzeci maraton, i to marzenie zaczęło robić się realne. No i coraz więcej ludzi mi kibicowało. Wie pan, gdy na początku powiedziałem moim najbliższym, że marzy mi się zwycięstwo na Antarktydzie, bo to jest sfera marzeń, to trochę śmiali się ze mnie. Aczkolwiek wiedzą, że ja jestem zdolny do wszystkiego. I oni wiedzą, że ja mówiłem poważnie o tej wygranej. Maraton to jest taki bieg, że można przygotowywać się do niego nie wiadomo jak super, i nic z tego nie wyjdzie. Bo w tym biegu musi się wszystko zgrać. Od wstania rano z łóżka, przez posiłek, rozgrzewkę i sam bieg. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to przy odrobinie szczęścia jestem w stanie pobiec poniżej czterech godzin. A patrząc na wyniki z poprzednich lat, to taki rezultat w 99 procentach dałby mi podium. Musiałaby być stawka naprawdę mocna, żeby to nie wystarczyło na pierwszą trójkę. Mówię, że chce pobiec poniżej czterech godzin, a może pobiegnę 3 godziny 45 minut, może 35? Czuję się silny. Zawsze mam taką taktykę, że przez pierwsze 10 kilometrów biegnę wolniej. A drugą połowę mam szybszą. Jestem dobrej myśli. Na pewno triumf w tym maratonie jest realny.

Długo przekonywał pan rodzinę, by zgodziła się na pana start w tym biegu?
Czym bliżej biegu, tym jest coraz większy strach, jeśli chodzi o córki. Wiadomo, jak się leci na Antarktydę, to człowiek bardziej kusi ten los, aczkolwiek nie można podchodzić do tego tak, że lecę i stamtąd nie wrócę. Bez przesady. Moja rodzina wie, że sport to moja pasja, rozumieją i wspierają mnie. Oczywiście, ona nie jest zadowolona, że tam lecę, ale będzie ze mną tam całym sercem. A jak wrócę, to córki i żona będą przeszczęśliwe. Tak samo jak ja. Dodam, że często jeżdżą za mną na rowerze przy długich wybieganiach. Bo na co dzień mamy mało czasu dla siebie.

Rozumiem, że sponsorów przekonał pan szybciej.
Z tymi sponsorami współpracuje od kilku lat. Wszystkie moje poprzednie maratony były drogie, ale nie tak jak ten na Antarktydzie. Kwota za ten bieg to jest kosmos. W każdym razie sponsorów z biegu na bieg było coraz to więcej. Widzieli, że są efekty, bo udawało mi się zdobywać kolejne maratony. Tych największych, którzy wspierają mnie najwięcej, znam osobiście. Powiedziałbym, że oni wspierają mnie bezinteresownie. Znają mnie osobiście i wiedzą, jakim jestem człowiekiem. Podziwiają mnie za to, co robię. Mając obowiązki służbowe i rodzinę, znajduję czas na bieganie na zawodowym poziomie. Bo do biegów przygotowuje się profesjonalnie. Dlatego te firmy wspierały mnie i cały czas to robią. Bez nich nie byłoby szans.

A gdzie pan pracuje?
W winiarni od 18 lat jako specjalista d/s logistyki. Zajmuje sie zakupem win z całego świata, łącznie z organizacją transportu ich do kraju.

To w takim razie jedna butelka wina będzie dla organizatora?
Jak wejdzie do torby, to tak (śmiech).

Czytaj także

Chcesz na bieżąco śledzić sportowe newsy z Ziemi Lubuskiej, Polski oraz świata? Polub naszą stronę na Facebooku: Gazeta Lubuska Sport

GazetaLubuskaSPORT

FLESZ: Nowe dyscypliny na igrzyskach w Tokio

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3