Mieszkają w sąsiedztwie wielkiego producenta miedzi i nie...

    Mieszkają w sąsiedztwie wielkiego producenta miedzi i nie jest im tam dobrze

    Anna Białęcka

    Gazeta Lubuska

    Aktualizacja:

    Gazeta Lubuska

    - Tamy wybudowane na rowie melioracyjnym sprawiły, że w naszym domu jest wilgoć - mówi R. Krzemiński

    - Tamy wybudowane na rowie melioracyjnym sprawiły, że w naszym domu jest wilgoć - mówi R. Krzemiński ©fot. Anna Białęcka

    - Huta wybudowała tamy tuż obok naszej łąki - opowiada Roman Krzemiński. - Efekt? Syn mało się nie utopił, łąki zalane, w piwnicy stoi woda, a na mokrych ścianach pokoju rośnie sobie wielki, czarny grzyb.
    - Tamy wybudowane na rowie melioracyjnym sprawiły, że w naszym domu jest wilgoć - mówi R. Krzemiński

    - Tamy wybudowane na rowie melioracyjnym sprawiły, że w naszym domu jest wilgoć - mówi R. Krzemiński ©fot. Anna Białęcka

    To efekt spiętrzenia wody w pobliskim rowie melioracyjnym. Specjaliści z huty, ci od środowiska, wybudowali tam tamy. Miało to poprawić warunki życia ptaków i innych żyjątek na tym terenie. Pogorszyło jednak życie ludzi, którym tu i tak łatwo nie jest.

    - Ja też lubię przyrodę i zależy mi na niej - mówi Roman Krzemiński. - Jednak nie mogę pozwolić na to, by ona była ważniejsza niż moja rodzina.
    Tamy stanęły obok stawu.
    Ładne, wykładane kamieniami. Poziom wody zrobił się jednak tak wysoki, że zalał łąkę Krzemińskich. - Czuliśmy, że jest coraz wilgotniej w domu, jednak wokół leżał śnieg, nie było niczego widać - opowiada mężczyzna. - Dzieci poszły na górkę na sanki. Syn się mało nie utopił, bo zjechał prosto do wody. Sanki zostały, stoją w wodzie do dziś, jemu na szczęście udało się wyjść cało.

    Rodzina Krzemińskich od 2001 roku, to jedyni ludzie we Wróblinie Głogowskim. Mieszkańcy wsi mieli pecha, że w ich sąsiedztwie, właściwie tuż za płotem, wyrosła wielka huta miedzi. Musieli się wynieść, wysiedlanie trwało od lat 90. Ich domy zrównano z ziemią. Zostały tylko zdziczałe drzewa owocowe, kapliczka i krzyż ze smutnym Jezusem. No i dom Krzemińskich, którzy przez lata samotnie żyli pod bokiem huty w zapomnieniu.

    W końcu sprawa ruszyła z miejsca. Po artykule w "GL" w 2006 roku KGHM zainteresował się rodziną, biegły wycenił gospodarstwo. - Wszystko szło dobrze. Niewiele brakowało, abyśmy w 2007 wynieśli się z tego pustkowia - opowiada pan Roman. - Mieliśmy wycenę gospodarstwa do wykupu, znaleźliśmy nowy dom. Tyle, że ceny nieruchomości poszły w górę. Huta zwlekała z wypłatą, chociażby zaliczki. I dom, który sobie upatrzyliśmy stał się dla nas nieosiągalny. Z 300 tys. zł cena skoczyła na 500 tys. zł. Teraz tamta wycena jest już nieadekwatna do rzeczywistości. Proponowaliśmy rozmowy i nowe negocjacje. Ale strona KGHM nie chce z nami nawet rozmawiać na ten temat.

    Oficjalnie Wróblin Głogowski, odległy od Głogowa o 15 km, już nie istnieje. Krzemińskich włączono w terytorium miasta. Zadziwiające, ale prawdziwe. Mieszkają w Głogowie przy ...ulicy Wróblin Głogowski. Dzieci Marta, Mariusz, Marcin i Mirek dojeżdżają do szkół w mieście, bo to ich rejon.

    - I do tego wszystkiego jeszcze ta zalana łąka - martwi się Krzemiński. - Napisałem już pismo do prezydenta Głogowa, by nakazał sprawcy zalania, czyli hucie, przywrócenie dotychczasowego stanu wody. Zobaczymy, co z tym zrobi.

    Czytaj treści premium w Gazecie Lubuskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    GazetaLubuska.pl poleca:

    Jest praca w świebodzińskiej firmie SECO/WARWICK

    Jest praca w świebodzińskiej firmie SECO/WARWICK

    Smartfon pod choinkę? Okazje w świątecznej ofercie Orange

    Smartfon pod choinkę? Okazje w świątecznej ofercie Orange

    Tu znajdziesz kandydatów w wyborach samorządowych 2018

    Tu znajdziesz kandydatów w wyborach samorządowych 2018