Mieszkanie z wadą

Renata Zdanowicz
Archiwum prywatne
- Ubezpieczalnia twierdzi, że póki komin się nie zapali, nic nam się nie należy, ani złotówka - żali się pan Mariusz.

Od kwietnia jesteśmy całkowicie bez ogrzewania, ponieważ, jak stwierdził kominiarz, komin się rozszczelnił. To się stało z dnia na dzień. Dym zamiast wychodzić z komina, wychodzi z wentylacji w tym mieszkaniu i w mieszkaniu na pierwszym piętrze. Czyli to jest zagrożenie życia, tak? A ubezpieczalnia twierdzi, że póki komin się nie zapali, nic nam się nie należy, ani złotówka - napisał do nas rozżalony pan Mariusz z Wilkowa.

Zgodnie z zaleceniem kominiarza buduje nowy komin. - To są koszta, które ponosimy. Wzięliśmy kredyt, zadłużyliśmy się po raz kolejny. Mamy hipotekę na mieszkanie i budujemy, bo nie mamy innego wyjścia - opowiada. Na zakup mieszkania młodzi ludzie zaciągnęli kredyt hipoteczny z obowiązkowym ubezpieczeniem. - Nie było wyboru ubezpieczyciela, firma była narzucona nam przez bank - mówią.

Nacieszyli się sprawnym mieszkaniem nawet nie pół roku. - Na jesień zaczęła wychodzić wilgoć, a w marcu nawalił komin i tyle było naszego mieszkania i grzania się. Kominiarz mówi, że nie ma szans naprawy. Budujemy nowy, a to koszt ponad 10 tysięcy. Nie zarabiamy nie wiadomo ile, żeby to wszystko ciągnąć, a oni mają nas serdecznie gdzieś - żali się pan Mariusz, którego ubezpieczalnia odprawiła z kwitkiem. Przez telefon.

Udzielając kredytu hipotecznego, bank przysyłał swojego rzeczoznawcę. - Były robione tutaj dwie wyceny i mieszkanie zostało wycenione tak, jak sprzedający chcieli. Nie wiem, co brał pod uwagę. Komin już wcześniej był niesprawny. Jak przestało nam się palić, sąsiedzi mówili, że za poprzednich właścicieli też się dymiło. Rzeczoznawca przyszedł, poszedł i niczego nie sprawdził - irytuje się nasz czytelnik. - Tak naprawdę, kupiliśmy mieszkanie bez wentylacji, wszystko jest zapchane gruzem. Tego rzeczoznawca też nie sprawdził. A żeby tego było mało, to jeszcze na zalało. Po prostu, ręce opadają. Jak zgłosiłem roszczenie , powiedzieli, że w ciągu trzech dni ktoś się odezwie, dzisiaj już jest czwarty dzień i cisza.

Pan Mariusz nie może pojąć, jak ubezpieczyciel mógł go tak potraktować. Kupując mieszkanie z polisą był pewien, że może się czuć bezpieczny. - To musi spłonąć pół budynku, żeby cokolwiek dostać z ubezpieczenia? A to, że my jesteśmy bez ogrzewania, bez ciepła, to nikt na to nie patrzy. Mieliśmy 16 stopni, farelką ogrzewamy całe mieszkanie. Tyle żeśmy się nacieszyli mieszkaniem, czekaliśmy tyle czasu i tragedia.

Pan Mariusz postarał się o opinię kominiarską. - Pomimo terminowych czyszczeń przewodu dymowego wykonywanych cztery razy w roku występują problemy z ciągiem kominowym. Lico wewnętrzne komina uległo degradacji, posiada liczne pęknięcia, nieszczelność, brak rewizji na poziomie strychu oraz dojścia do komina z poziomu kalenicy. W obecnym stanie komin nie nadaje się do dalszej eksploatacji. Należy wybudować komin zewnętrzny - czytamy w opinii mistrza kominiarskiego.

Interweniowaliśmy w banku w sprawie pana Mariusza. Po dwóch tygodniach dostaliśmy krzepiące wyjaśnienia. - Sprawdziliśmy dokładnie zaistniałą sytuację. Nastąpił błąd ludzki po naszej stronie, który polegał na udzieleniu Klientowi przez pracownika Telecentrum niewłaściwej informacji. Pracownik wprowadził Klienta w błąd, przyjmując roszczenie wyłącznie z tytułu szkody zalaniowej, twierdząc, iż szkoda w wyniku zdarzenia losowego: dym i sadza, nie jest objęta zakresem ubezpieczenia, nie doszło bowiem do pożaru. Taka sytuacja nie powinna mieć miejsca, bo to czy dana szkoda wchodzi w zakres ubezpieczenia czy nie, oceniają likwidatorzy na podstawie dokumentacji szkodowej, w tym protokołu z oględzin miejsca zdarzenia - poinformowała nas Katarzyna Mirowska-Wawrzyniak z firmy ubezpieczeniowej.

Ponadto ubezpieczyciel skontaktował się z naszym czytelnikiem, wyjaśnił temat i przeprosił za zaistniałą sytuację. Roszczenie kominowe zostało wreszcie zarejestrowane, odbyły się już oględziny miejsca zdarzenia. Pan Mariusz otrzymał na razie wypłatę odszkodowania z tytuły szkody ze zdarzenia „zalaniowego”.

Powyższy przykład pokazuje, że kupując mieszkanie trzeba je bardzo dokładnie sprawdzić. Przewody dymowe i wentylacyjne kominiarz powinien sprawdzać co trzy miesiące.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie