„Misia” wyprawiała cuda, a „Szajta” była bohaterką [WIDEO]

Alan Rogalski
Alan Rogalski
Po końcowej syrenie na twarzach naszych zawodniczek zagościł dawno nie widziany przez kibiców uśmiech. Były ku temu powody!
Po końcowej syrenie na twarzach naszych zawodniczek zagościł dawno nie widziany przez kibiców uśmiech. Były ku temu powody! Karol Korniak
Udostępnij:
Ten, kto pojawił się w sobotę, 8 października, w hali przy ul. Chopina, nie mógł tego żałować. Nasze zagrały tak, jak za najlepszych czasów - szybko oraz widowiskowo.

Mecz z Basketem 90 Gdynia dostarczyło kibicom InvestInTheWest AZS AJP dość sporo emocji, zwłaszcza w drugiej połowie, kiedy gorzowianki wreszcie zaczęły trafiać do kosza z całkiem dogodnych pozycji. Z tym miały wielkie problemy w pierwszej połówce.
Z tych kłopotów w pełni zdaje sobie sprawę kapitan akademiczek Katarzyna Dźwigalska. - Być może co niektórzy przypuszczali, że po zwycięstwie na inaugurację sezonu we Wrocławiu ze Ślęzą tydzień potem czekać nas będzie spacerek z gdyniankami, bo już jesteśmy aż takie dobre, i znów wygramy i rzucimy 90 punktów. Nie ma tak łatwo. To naprawdę było dla nas ciężkie spotkanie. Przed
przerwą nie dopisywała nam skuteczność, ale walczyłyśmy do końca, przez co zwyciężyłyśmy 71:61. To buduje - nie ukrywa rozgrywająca.

Szkoleniowiec gorzowskich koszykarek Dariusz Maciejewski przyznał, że jedynie dzięki bardzo dobrej obronie zawodniczki z Gdyni w pierwszych dwudziestu minutach nie wypracowały sobie znacznie większej przewagi. - Włożyliśmy mnóstwo serca, a i tak nam nie szło. Pierwsza część gry to 20 procent skuteczności i ani jedna trafiona „trójka”. To cud, że jeszcze tak dobrze broniliśmy. Szczególnie w drugiej kwarcie. Mieliśmy też „Misia” po swojej stronie, która wyprawiała cuda Walecznością i dużymi umiejętnościami tak naprawdę trzymała ten wynik. Dlatego była szansa, że jeżeli po przerwie zagramy lepiej i skuteczniej, to zdobędziemy dwa punkty. Tak też się stało - zwracał uwagę trener.

Na konferencji prasowej Maciejewski wyróżnił i dwie inne postaci. - Co do Stephanie Talbot, to był błąd, że wyszła w pierwszej piątce, bo nie trenowała cały tydzień [z powodu skręcenia kostki - dop. red.] i to było widać, ale to co zrobiła w trzeciej i czwartej kwarcie, kiedy rzuciła wszystkie swoje punkty, na dodatek w takich bardzo widowiskowych akcjach, świadczy o tym, że bez niej byśmy nie wygrali tego spotkania. Każdy gracz wniósł dziś swoje, ale dla mnie takim cichym bohaterem meczu była Magda Szajtauer. To był chyba jej najlepszy mecz, jaki pamiętam. Walczyła z bardzo mocną fizycznie ekipą, wygraliśmy też zbiórkę, mieliśmy aż 19 zbiórek w ataku - raczej dawno nam się to nie zdarzyło - wyliczał opiekun gorzowianek.

Radość zapanowała też i u samych dziewcząt. - Chcieliśmy się pokazać z jak najlepszej strony, choć była lekka nerwowość. Pierwsza połowa była kiepska, ale potrafiłyśmy się podnieść i druga połowa wyglądała tak jak miała wyglądać. To jest właśnie siła drużyny. Ten triumf to zasługa całego zespołu, ale też wyróżniłabym Magdę Szajtauer, która zrobiła dobrą robotę, przede wszystkim w obronie - przekonuje Paulina Misiek.

Fanom mogło się podobać przede wszystkim zaangażowanie po stronie AZS_AJP. - Chcemy, żeby nasza gra nie była statyczna, a dynamiczna, szybka i agresywna. Taka też była, a jeśli zdrowie nam dopisze, to będzie tak przez cały czas - dodaje Dźwigalska. Nam nie pozostaje nic innego, jak trzymać ją za słowo.

Czytaj też: To nie przypadek. Ta maszyna już działa! [DUŻO ZDJĘĆ]

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Gazeta Lubuska
Dodaj ogłoszenie