Moim zdaniem: Przełamanie serwisu

Andrzej Flügel, 68 324 88 06, [email protected]
Andrzej Flügel
Andrzej Flügel archiwum GL
Udostępnij:
Ostatnie dwa tygodnie to jakby zaprzeczenie corocznych lipcowych, sportowych ,,ogórków". Sprawił to w sumie Wimbledon. Polakom poszło dobrze, więc, jak to bywa u nas, wszyscy zainteresowali się tenisem.

Prawie każdy, jak po przyspieszonym kursie, stał się fachowcem, wiedział, kiedy trzeba uderzyć blisko siatki i jak przełamać serwis. A kiedy grali Isia i Jerzyk zasiadali przed telewizorem i nie było niczego ważniejszego. Zawodnicy dostali w przeliczeniu na złotówki niezłe sianko, a po powrocie z Londynu prezydent wręczył im krzyże zasługi. Były dusery, przemówienia, a także wspólne fotografie. I bardzo dobrze. Należało im się. Tylko co wymyśli prezydent jak wygrają Wimbledon?

Może w tym momencie głupio się do tego przyznać, tenis obchodzi mnie średnio, choć absolutnie rozumiem tych, którzy się tym grzeją. Przełamanie serwisu kojarzy mi się, nie z pojedynkiem na korcie, a z czasami wesołych imprez. Tak zawsze mawiał pewien mój kolega, kiedy przychodził na biesiadę i od drzwi solennie obiecywał, że dziś nie może wypić nawet kieliszka. Jest wczorajszy, jutro wcześnie wstaje, ma robotę, więc zaraz idzie. Potem, po chwili walki wewnętrznej przyjmował pierwszą dawkę ,,schłodzonej", poprawiał drugą, a przy trzeciej chrapliwym głosem oświadczał: ,,przełamałem serwis". I imprezował do rana.

Wracając do występu naszych. Półfinał Wimbledonu to rzeczywiście dobry wynik. Ale nie przesadzajmy. W końcu nie wygrali. Najbardziej ubawili mnie komentatorzy telewizyjni, którzy na zakończenie, słabego przecież występu Agnieszki Radwańskiej z Niemką, zamiast przyznać to i wskazać, co było przyczyną porażki kazali nam się ponownie radować z półfinału. Przecież o tym wiedzieliśmy od dwóch dni!
Od pojedynków na korcie znacznie bardziej wolę Tour de France. W tym wyścigu jest coś przyciągającego. Coś, co sprawia, że człowiek się nim interesuje. Nie jestem jakimś szalonym fanem kolarstwa, ale w lipcu codziennie, kiedy tylko mogę, włączam Eurosport i śledzę, co dzieje się na trasie. I choć wiem, że za tourem ciągnie się długi ogon podejrzeń, a lista jego uczestników z poprzednich lat, którzy okazali się ,,koksownikami" jest niepokojąco długa, to wspaniała impreza i nic tego nie zmieni.

Bardzo chciałbym kiedyś pojawić się na trasie. Wcale nie ma mecie, oficjalnie, z akredytacją, gdzieś na miejscach prasowych, ale jako kibic, w Pirenejach albo Alpach. Przyjechać tam dzień wcześniej w fajnym towarzystwie, na przykład kamperem. Wieczorem pobiesiadować w miłej ekipie i obowiązkowo złamać serwis. Rano wstać, znaleźć sobie ocienione miejsce z dobrym widokiem i popatrzeć jak śmiga peleton. Poczuć tę atmosferę! Kto wie, może kiedyś się uda? Ponoć marzenia czasem się spełniają...
Najlepszy polski sędzia piłkarski, Hubert Siejewicz został złapany na obstawianiu o bukmachera i praktycznie zakończył karierę! Jako arbitrowi zawodowemu nie wolno mu było tego robić. To nic, że obstawiał Radwańską. Nie potrafię tego zrozumieć, bo przecież mógł wysłać do ,,buka" kolegę, teściową, żonę, kogokolwiek. Jeśli jednak doniesienia tablidów są prawdziwe choćby w połowie, że sędzia jest hazardzistą, a wszyscy o tym wiedzieli, ale nie reagowali, byłby to kolejny dowód na hipokryzję tego środowiska.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie