Możesz oddać swoje serce

    Możesz oddać swoje serce

    Danuta Kuleszyńska 68 324 88 43 dkuleszynska@gazetalubuska.pl

    Gazeta Lubuska

    Aktualizacja:

    Gazeta Lubuska

    Prof. dr. hab. Wojciech A. RowińskiMa 75 lat, jest chirurgiem - transplantologiem. Brał udział w pierwszym przeszczepieniu nerki w Polsce w 1966 r. Członek

    Prof. dr. hab. Wojciech A. Rowiński Ma 75 lat, jest chirurgiem - transplantologiem. Brał udział w pierwszym przeszczepieniu nerki w Polsce w 1966 r. Członek m.in. Polskiej Akademii Nauk, Światowej Organizacji Zdrowia. ©fot. Mariusz Kapała

    - Nerki, czy wątroba nie rosną na drzewie. Deklarując, że w razie śmierci można pobrać nasze organy, ratujemy komuś życie. Oświadczenie woli warto nosić przy sobie - mówi prof. Wojciech Rowiński, konsultant krajowy w dziedzinie transplantologii.
    Prof. dr. hab. Wojciech A. RowińskiMa 75 lat, jest chirurgiem - transplantologiem. Brał udział w pierwszym przeszczepieniu nerki w Polsce w 1966 r. Członek

    Prof. dr. hab. Wojciech A. Rowiński Ma 75 lat, jest chirurgiem - transplantologiem. Brał udział w pierwszym przeszczepieniu nerki w Polsce w 1966 r. Członek m.in. Polskiej Akademii Nauk, Światowej Organizacji Zdrowia. ©fot. Mariusz Kapała

    - Dlaczego jest w ludziach opór przed oddaniem narządów do transplantacji?

    - Są to zwykle decyzje irracjonalne. W momencie, gdy umiera osoba bliska człowiek myśli wyłącznie o tragedii. Nie jest w stanie zastanowić się nad tym, że ktoś inny mógłby żyć dzięki pobranym narządom. W Hiszpanii przeprowadzono badania nad motywami ludzi, którzy mówią ,,nie". I one są bardzo różne. Na przykład rodzina odnosi wrażenie, że personel szpitala źle traktował bliską osobę, że pacjent był źle leczony, więc o pobraniu narządów nawet nie chcą słyszeć. Inną z przyczyn jest wymówka, że Kościół jest przeciwny. A to nieprawda.

    - Wiele zależy od lekarza, który powinien rozmawiać, przekonywać...

    - Rozmowy w sytuacji stresowej, które propagujemy przez Okręgowe Izby Lekarskie, są bardzo ważne. One są trudne, ale rozmawiać trzeba i jeśli robi się to umiejętnie, wówczas rodzina zmienia zdanie.

    - Może warto edukację zacząć już w szkole?

    - Jak najbardziej. Był taki przypadek w Siedlcach: 17-latek mówił rodzicom, że na lekcji rozmawiali o przeszczepach. Zapowiedział im, że jeśli coś się przydarzy, to chciałby, żeby jego narządy zostały wykorzystane. Trzy tygodnie później miał wypadek samochodowy, stwierdzono u niego śmierć mózgu. Rodzice w rozmowie z lekarzem przyznali, że są przeciwni pobraniu organów, ale skoro syn miał takie życzenie, to oni proszą, by je wykorzystać. Piękna postawa. Uważam, że o konieczności przeszczepów i oddawaniu organów trzeba mówić głośno i wszędzie. Należy pokazywać tych, którzy żyją z przeszczepionym sercem, nerką, wątrobą... Przecież te narządy nie rosną na drzewach. Deklarując jeszcze za życia, że w razie śmierci można pobrać nasze organy, uratujemy komuś życie. Takie oświadczenie woli warto nosić przy sobie.

    - I pan je nosi?

    - Oczywiście, zawsze mam je przy sobie. Rodzina wie, że w razie śmierci moje narządy można pobrać.

    - Jakich organów najbardziej w Polsce brakuje?
    - Wszystkich: wątroby, serca, płuc, trzustki. Ale głównie nerek, bo tu kolejka oczekujących jest najdłuższa. Poza tym nerkę może oddać zdrowy człowiek, bo ma jeszcze drugą, z którą może spokojnie żyć.

    - Jeśli chodzi o przeszczepy, jesteśmy na szarym końcu w Europie.
    - Przyczyna tego nie jest dla mnie do końca jasna. Musi być jakiś konflikt interesu.

    - Ma pan na myśli handel organami? Może tego obawiają się ludzie?
    - Mam na myśli żywego dawcę, a nie organy pobierane po śmierci. Jeśli swoją nerkę oddam żonie, synowi, matce, czy córce, to nie ma mowy o jakimkolwiek handlu. Ilość przeszczepów zależy od nas wszystkich i to na każdym szczeblu. Ci, którzy twierdzą, że jest to droga metoda leczenia są w błędzie. Lekarze, księża, urzędnicy powinni zwiększyć aktywność na rzecz transplantologii. Po pierwsze: powinno się zwiększyć liczbę narządów pobieranych od zmarłych. Po drugie: należy rozwijać przeszczepy nerek od dawców żywych. Bo dializy są bardzo kosztowne. Rocznie Narodowy Fundusz Zdrowia wydaje na nie ponad miliard złotych! Owszem, jest to cudowna metoda leczenia, bo dzięki niej można żyć, ale ta jakość życia jest kiepska, bo człowiek przywiązany jest do maszyny. Natomiast przeszczep nerki jest znacznie tańszy i daje lepsze wyniki.

    - Dawców nerek można przecież szukać wśród bliskich.
    - Niestety, w Polsce jedynie 1,5 procent przeszczepów nerek pochodzi od bliskich, a więc to dawstwo rodzinne praktycznie nie istnieje. W USA jest to 50 procent, w Europie około 30 proc. A przecież to piękne, gdy brat oddaje nerkę siostrze, mąż żonie i tak dalej. Nefrolodzy często pytają chorego: ma pan kogoś, kto oddałby panu nerkę? Jest milczenie i zdziwienie, bo chory nie prosi o to bliskich. I trudno się dziwić, bo to rodzina powinna zaproponować taki przeszczep. Przecież znacznie przyjemniej jest dostać kolię brylantową, niż o nią zabiegać.

    - Ile osób czeka na przeszczepy w Polsce?
    - Około 1.800 chorych oczekuje przeszczepienia nerki. Na pewno jest ich więcej, gdyż nie wszyscy są zgłaszani. Z kolei na nowe serce czeka około 180 osób, na wątrobę - 300...

    - A ilu dawców jest zarejestrowanych?
    - W zeszłym roku było ich w sumie około 400. Z tym, że nie każdy narząd nadaje się do przeszczepu.

    - Jakie są przeciwskazania?
    - Gdy organ jest chory, zakażony, dawca ma nowotwór... Do przeszczepu nie nadaje się także serce osoby 70-letniej. Ale zdrową nerkę można już od niej pobrać.

    - Dziękuję.


    Czytaj treści premium w Gazecie Lubuskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    W związku z ciszą wyborczą komentarze zostały wyłączone, zapraszamy z powrotem w niedzielę wieczorem.

    Zapytaj lekarza

    1 3 4 5 ... 26 »
    28 stycznia

    Światowy Dzień Trędowatych

    zobacz więcej »