Mundial U-20. Niespodzianki nie było, wstydu też nie. Polacy odpadają po golu Włochów z rzutu karnego

Kaja Krasnodębska
Kaja Krasnodębska
Przemyslaw Swiderski
Polska żegna się z mistrzostwami świata do lat 20. W 1/8 finału przegrali z faworyzowanymi Włochami 0:1. Porażka bardzo bolesna, zwłaszcza że z perspektywy boiska nie byli słabsi. Zadecydował rzut karny pewnie wykonany w pierwszej połowie przez Andreę Pinamontiego.

Tak mocny początek w wykonaniu Polaków mógł zaskoczyć. Bo choć mierzyli się ze znacznie wyżej wycenianym rywalem - reprezentacją Włoch do lat 20, to wraz z pierwszym gwizdkiem ruszyli do ofensywy. Ataki rozpoczynali od środka pola, gdzie skutecznymi przejęciami popisywał się zwłaszcza Serafin Szota, by później prawym skrzydłem i środkiem przedostawać się pod bramkę rywali. Efektem celne strzały Marcela Zylli, Adriana Stanilewicza oraz Dominika Steczyka. Martwić mogło tylko jedno. Mimo bardzo dobrych prób, tablica wyników wskazywała nadal 0:0.

Przed startem tego spotkania Biało-Czerwonym udało się pokonać zaledwie jednego golkipera - tego z reprezentacji Tahiti. Przeciwko Kolumbii czy Senegalowi bramek nie zdobyli. A bez nich nie mieli szans awansować do ćwierćfinału mistrzostw świata. Choć zwycięstwo z Włochami przed meczem wydawało się misją praktycznie niemożliwą, po premierowym kwadransie Polacy udowodnili, że ekipa z Italii wcale lepsza od nich nie jest. Chociaż i ona potrafiła stworzyć sobie niezłe sytuacje. Obronną ręką wychodził z nich Radosław Majecki.

Tylko on mógł być pewien wyjścia w tym meczu w wyjściowym składzie. Co do graczy z pola, Jacek Magiera zapowiadał roszady. Ostatecznie dokonał tylko jednej - na boisku w miejsce niewidocznego przeciwko Senegalowi Adriana Benedyczaka pojawił się strzelec dwóch goli przeciwko Tahiti, Steczyk. Po raz drugi z rzędu od początku zagrał więc Michał Skóraś. I podobnie jak przeciwko Tahiti, również w Gdyni spiker pomylił się przy jego nazwisku. W przeciwieństwie do Łodzi, tym razem nie dopisali również kibice. Nietrudno było znaleźć puste miejsca, a doping rozlegał się tylko od czasu do czasu. Prosić o niego musieli sami zawodnicy, którzy wobec coraz mocniej rozkręcających się rywali potrzebowali wsparcia.

"Wsparcia" nie otrzymali także od arbitra, który po jednym z rzutów rożnych bez wahania wskazał jedenastkę dla przyjezdnych. Nieco kontrowersyjną, bo Steczyk w momencie odbicia piłki cofał rękę za plecy. Sędzia pozostał jednak nieugięty i chwilę później Majeckiego pokonał Andrea Pinamonti. Do przerwy Biało-Czerwoni przegrywali więc 0:1 i choć mieli za sobą naprawdę udane 45 minut, to stali przed naprawdę ciężkim zadaniem.

Wyszła zmotywowana, by mu podołać. Bo w ciągu kilku pierwszych minut przed niezłymi szansami stanęli i Skóraś i Zylla. Tak jak przed przerwą, również po niej, nie przyniosło to pożądanego efektu. A wręcz przeciwnie - przekonało Włochów, że stojący w ich bramce zawodnik AC Milan Alessandro Plizzari zna się na swojej robocie i oni mogą odważniej ruszyć do ofensywy. Tak jak wcześniej spotkanie należało do wyrównanych, później w coraz większej liczbie statystyk zaczęli przeważać przyjezdni.

Czas działał wyłącznie na ich korzyść. Wynik także. Mogli wiec pozwolić sobie na cofnięcie na własną połowę, co skrzętnie wykorzystali Polacy. W końcówce błysnął Skóraś i jego strzały z dystansu. Efektowne uderzenia pod poprzeczkę nic nie dały, bo zarówno ten włoski jak i polski golkiper stawali na wysokości zadania.

Nie mając nic do stracenia, w końcówce Magiera postawił na atak. Z boiska ściągnął obu bocznych obrońców: Stanilewicza oraz Szotę, w ich miejsce wpuszczając bardziej ofensywnie nastawionych zawodników Tymoteusza Puchacza oraz nominalnego przecież napastnika Adriana Benedyczaka. Ten drugi po stałych fragmentach próbował nawet ostrzelać bramkę rywali, ale i to okazało się za mało. Kolejne próby czy dośrodkowania z rzutów rożnych nic nie dały. Biało-Czerwoni przegrali z Włochami 0:1, więc z mistrzostwami świata do lat 20 żegnają się po 1/8.

Niespodzianki więc nie było, wstydu też nie. Biało-Czerwoni walczyli do końca, długimi momentami przeważając na boisku. Nie brakowało dobrych sytuacji. W wielu momentach zabrakło im po prostu szczęścia.

Rozmowa z Mariuszem Rumakiem po meczu Polska - Ukraina 2:2 U19

Wideo

Materiał oryginalny: Mundial U-20. Niespodzianki nie było, wstydu też nie. Polacy odpadają po golu Włochów z rzutu karnego - Sportowy24

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie