Mundurki są niemodne

Janczo Todorow
Gimnazjalistki ubierają się według własnego gustu i szkoła im w tym nie przeszkadza. Nauczyciele reagują jedynie na fryzury Ó la Michał Wiśniewski i każą ściągać kolczyki na wuefie.

Pod koniec listopada kraj obiegła wiadomość, że dyrektorka jednego z gimnazjów w Ostrołęce postanowiła ukrócić modę na krótkie spódniczki, czy gołe pępki u uczennic. I poleciła im nosić kuchenne fartuchy...
W żarskich gimnazjach takie podejście wywołuje zdziwienie i stwierdzenie, że czasy mundurków i fartuchów już dawno minęły.

Może marynarki i spódnice

- W naszej szkole dziewczyny na ogół nie chodzą roznegliżowane, staramy się z nimi o tym rozmawiać - mówi Danuta Madej, dyrektorka katolickiego gimnazjum. - Przypominamy im, że teraz przygotowują się do swojej przyszłej pracy i powinny być ubrane ładnie i schludnie. Zresztą o tym mówi też szkolny regulamin. Czy w banku, urzędzie czy innej instytucji kobiety mogą przychodzić do pracy zbyt mocno wydekoltowane, czy rozebrane? Pewnie nie, więc staramy się uczennicom o tym przypominać. Nie będziemy wprowadzać żadnych fartuchów, jeżeli już, to może kiedyś ładne, estetyczne marynarki i spódnice, tak jak w renomowanych szkołach na Zachodzie.

Tylko bez symboli

- Jeśli o chodzi o wygląd, to w naszej szkole nie ma żadnych zakazów - przyznaje Jacek Olczyk, dyrektor gimnazjum nr 3. - Bardziej niż pokazanie kawałka brzucha czy nóg niepokoi, gdy uczennica pali papierosy albo pije alkohol. Zwracamy uwagę na wygląd jedynie gdy makijaż jest zbyt ostry, fryzura nadto wyzywająca albo jeśli na ubiorze są jakieś symbole faszystowskie, czy też narkotyki. Wagary, papierosy i używki to większe problemy niż długość spódnic.
- Chłopcy nie pozostają w tyle, też dbają o wygląd, żelują włosy, chcą się podobać - dodaje wicedyrektorka Ewa Ryczek.
- To fajnie, że możemy się ubierać jak chcemy i nauczyciele nie są zbyt rygorystyczni - mówią gimnazjalistki Paulina Kapuśniak i Adrianna Gardziejczyk. - Wiele koleżanek nosi na przykład stringi, ale to wygląda jakoś dziwne, kiedy wystają im ze spodni.
Mirosław Zengiel, dyrektor gimnazjum nr 2 uważa, że nie tylko papierosy i wagary są ważne, ale ubiór uczniów też. - Na początku roku szkolnego spotykamy się razem z uczniami, nauczycielami, rodzicami i rozmawiamy o wizji absolwenta. Wtedy mówimy też o wyglądzie uczniów. Nie tępimy gołych brzuchów czy pleców, ale nie tolerujemy wyzywającego wyglądu. Zdarzało się, że odsyłaliśmy do domu uczennicę ze zbyt kolorową fryzurą. Ale fartuchy to przeżytek, nawet o czymś takim nie myślimy. - Ale chodzić z gołymi plecami to niezdrowo - dorzuca jedna z nauczycielek.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.