Muzyka naszego miasta, czyli kilka słów o Nowej Soli...

Edward Gurban 68 387 52 87 egurban@gazetalubuska.pl
Nowosolski zespół "Niewolnicy Gitar" był jedną z najbardziej rozpoznawalnych kapel przełomu lat 60. i 70.
Nowosolski zespół "Niewolnicy Gitar" był jedną z najbardziej rozpoznawalnych kapel przełomu lat 60. i 70. archiwum Edward Gurbana
Danuta Kremer-Nowak, Janusz Popławski, Mirosław Peśla, Seweryn Krajewski... Kto z nas dziś pamięta, jak wielu muzyków z naszej okolicy otarło się swego czasu o wielkie sceny, jak wielu występowało z największymi gwiazdami?

Gdy dziś ogląda się programy muzyczne promujące talenty wokalne, aż się nie chce wierzyć, że w naszym kraju jest tak wielu wspaniale śpiewających ludzi. Przypominam sobie wtedy okres lat 60. i 70. i z pełną odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że wówczas takich zdolnych wokalistów było znacznie mniej.

Gdy pojawiła się jakaś wyjątkowa postać, czytaj: z niepowtarzalnym głosem, miała duże szanse znaleźć sobie miejsce w znanym polskim zespole big-beatowym albo wkrótce zostać gwiazdą śpiewającą solo. Wystarczy choćby przypomnieć dokonania ojca polskiego rock and rolla Franciszka Walickiego, twórcy zespołu Czerwono-Czarni oraz Niebiesko Czarni, w których jako wokaliści zaczynały takie sławy polskiej piosenki jak Czesław Niemen, Katarzyna Sobczyk, Piotr Janczerski, Jacek Lech, Helena Majdaniecc, Wojciech Korda i wielu, wielu innych (większość z nich już nie żyje). To ich wyłuskano, niczym brylanty, na wielu przeglądach czy konkursach młodych talentów, które odbywały się niemal w każdym województwie. Nagle wokalista czy gitarzysta z małego miasteczka, z dnia na dzień stawał się członkiem sławnego na cały kraj zespołu. Także z miasteczka takiego, jakim była Nowa Sól...

W Niebiesko-Czarnych prawie od samego początku na gitarze solowej grał Janusz Popławski z Kożuchowa, który kończył "Ogólniak" w Nowej Soli i zaczynał grać w Domu Kultury "Odra". Był także znanym teoretykiem gry na gitarach, w tym basowej, pisząc podręczniki do nauki gry na tych instrumentach. Raz w życiu udało mi się go spotkać przed nowosolskim dworcem, około roku 2000. Czekał właśnie na pociąg. Okazał wielkie zainteresowanie tym, co się dzieje w naszym mieście w kwestii muzyki. Wspomnieliśmy kilku wspólnych znajomych: Eugeniusza Żeberskiego, Gerarda Kuczerę, Józefa Grobelnego, małżeństwo Merenów, Gizelę Kleiber oraz Leszka Stachowicza, którzy stanowili skład znanego na początku lat 60. zespołu "Błękitne Gwiazdy", działającego przy Domu Kultury NZPL "Odra". Porozmawialibyśmy dłużej, ale nadjechał pociąg. Nie przypuszczałem, że niebawem usłyszę tragiczną wiadomość. Zmarł przedwcześnie w 2004 roku na nowotwór krtani...

Otarli się o wielkie sceny

Z Nową Solą kojarzy się także nazwisko Seweryna Krajewskiego, z legendarnych "Czerwonych Gitar", których piosenki w latach 60. śpiewała cała Polska. Tutaj przyszedł na świat, ale wkrótce rodzice wyjechali do Sopotu. W czasie jednego z ostatnich koncertów w Nowej Soli na stadionie miejskim, zapytano go, czym dla niego jest nasze miasto. Odpowiedź nie była wtedy budująca: "Szare, smutne i nieciekawe". Ciekawe, co powiedziałby dzisiaj...?

Kolejnym nowosolskim muzykiem, który otarł się o wielkie sceny i występował z największymi gwiazdami, był gitarzysta Mirosław Peśla, młodszy od Popławskiego i Krajewskiego. Mieszkał kiedyś niedaleko mnie: ja na Drzymały on na Dąbrowskiego. Znaliśmy się bardzo dobrze. Już wtedy mówiono zresztą, że nasza dzielnica, to zagłębie muzyków. Na Dąbrowskiego mieszkał też Jerzy Kurek-Konrad, grający z Urszulą Sipińską, basista Zbyszek Rodziewicz - członek megagrupy "Centrum" z Poznania, należącej do Polskiego Stowarzyszenia Jazzowego. Grał w niej także Peśla. Gdy "Centrum" się rozpadło, świetny gitarzysta został zauważony przez lidera znanego na początku lat 70. zespołu Homo Homini, Aleksandra Nowackiego i niebawem dzierżył w tej formacji pierwsze wiosło (czytaj: pierwszą gitarę). Później związał się z wokalistką grupy "Wiślanie" Elżbietą Żakowicz.

Nie sposób zapomnieć o jeszcze jednej osobie, bardzo ważnej w nowosolskiej historii muzyki rozrywkowej. Jest nią wokalistka oraz żona lidera zespołu "Happy End" Zbigniewa Nowaka, Danuta Kremer-Nowak. Oboje stali się sławni dzięki nieśmiertelnemu przebojowi "Jak się masz kochanie". Miałem mały epizodzik w życiu pani Danusi - byłem instruktorem muzycznym, także utalentowanej, jej siostry Jolanty, która chodziła w na przełomie lat 70. i 80., do nowosolskiego "Elektryka". Po przekazaniu jej w ręce dobrego fachowca Jerzego Bechyne, także znanego muzyka lubuskiego, została piosenkarką, choć nie tak sławną jak jej siostra...

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

N
Nowosolanin na obczyznie.

...w rzeczy samej, Nowa-Sol byla prawdziwa oaza dla muzycznych talentow.

Warto jeszcze wspomniec o "Jazzowym Trio", Witku Cislo (genialnym gitarzyscie z... "Elektryka"),

i wielu wielu innych ktorzy stawiali pierwsze kroki w "Domach Kultury" czy tez w przyszkolnych grupach muzycznych i orkiestrach (...i ponownie przy "Elektryku!").

Co do siostr Kremer, nie wiem ktora zrobil wieksza kariere - Danuta (w sumie tylko jednym tytulem... ale w "pop-ie"?) czy jednak Jolanta... jadna z najlepszych sopranistek/aktorek - prawdziwa gwiazda polskiej operetki! Lata 60/70 - poczatek 80-tych... lza sie w oku kreci. Czyzby "komuna" miala miec wowczas pozytyw wplyw na nowosolska "kulture"...? Cos z prawdy w tym chyba jest???

Pozdrawiam

ES.

Dodaj ogłoszenie