MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Na łasce hitów

EUGENIUSZ KURZAWA
Kino Obra przetrwało i istnieje dzięki Woźniakom. W latach 90. odparło atak kaset wideo, obecnie grożą mu płyty DVD.

- Tego rodzaju samodzielnych kin w okolicy zostało już mało; w Sulechowie - pusto, Trzciel - upadł, nie wiem co się dzieje w Wolsztynie po odejściu pana Czesia, w Zbąszynku kino utrzymuje dom kultury, działają dwie placówki w Świebodzinie; generalnie widać, iż utrzymują się tylko te istniejące w ramach ośrodków kultury - mówi Gerhard Woźniak prowadzący wraz z żoną kino od lat. - Pracuję tu jako operator od 1973 r. Do 1981 r. kierownikiem był Jan Domagała, od 1 stycznia 1982 r. na kierownika przyszła moja żona i pełniła tę funkcję do sierpnia 1992 r. A potem wzięliśmy kino w dzierżawę i prowadzimy do dziś - wspomina G. Woźniak.

Na łasce hitów

W 1992 r. miasto, po rozmowach z właścicielem wyposażenia placówki, Okręgowym Przedsiębiorstwem Rozpowszechniania Filmów, przejęło sprzęt i wynajęło lokal Woźniakom. - Wtedy ruszyliśmy z wypożyczalnią kaset wideo, gdyż z samego wyświetlania filmów nie dalibyśmy rady wyżyć. Ówczesny szał na kasety wprawdzie dobijał kino, ale nam pozwolił przetrwać - informuje Elżbieta Woźniak, dodając, że lata 1992-93 to w ,,Obrze’’ były martwe wieczory. Z czasem jednak frekwencja zaczęła wzrastać, a najlepsze okazały się lata 1997-98. Grano takie hity jak "Gwiezdne wojny", "101 dalmatyńczyków", "Titanic" . Rocznie wyświetlano ponad 100 seansów więcej niż w ostatnich latach. Wiele zatem zależy od tytułów wchodzących na ekrany. Obecnie znowu jest dół i to głębszy niższy niż w latach 90. - Wszystko przez płyty DVD - mówi G. Woźniak. Uważa, że trzeba to przeczekać. Co będzie jednak, jeśli okaże się, że płyt nie da się przeczekać? Czy blisko 54 letnie kino upadnie?

Pełne sale

W kronikarskich zapiskach dyrektora szkoły muzycznej Antoniego Janiszewskiego odnotowano, że kino w Zbąszyniu uruchomiono 1 maja 1950 r., dwa dni wcześniej po sąsiedzku - w Zbąszynku. - Gdy przypadało 50-lecie nie robiliśmy żadnej fety - wspomina G. Woźniak, na którego zbąszynianianie wołają zdrobniale: Geru. Nie było powodów świętowania. Wyciąga jednak niepowtarzalne dokumenty z lat 50., zeszyty kontroli, sprawozdania, pokwitowania, informacje o pracy placówki. Zachował się np. zapisek długoletniego kierownika Jana Domagały oddający atmosferę i sytuację w 1950 r. Pisał do swej zwierzchności: "Donoszę, że na terenie naszego miasta portretów dostojników państwowych, ani flag kupić nie można, przypuszczalna cena 1 m płótna na flagi wynosi ok. 300 zł".
W owym roku grano na przykład film "Poszukiwacze złota", a jako dodatek "Wyścig Pokoju". Czyjaś skrupulatna ręka odnotowała: na 200 miejsce sprzedano 53 bilety normalne, 142 ulgowe, zajętych było 195 miejsc. W innym tygodniu leciał "Samotny biały żagiel", potem "Zakazane piosenki", za każdym razem frekwencja niemal lub stuprocentowa.
O takiej Woźniakowie mogą dziś tylko pomarzyć. Choć zdarza się, iż kino bywa i obecnie wypełnione, choć to już tylko 135 foteli. - Ostatni raz, zupełnie niedawno, pełno było na "Nemo", także "Król Lew" dobrze się sprzedał - mówi E. Woźniak. - Ale wówczas, gdy sala wypełniała się do ostatniego miejsca to były inne czasy, bilety kupowały zakłady pracy, nie istniało wideo, wyjście do kina stawało się wydarzeniem rodzinnym. Tam odbywały się też spotkania z Gwiazdorem, ale tym bożonarodzeniowym.

Wizja do wzięcia

Woźniakowie mieli i mają pomysły na poszerzenie działalności kina, ale nie mają pieniędzy na inwestycje. Samorząd, jako właściciel, też nie inwestuje, choć remont wnętrz by się przydał. - Za burmistrza Szczepaniaka, gdy nie doszła do skutku budowa sali koncertowej w szkole muzycznej, padł pomysł, żeby przerobić salę kinową na wielofunkcyjną, w tym koncertową - przypomina G. Woźniak. Szkoła muzyczna i kino położone przy tej samej ulicy 17 Stycznia, oddalone są zaledwie o 150 metrów. - Niestety, sprawa padła, choć ciągle jest aktualna. Wystarczy zlikwidować kotłownię za ekranem, a że gaz jest doprowadzony, podłączyć mały piec. Kotłownia po przebudowie byłaby zapleczem scenicznym - roztacza wizję G. Woźniak. Obawia się jednak, że nikt tej idei nie kupi.
A szkoda, gdyż wyposażone kino mogłoby służyć różnym pomysłom. Mogłaby działać kawiarenka, klub dyskusyjny, spotkania, konferencje. Od 10 lat wykorzystuje je raz w miesiącu uzdrowiciel Andrzej Lewandowski. Placówka jest czynna codziennie od 16.00 do 20.00. Seanse odbywają się jednak tylko w weekendy o 17.00 i 19.00. Frekwencja nie podnosi się nawet latem, w sezonie turystycznym. - Przyjeżdżają ludzie z dużych miast, gdzie są multikina, zatem oni widzieli nasze filmy wcześniej - przyznaje ze smutkiem Geru Woźniak.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na gazetalubuska.pl Gazeta Lubuska