Na tropie wirtualnych stworów. Na czym polega fenomen Pokemon GO? [REPORTAŻ] [WIDEO]

Anita Czupryn
Pokemonowe szaleństwo ogarnęło cały świat. W Warszawie też już widać ludzi chodzących z telefonami w dłoni. Jak nic łapią Pokemony
Pokemonowe szaleństwo ogarnęło cały świat. W Warszawie też już widać ludzi chodzących z telefonami w dłoni. Jak nic łapią Pokemony Fot. Piotr Smoliński
Udostępnij:
FENOMEN POKEMON GO | Nieprzewidywalny Donald Trump startuje na prezydenta USA, Unia Europejska w posadach drży, islamscy terroryści atakują, a ludzie na całym świecie… gonią wirtualne potwory zwane pokemonami. Czy świat oszalał?

W ostatnich tygodniach (w Polsce w ostatnich dniach) życie milionów ludzi zostało zdominowane przez grę Pokemon Go zaprojektowaną w gruncie rzeczy dla 10-latków. Dla młodych ludzi, biegających po ulicach i polujących na pokemony jasnym jest, że świat stanął w decydującym momencie, jeśli chodzi o historię techniki. Dla mnie to kompletne szaleństwo, ale jeśli już mam ignorować to zjawisko, postanawiam spróbować je zrozumieć. Spotykam się z parą pokemon-maniaków - Martą Benicką i Mateuszem Lindenbergiem. Marta kończy biotechnologię na SGGW, Mateusz mówi, że zarabia pieniądze przez internet - kupuje, sprzedaje i z tego się utrzymuje. Ostatnio jednak, zamiast siedzieć w domu przy komputerze, oboje ruszają w miasto, aby za pomocą telefonu łapać pokemony. Telefon jest Marty, bo Mateusz dysponuje starym aparatem, na który nie może ściągnąć aplikacji gry. - Jestem człowiekiem staroświeckim - mówi wprost i na potwierdzenie słów wyciąga przedpotopowego Samsunga, bez dotykowego wyświetlacza.

Na czym polega fenomen gry Pokemon GO? Tłumaczą Marta Benicka i Mateusz Lindenberg

Źródło: AIP/x-news

Z Martą i Mateuszem spotykam się w centrum Warszawy, przed Pałacem Kultury i Nauki. - Jak to się zaczęło? - pytam.

- Dostałam wiadomość od brata: „Marta, słyszałaś o Pokemon Go?” Myślałam, że chodzi o inną grę, bo gier z pokemonami już trochę wyszło. Brat wytłumaczył, że gra polega na tym, że chodzi się z telefonem, który ma GPS, po mieście i łapie pokemony.

To był drugi dzień po tym, kiedy gra pojawiła się na świecie - najpierw w Australii i Nowej Zelandii, potem w Stanach Zjednoczonych. Do Polski trafiła tydzień później - w ubiegłą sobotę. Ale wielu Polaków, podobnie jak Marta, odkryło, że jeśli ustawią region zamieszkania na Australię bądź Nową Zelandię, mogą ściągnąć aplikację gry i grać wcześniej niż oficjalnie.

- Przez tydzień byłam więc obywatelką Australii - śmieje się Marta. A ja nadal nic nie rozumiem. Mateusz robi krótkie wprowadzenie: - Za stworzenie Pokemon Go odpowiada firma Niantic Inc., na zlecenie Nintendo, właściciela marki. Ta firma ma już na koncie podobny - bądź nawet bliźniaczy - projekt z czasów kiedy była jeszcze googlowskim startupem - Ingress - oto dwie drużyny, które przejmują punkty w mieście i walczą z przeciwną frakcją. Między końcem 2012 roku (listopad) a 2015 rokiem gra rozrosła się od pół miliona do podobno siedmiu milionów graczy. Google Play pokazuje obecnie 10 do 50 milionów instalacji, jednak na przestrzeni lat faktyczny procent prawdopodobnie malał. Za stosunkowo niewielką popularnością - wówczas - aplikacji stały ograniczenia techniczne; brak powerbanków (przenośne ładowarki do telefonów) bardzo ograniczone pakiety internetowe (pomijając USA) i słabe baterie (gra pozwalała na godzinę, może półtorej zabawy zanim telefon odmawiał posłuszeństwa). Poza tym jej motyw przewodni (globalna konspiracja kontra antyglobaliści) nie był czymś szczególnie interesującym z perspektywy żadnej konkretnej grupy graczy - dzieci w wieku 10-16 lat nie obchodziły wojny korporacji a mając 20-25-30 lat trochę głupio było powiedzieć znajomym, że biega się za wirtualnymi portalami na mapie telefonu - mówi Mateusz.

Z pokemonami jest inaczej. Po pierwsze aplikacja trafia do obu grup, zarówno dzieci - bo kto nie chciałby biegać i łapać małych słodkich zwierzątek? - jak i dorosłych 20-30 latków, którzy pokemony pamiętają z czasów dzieciństwa bądź wczesnej młodości. Najpierw oglądali bajki na Polsacie. Był trener Ash - 10-letni chłopiec, który wyruszał świat, żeby łapać i trenować pokemony. Pokemony rozwijało się na zasadzie walki z innymi pokemonami, zdobywania lepszego poziomu i coraz lepszych ataków. Teraz, w grze zostało to uproszczone do tego, żeby chodzić po mieście i je łapać. Z kolei rodzice biegają po mieście z dziećmi zbyt małymi, by puścić je same - słowem Niantic trafił w gusta wszystkich.

- Sama aplikacja należy do kategorii Augmented Reality - czyli po prostu Rozszerzonej Rzeczywistości - mówi dalej Mateusz, a ja otwieram oczy i pytam: - Co to jest rozszerzona rzeczywistość?
Okazuje się, że rozszerzona rzeczywistość to coś, czego nie widzimy oczami, tylko przez ekran smartfona albo przez wirtualne okulary, jakie oferuje Google. Telefon sam wibruje, kiedy w miejscu, obok którego przechodzimy, pojawia się pokemon. A pojawić mogą się dosłownie wszędzie. Normalnie jednak tego nie widać - tłumaczy Mateusz.

Pokemon GO | Jak grać w Pokemon GO? | Pokemony w Warszawie | Gdzie szukać Pokemonów?

Źródło: naszemiasto.pl/x-news

Gracze Pokeman Go to w istocie trenerzy pokemonów, należący do jednej z trzech drużyn (są drużyny Czerwonych, Niebieskich i Żółtych), które walczą o kontrolę nad Gymami - w Polsce nieoficjalnie przetłumaczonymi jako Areny. Nieoficjalnie, bo aplikacja nie doczekała się i wątpliwe, by doczekała się w przyszłości polskiej wersji językowej. - Jednak w grze wszystko jest na tyle intuicyjne, że nawet dziecko zrozumie o co chodzi - dodaje Mateusz. Areny też są rozmieszczone w wielu miejscach (np. jedna z aren Czerwonych mieści się na warszawskiej Rotundzie).

Jako trenerzy łapiemy więc pokemony, które pojawiają się w naszym zasięgu na mapie telefonu. A łapiemy je za pomocą kulek, tak zwanych pokeballi. Pokeballe zdobywamy dzięki tzw Pokestops. Pokestopy umieszczone są najczęściej w popularnych miejscach, jak pomniki, ulice, parki, tablice. Firma Niantic była w stanie tak szybko uruchomić grę na całym świecie dzięki Pokestopom, które zostały wzięte z Ingress - rzec można, zanim zainaugurowali Pokeman GO, mieli już infrastrukturę.

- Mieszkamy na Saskiej Kępie, na której istnieje nasza farma pokeballi, czyli znaczna liczba pokestopów - pomniki, tablice pamiątkowe, dom kultury. Jest w czym wybierać - mówi Mateusz.

Przechodzimy do instrukcji łapania pokemonów - samo łapanie zależy od modelu telefonu. Do pokemona, który pojawia się przed nami na ekranie telefonu, można podejść, obejść, zajść od tyłu. Często pojawiają się w zabawnych miejscach. Na przykład pokemon wodny jak Squirtl pojawił się jednemu z graczy w łazience, a innemu - Magikarp (pokemon ryba) objawił się na patelni. Stąd też niektóre sklepy, knajpy czy firmy już wykorzystują popularność Pokemon Go, by samemu się przy okazji zareklamować.

- Wracając do samej gry - czynnikiem, który wzmacnia popularność tej aplikacji jest aspekt społeczności, rywalizacja schodzi na dalszy plan. Chodzi o to, o czym mówi słynny slogan z bajki o pokemonach, aby „złapać je wszystkie” (catch’em all). I to właśnie robią ludzie, zwołując się głównie przez media społecznościowe w internecie, doradzając sobie gdzie szukać pokemonów. Fajne jest też to, że aplikacja nie wymaga, byśmy cały czas wlepiali oczy w ekran. Gdy obok nas pojawi się pokemon, telefon zawibruje dając nam o tym znać - spędzamy więc przyjemnie czas spacerując i korzystając z ładnej pogody a przy tym dobrze się bawimy - a na pytanie, co robiliśmy odpowiadamy zgodnie: - ŁAPALIŚMY POKEMONY!.

Pierwszego dnia, kiedy Marta ściągnęła aplikację (w Warszawie trwał akurat szczyt NATO), przeszła z Mateuszem 10 kilometrów. Obliczyli, że na jednym ładowaniu telefonu są w stanie zrobić 5 km.

- Poszliśmy nad Wisłę, chcieliśmy złapać wodnego pokemona, ale daleko nie doszliśmy, plaża była odcięta, przez szczyt NATO - mówi Marta. - Zresztą tego dnia pokemony w Polsce pojawiały się w naprawdę dziwnych miejscach - wodnego pokemona złapaliśmy na osiedlu. Teraz miejsce jest dopasowane do typu pokemona: polne łapie się na łąkach, miastowe w mieście, wodne nad wodą.

Czas na zalogowanie się do gry. - Najpierw wybierz pokemona. Podstawowe typy to ognisty, trawiasty i wodny. Ale pokemonów jest wiele: są też robaki, trujące, latające, wróżki, psychiczne, czy duchy. Doświadczeni gracze wiedzą, czego można się spodziewać po danym pokemonie - instruuje Marta. Ruszamy. Po kilkudziesięciu metrach na ekranie telefonu pojawia się Pokeman gołąb. W dole ekranu pojawia się pokeball. Za pomocą ruchu kciukiem na ekranie rzucam pokeballem w pokemona. Trafiam. Pokemon zostaje zamknięty.
- Idąc dalej, łapiesz kolejne pokemony, zdobywasz kolejne poziomy. Dość wcześnie, bo już na 5 poziomie, czyli gdzieś po 3 godzinach gry, można wybrać drużynę - mówi Marta, kiedy przed nami na chodniku znów pojawia się pokemon. Nie trafiam. Marta, która jest zaawansowana w grze, ma opcje cukierków. Częstuje pokemona cukierkami, aby wprawić go w dobry humor, a potem trafia w niego kulką. Na ekranie pokazują się gwiazdki - Marta złapała pokemona.

- Widać, że są tu pokemony zostawione przez innych graczy, które bronią Areny - mówi Marta. Jeśli Arenę podbiją inni graczy, pokemony wracają do właścicieli, ale trzeba je wyleczyć za pomocą sprayu do leczenia pokemonów. Taki spray, podobnie jak pockeballe zdobywa się podchodząc do pockestopów. - O widzisz, te niebieskie punkty w okolicy to pokestopy - pokazuje Marta na ekranie.

Choć pokemony pojawiają się niezależnie od pokestopów, to jednak zazwyczaj można spotkać je tam, gdzie jest spore zagęszczenie pokestopów.

- Na wsiach nie ma zbyt wielu pokestopów, za to jest dużo wiejskich pokemonów. Ty7lko, żeby je złapać, trzeba mieć pockeballa. Jeśli się go nie ma - można kupić w aplikacji.

Ale skąd, do cholery, biorą się te pokemony? Otóż pojawiają się samoistnie. Albo zostają zwabione.

- Chyba ktoś odpalił lury, bo pojawia się wiele pokemonów - mówi Marta. Lury to specjalne wabiki na pokemony. Gracz odpala lurę przy pokestopie i wtedy w tym miejscu zjawiają się pokemony.

Ale skąd wziąć lury? - Część dostaje się za nabicie poziomu, co piąty poziom zdobywasz lura. Taki lur działa 30 minut przy pokestopie. Ale można je też kupić. To, że ktoś odpala lury, oznacza szczodrość. Zwłaszcza, że w pewnym momencie lury się skończą i trzeba będzie je kupować, albo dostawać zdobywając areny. Lury i dodatkowe inkubatory można też kupić za złoto. A złoto można zdobyć na dwa sposoby - kupić za gotówkę, lub podczas obrony areny. Im arena ma wyższy status (im dłużej jest broniona), tym można zdobyć więcej złota, a za nie kupić więcej lur. Miejsc, gdzie gracze „lurują” jest w Warszawie sporo. - Nawet kiedy jechaliśmy na spotkanie z tobą, widzieliśmy kilka miejsc, gdzie lurują - mówi Mateusz.

- Kilka dni temu w Parku nad Balatonem na Gocławiu odpalono trzy lury. Przyszły tłumy. W sobotę jeden gość zapowiedział w internecie, że pod Kolumną Zygmunta na Starówce będzie przez 4 godziny, zostawi osiem lur. Tu będzie podobnie - mówi Marta. Ruszamy do wejścia Muzeum Techniki w PKiN. I rzeczywiście - kilkadziesiąt ludzi siedzi na schodach, wszyscy z telefonami.

- Czy jest tu ktoś, kto nie gra w Pokemony? - woła Marta.

- Łapiemy! Jest Lapras! O Jezu Chryste, jest Lapras! - słyszę nagle podekscytowane okrzyki. Lapras to typ pokemona, który wygląda jak duży żółw. Marta, która osiągnęła już ponad 15 poziomów gry, ma lepsze od innych pokeballe, bez trudu więc łapie Laprasa.

- To rzadko spotykany pokemon, głównie wykluwa się z jajek - tłumaczy. Bo też kolejną możliwością zdobywania pokemonów jest wykluwanie jajek, które można dostać w pokestopach. Jajka wykluwa się po dwóch, pięciu czy dziesięciu kilometrach.
- Czy ta gra nie jest takim słomianym zapałem, który nagle zapłonął i równie szybko spłonie? - pytam. Mateusz przecząco kręci głową. - Akcje Nintendo po wypuszczeniu gry skoczyły o 25 procent. To oznacza, że będą chcieli włożyć w grę pieniądze, aby ściągnąć zarówno starych graczy, którzy już z game boyem nie chodzą po mieście, jak i młodych, aby zachęcić ich do wyjścia z domu. Ludzie umawiają się na wspólne wyjścia przez internet, są już grupy na Facebooku, jest też wspólna grupa warszawska. - Staramy się socjalizować przychodzić tam, gdzie będzie dużo ludzi. Umawiamy się na piwo na Starówce, rozmawiamy, ktoś odpala lurę i łapiemy pokemony. Może i jest to trochę upośledzona relacja społeczna, bo ludzie siedzą z nosami w telefonach, ale są razem, wychodzą z domu. No i łapanie nie wymaga stałej uwagi, jak pokaże się pokemon, to telefon zawibruje, no i pokemony nie znikają od razu. Jest czas na to, aby go złapać. Na dodatek tego samego pokemona może złapać wiele ludzi. I to jest fajne.

Zastanawiam się, czy w Sejmie przy Wiejskiej też można złapać pokemony. - Nie próbowaliśmy - śmieje się Marta, ale wysyła wiadomość do swojej grupy na Facebooku. Zaraz też dostaje odpowiedzi. Głownie żartobliwe: „Jest Kaczozaur”. „Widziałem trochę Snorlaksów: sapią, chrapią i dłubią w nosie”. „Legendarne na Wiejskiej pojawiają się kilka razy do roku”.

Media sporo piszą o ciemnych stronach tej gry, bo taka też istnieje. O tym, że zginęło już kilka osób, łapiąc pokemony. Ktoś spadł z mostu, ktoś z klifu, było parę stłuczek, ktoś łapiąc pokemona znalazł trupa, ktoś zakłócił program telewizyjny, przechodząc jak zombie z komórką. - Grupa przestępców w Stanach śledziła graczy Pokemon Go i okradała ich gdy oddalali się od “cywilizacji” - robili to ustawiając “lure” - przedmiot który ściąga pokemony do danego pokestopu - w pokestopach w oddalonych miejscach (parkingi hipermarketów o dziwnych godzinach, etc). Coś takiego jest problemem tyle, że nie bardzo rozwiązywalnym. Tak samo jak Tinder pozwala dwójce ludzi się umówić i jedna z nich może być oszustem tak i tu możemy się tego spodziewać. Należy zachować zdrowy rozsądek - żyjąc w dużo bezpieczniejszym miejscu niż okradzione ofiary i tak zabieram ze sobą gaz pieprzowy jeśli wychodzę w nocy. Warto być w grupie, warto dać komuś znać - rodzinie, przyjaciołom, komukolwiek - dokąd idziemy, kiedy wrócimy. Po prostu należy zachować zdrowy rozsądek. Nie zgadzam się więc z oskarżeniami o to, że „to wina aplikacji”. Przy uruchamianiu aplikacji jesteśmy informowani żeby cały czas uważać na to, co się dzieje dookoła. Jeśli ktoś ignoruje ostrzeżenia, chce ryzykować, to żadne ostrzeżenia mu nie pomogą - mówi Mateusz. Razem z Martą są jednak zgodni co do jednego: czasem pokestopy umieszczone są w niewłaściwych miejscach, chociaż Niantic pracuje już nad ich usunięciem. Głośno było o pokestopie w Auschwitz i innych obozach śmierci, w muzeach, czy na terenach cmentarzy. Tam nie wypada łapać pokemonów.

- Generalnie jednak widzimy więcej pozytywnych niż negatywnych stron aplikacji - tak, dzieciaki i młodzież biegają z twarzami w telefonach. Ale przy okazji spędzają dużo czasu na świeżym powietrzu. W ciągu ostatniego tygodnia widzieliśmy więcej młodych ludzi na dworze niż w ciągu ostatniego roku - i to nie bezmózgie zombie, ale ludzi do których można zagadać. Zza oceanu dochodzą do nas informacje o pierwszych randkach i związkach ludzi, których połączyło Pokemon Go - ciężko nazwać to problemem. Oczywiście, możemy mówić „lepiej żeby dzieciaki biegały bez telefonów niż z nimi!” ale będąc realistą mówię: „Lepiej żeby dzieciaki biegały z telefonami niż siedziały z ipadem w domu”.

No dobrze, ale co dalej? Co, jeśli wyłapie się już wszystkie pokemony? Jaki jest sens tej gry?

Słyszę, że satysfakcję daje świadomość, że jest się dobrym trenerem. Bo też i nie jest tak, że jak masz 30 pokemonów, to jesteś lepszy od kogoś, kto złapał ich dopiero 6. Poza tym, im dalej, tym trudniej. Sam brak ostatecznego celu w grze sprawia, że aspekt rywalizacji jest dużo mniej ważny niż aspekt dobrej zabawy. - Jasne, możesz kupić 10 inkubatorów, a później zapłacić komuś żeby chodził z telefonem za ciebie i pochwalić się wyklutymi pokemonami w internecie - mówi Mateusz.- Ale nikogo nie obchodzi, że masz silniejszego pokemona niż ja. Chodzi o dobrą zabawę. W Łazienkach, gdzie łapaliśmy pokemony, pogłaskaliśmy sarenkę. Gołębie siadały nam na dłoni, wyjadając jedzenie dla kaczek. Tego nie kupisz za żadne pieniądze. Jeśli uważasz inaczej, siedź dalej w domu.

Wideo

Materiał oryginalny: Na tropie wirtualnych stworów. Na czym polega fenomen Pokemon GO? [REPORTAŻ] [WIDEO] - Polska Times

Komentarze 16

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

S
Społecznik
Nie zapomnijcie doinstalować na smartfona jeszcze jedną apkę pozwalającą zmieniać rzeczywistość lokalnej przestrzeni... LocalSpot !! Widzisz usterkę? Zrób zdjęcie, oznacz miejsce na mapie i wyślij!!
L
Laraya
Genialny pomysl. Po kilku tygodniach regularnych spacerkow stracilam ponad 5 kg, zwrocilam uwage na niewidzialne, jak dotad, elementy krajobrazu, poznalam spora grupe ludzi - i to bez posrednictwa mediow spolecznosciowych, te bowiem bojkotuje od ponad 3ech lat :) Brawo, Niantic! I pozdro dla tych, ktorzy nie graja, nie znaja sie, ale pluja jadem :) Dlawcie sie zolcia, ja zabieram rodzine, znajomych i ide sie przejsc.
J
Jasio z grupy straszaków.
Prezes gra w bilarda (kieszeniowego).
m
masakra
parka bezmózgowców
m
maia
Taaa czyli wniosek jest taki że bez durnej gry w tel to już nawet ludzie z domu nie wychodzą ??? Masakra czym tu się podniecać Stare chłopy co latają za pokemonami tego jeszcze nie grali ha ha ha
M
Mustafa Hadzi
Biegam z ganem po europie i wykańczam chrześcjan jak allah nakazał .
K
Kosmitka

Kosmici uważają, że na Pokemon GO najwięcej żyskuje międzynarodowe żydostwo zacierające swoje paskudne żydowske łapska na widok miliardów dolarów z reklam.

j
janek

Debilizm nabiera nowego znaczenia

M
Majster
Fenomen polega na tyn ze kretynskie media to promuja i wsciskaja do ryja na sile.
a
ala
rozloza lewactwo na lopatki. Brawo
777
A NAS TEMPNE STOJOM W KOleyCE.
n
normalny
Najbardziej odpowiedzialną jest her Merkel bil mahmud.
ś
św.NH
Pierdu pierdu, róbta sobie szkopy polskie wrzody w mózgu, ręce precz od Polski
p
pokemon
Zapomnialem on nie ma smartfona
p
precz z debistwem
Dzieci plodz +500 daja a nie za jkimis potworkami co rodza sie w chorej wyobrazni co za debil to wymylil?
Dodaj ogłoszenie