Nadal szlaban na leczenie w Niemczech

Beata Bielecka
- Unijna dyrektywa w większości przypadków dotyczy opieki ambulatoryjnej. Szpitalnictwo objęte jest szczególnym ograniczeniem.
- Unijna dyrektywa w większości przypadków dotyczy opieki ambulatoryjnej. Szpitalnictwo objęte jest szczególnym ograniczeniem. Beata Bielecka
Udostępnij:
Unia Europejska dała nam zielone światło dla leczenia za granicą. Choć świeci od prawie pół roku, stale nie wiadomo, jak z tego dobrodziejstwa korzystać. W piątek, 28 marca, w Collegium Polonicum debatowali o tym m.in. lekarze i prawnicy.

Unijna dyrektywa o transgranicznej opiece medycznej obowiązuje od 25 października ub. roku. Daje nam prawo leczenia we wszystkich krajach członkowskich. Gdy trafimy do lekarza za granicą, Narodowy Fundusz Zdrowia, jest zobowiązany zwrócić koszty naszego leczenia, według polskich stawek. Resztę pacjent musi zapłacić sam. W przypadku operacji przed wyjazdem trzeba dostać zgodę NFZ. Fundusz nie może jej odmówić, jeśli w kraju trzeba zbyt długo czekać na zabieg.

To na razie teoria, bo dyrektywa już jest, ale dopiero 18 marca projekt ustawy, która ma ją regulować trafił do Sejmu. Nie wiadomo jeszcze kiedy będzie pierwsze czytanie.
- Ta ustawa jest bardzo potrzebna, żeby nie dochodziło do sytuacji, jakie mają miejsce teraz, że na moście granicznym w Słubicach służby medyczne wymieniają się noszami, bo nie ma rozwiązań prawnych, które regulowałyby sposób postępowania z chorymi w ramach prawa unijnego - mówił nam prof. Jacek Kaczmarek, kierownik poznańskiej Kliniki Ortopedii i Traumatologii. W tej chwili jest tak, że Polak, który miał wypadek za Odrą, odwożony jest niemiecką karetką na granicę i zabierany stamtąd przez naszego lekarza.

Wszystko rozbija się o finansowanie transgranicznego leczenia. - Różnice w kosztach operacji w Polsce i w Niemczech są niekiedy bardzo duże - mówił Marek Rydzewski, dyrektor zarządzający ds. ubezpieczeń w berlińsko-brandenburskiej kasie chorych AOK.

Dla przykładu usunięcie raka piersi kosztuje za Odrą ponad 18 tys. zł (w Polsce blisko 9 tys. zł), operacja zaćmy 5, 5 tys. zł ( u nas 2 tys. zł), a wszczepienie endoprotezy biodra ok. 33 tys. zł (u nas od 5 do 25 tys. zł). Zdecydowanie droższe są też wizyty u specjalistów (5-8 razy), za to na podobnym poziomie na przykład tomografia komputerowa czy badanie USG. Ponadto u nas na przykład na operację zaćmy czeka się ok. dwa lata, a u naszych sąsiadów, nie tylko za Odrą, kilka miesięcy.

Mecenas Robert Brandt z poznańskiej kancelarii prawnej, który uczestniczył we wczorajszej debacie opowiadał o przypadku Polaka, który nie chcąc czekać na operację w kraju zoperował zaćmę na Słowacji, sam ją finansując. Potem poszedł do NFZ i powołując się na unijną dyrektywę zażądał zwrotu pieniędzy. NFZ odmówił. Sprawa znalazła swój finał w sądzie, który kazał funduszowi zapłacić za operację. - To, że nasz rząd nie zdążył z przepisami wykonawczymi do dyrektywy nie może stawiać Polaków w gorszej sytuacji niż obywateli innych krajów, w których dyrektywa obowiązuje - mówił nam R. Brandt. Ale też radził: - Może lepiej poczekać z decyzją o operacji za granicą kilka miesięcy do czasu wejścia w życie ustawy niż narażać się na mogące ciągnąć się latami procesy sądowe - stwierdził (w przypadku pacjenta zoperowanego na zaćmę NFZ odwołał się od wyroku).

Thea Remers, Holenderka, zajmująca się na granicy z Niemcami sprawami związanymi z transgranicznym leczeniem opowiadała, że w jej kraju nie było aż tak wielu problemów z wdrażaniem w życie unijnych przepisów, bo nie było tam aż takich różnic jakie są między Polską i Niemcami. Dotyczą nie tylko kosztów, ale też bariery językowej i mentalnej.

Zobacz też:

Szok! Kupujesz jedzenie? Sprawdzaj daty. Ponad 70 proc. produktów przeterminowanych!

Nieruchomości z Twojego regionu

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

z
zakiwaczek

Zasadniczą różnicą miedzy dwoma krajami jest to, że tam lekarz zatrudniony jest w jednym szpitalu na etacie, a nie na kontrakcie w kilku miejscach, czesto pełniąc dyzur na telefon, albo śpiąc będąc zmęczonym po kilkudziesięciu godzinach pracy. Różnicą jest też to, że lekarz zatrudniony w szpitalu nie ma możliwości dorabiać sobie prywatnie. Wolę dopłacić i leczyć się tam. 

Przejdź na stronę główną Gazeta Lubuska
Dodaj ogłoszenie