Najsłynniejsze lubuskie skarby. Zobacz, gdzie zostały znalezione

Dariusz Chajewski68 324 88 [email protected]
- Niestety mamy tylko kopię naszego najsłynniejszego skarbu, tego znalezionego pod Witaszkowem - mówi archeolog Julia Orlicka - Jasnoch.
- Niestety mamy tylko kopię naszego najsłynniejszego skarbu, tego znalezionego pod Witaszkowem - mówi archeolog Julia Orlicka - Jasnoch. Mariusz Kapała
Ze skarbami bywa tak, że z reguły są odnajdywano przez czysty przypadek. Gdyż o ile można zlokalizować gród, czy osadę, o tyle miejsce ukrycia skarbu nie rządzi się żadnymi regułami.

Skarby? Jak przyznają archeolodzy nie cierpią tego słowa, gdyż wszystkim kojarzy się ze skrzynką złota i klejnotów.
- Dla nas skarb to grupa przedmiotów ukrytych celowo w rozmaitej intencji - tłumaczy Julia Orlicka-Jasnoch z Muzeum Archeologicznego Środkowego Nadodrza w Świdnicy. - Jedni traktowali taki schowek jak my dzisiaj bank. Inni chowali swoje kosztowności w obliczu zagrożenia. Wreszcie skarby mogą mieć charakter wotywny. I te najcenniejsze nie muszą być są złote.

Złota ryba

Najsłynniejszy lubuski skarb? To oczywiście ten odnaleziony w Witaszkowie. Za jego sprawą niewielką podgubińską wieś można znaleźć w każdej archeologicznej encyklopedii. W 1882 roku miejscowy wieśniak o nazwisku Leuschke (wówczas wieś nazywała się Vettersfelde) znalazł na swoim polu złoty skarb. W sumie uzbierało się 4,5 kg złotych przedmiotów. Chłop zawiadomił miejscowego wielmożę - księcia Henryka Schoenaicha-Carolatha, a ten berlińskich historyków. Natychmiast odkrycie uznano za sensację. Znalezisko scytyjskich wyrobów uznano za porównywalne z tymi pochodzącymi ze stepów Ukrainy. Zwłaszcza wspaniałą złotą rybę.

Według wstępnej interpretacji skarb miał pochodzić z kurhanu scytyjskiego wodza, który rozmyły gwałtowne deszcze. Historycy śmieją się z podobnej historii. W Polsce nie znaleziono żadnego scytyjskiego pochówku. Ponieważ Scytowie zabierali zwłoki poległych. Ryba i inne złote przedmioty pochodziły prawdopodobnie z wyposażenia scytyjskiego bogatego wojownika - były to elementy pancerza, który oderwali zwycięzcy, a autorem ozdób był prawdopodobnie jakiś grecki artysta. Jego część można oglądać podczas okazjonalnych wystaw w berlińskich muzeach. Tuż przed wojną kopia skarbu - podobno znakomita i też wykonana ze złota - znajdowała się w gubeńskim muzeum. Kopie można podziwiać w muzeum w Świdnicy.

- Przez lata temu znalezisku nadawano miano skarbu umownie - mówi Orlicka-Jasnoch. - Jednak według ostatnich badań to określenie może być uprawnione. Okazuje się, że te przedmioty były nowe. Może był to prezent dla lokalnego wodza? W pobliżu odnaleziono pozostałości stawu - bagnistego jeziorka, obecnie zasypanego - w którym odnaleziono wiele glinianych miseczek. Czyli był to może skarb wotywny.

Czysty przypadek

Ze skarbami bywa tak, że z reguły są odnajdywano przez czysty przypadek. Gdyż o ile przy pomocy rozmaitych sposobów można zlokalizować gród, czy osadę, o tyle miejsce ukrycia skarbu nie rządzi się żadnymi regułami. Sporo ich znajdowali przedwojenni niemieccy archeolodzy, gdyż przed wojną na gwałt budowano drogi, a wówczas nie trudno o przypadek. Na dodatek Niemcy mieli doskonale zorganizowany system poszukiwań . Przede wszystkim ogromną rzeszę archeologów - amatorów, zazwyczaj pastorów i nauczycieli, którzy penetrowali okolicę, jak chociażby pastor Felix Hobus, który znalazł słynnego bożka z Deszczna.

- Ale Niemcy mieli także bardzo dużą świadomość historyczną, chociaż w dużej mierze budowaną przez system szukający "germańskich korzeni" już w epoce brązu. Szanowali znaleziska, co nie zawsze można powiedzieć o naszych współczesnych znalazcach - mówi archeolog.

Stąd radość z tego, że mieszkaniec Jasienia otrzymał właśnie od ministra kultury 25 tys. zł. Za co? Za skarb. Przed rokiem jasienianin wybrał się na grzyby. Pod drzewem znalazł przedmioty z brązu.

- Nie robiło to na mnie specjalnego wrażenia, myślałem, że to jakiś stary świecznik - opowiada. - Dopiero mój syn Mateusz powiedział, że to może być cenny zabytek. Był nieco wcześniej na wycieczce w Wicinie, gdzie oglądał wystawę i stwierdził, że tam widział bardzo podobne rzeczy.

Znalezisko nie tylko pochodzi z tego samego czasu, czyli sprzed 2,5 tys. lat, ale jest też ściśle związane z grodem kultury łużyckiej w Wicinie. To prawdziwy skarb, tym razem tzw. skarb odlewcy, czyli rzemieślnika, który ukrył materiał i wyroby z brązu. Wówczas były na wagę złota.

Skorupy na aukcji

- Na tym polega podstawowy problem, z reguły nasi domorośli poszukiwacze skarbów uganiają się właśnie za złotem i klejnotami i dla nich ceramika, czy zabytki z brązu to zwykłe śmieci - dodaje Julia Orlicka-Jasnoch. - Co lepiej zachowane przedmioty wstawią na internetową aukcję lub sprzedadzą kolekcjonerom. Te mniej efektowne niszczą. A dla nas, naukowców, większe znaczenie niż sam przedmiot ma kontekst.

Nie tylko lubuscy archeolodzy słysząc zarzuty, że sami nie kopią, a innym nie dają, wpadają we wściekłość. Krytycy nie rozumieją, że wiele stanowisk specjalnie nie jest badanych, gdyż zdaniem naukowców, przy obecnym stanie naszej wiedzy, nie tylko historycznej, te stanowiska nie będą przełomem. Przecież ostatnio, dzięki właśnie nowym metodom, udaje się rozwiązać wiele zagadek, a nie oszukujmy się, stanowisko nawet najstaranniej przebadane przez wybitnych naukowców po badaniach najczęściej przestaje istnieć, chyba, że zostaje zachowane jako np. skansen archeologiczny.

Ale traci wiele na historycznej wartości. Szczególnie dla przyszłych pokoleń archeologów. A nowoczesne narzędzia na wiele pozwalają i to nie tylko w przypadku archeologii lotniczej czy podwodnej. Niedawno archeolodzy oglądali wyniki laserowego skaningu cmentarzysk kurhanowych z naszego terenu. I mówią krótko: odlot.

Ale wracając do najsłynniejszych lubuskich skarbów. To ten z Mirocina Dolnego. Z brązu, odkryty przypadkowo w 1970 roku. Prawdopodobnie był to depozyt wotywny. W Szprotawie, w 2001 roku, odnaleziono skarb srebrnych monet z przełomu XVII i XVIII wieku, ukryty prawdopodobnie podczas wojny siedmioletniej. I oczywiście trzy skarby z Wiciny schowane przed najeźdźcami.

Łużycka to dopiero kultura

Dla Julii Orlickiej-Jasnoch prawdziwymi skarbami są właśnie te pochodzące z okresu panowania u nas kultury łużyckiej. Zapytana o to dlaczego najpierw żartuje: "bo po prostu lubię".

- Moim zdaniem wytwory tej kultury są najpiękniejsze w naszych pradziejach - tłumaczy po chwili. - Ceramika, przedmioty z brązu są tak wysublimowane... Nie jest to zresztą jakaś szczególnie ekscentryczna miłość, gdyż u nas właśnie o zabytki kultury łużyckiej jest szczególnie łatwo. I wspaniałe jest to, że mimo to tak niewiele o tych ludziach tej epoki wiemy, a każda nowa informacja rodzi kolejnych dziesięć pytań. Na przykład Wicina, jest tak interesująca, że pracę tam znajdą jeszcze archeolodzy następnych pokoleń.
Dla przypadkowych łowców zabytków ceramika, czy niepozorne ozdoby z brązu to żaden skarb. To po prostu jakieś śmieci.

Jesienna turystyka w Polsce

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie