Nasi żołnierze wracają z Iraku

Redakcja
Po pięciu latach zakończyła się polska misja wojskowa w Iraku. Nie odbyłaby się bez żołnierzy 11. Lubuskiej Dywizji Kawalerii Pancernej.

W misjach wzięło udział około 2,5 tys. naszych żołnierzy, głównie z garnizonów w Świętoszowie, Międzyrzeczu i Żaganiu. Obstawiali drugą, czwartą i ósmą zmianę Polskiego Kontyngentu Wojskowego Irak. Wszyscy wrócili do domu żywi. Choć wśród nich byli też ranni. Teraz zgodnie przyznają, że ich jednostka miała i ma szczęście.

- Ale żołnierskie szczęście dopisuje tylko najlepszym - podkreśla były dowódca 17. Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej w Międzyrzeczu gen. Bryg. Mirosław Różański, który półtora roku temu dowodził swoimi żołnierzami w bazie w Al Kut.

Jak trzeba, pojadę do Czadu

W czwartej zmianie służył kpt. Jacek Patrzyński, który teraz dowodzi kompanią rozpoznawczą w 17. WBZ. Jego żołnierze to elita. Większość służyła poza granicami kraju. Najwyżej cenią sobie doświadczenie zdobyte właśnie w Iraku i później w Afganistanie. - Po Iraku patrzę na wojsko z całkiem innej perspektywy. Co innego przeczytać o czymś w książce czy zobaczyć to choćby w najlepszym filmie, a co innego dotknąć tego, posmakować i powąchać - mówi oficer.

Dla st. kpr. Dariusza Idczaka z 17. WBZ to nowe doświadczenie bojowe, którego nie zdobyłby na żadnym poligonie. - W Iraku byłem na dwóch zmianach. Jak będzie trzeba, to pojadę do Afganistanu lub Czadu. Taki wybrałem zawód - tłumaczy.

Żołnierze, którzy byli w Iraku dwukrotnie, wskazywali widoczne różnice z każdą kolejną zmianą. - Na pierwszej sprzęt był, jaki był. Wiele rzeczy musieliśmy uzupełniać we własnym zakresie. Ale na czwartej zmianie widać było, że wyciągnięto doświadczenia i mieliśmy już to, co trzeba - opowiada chor. Sławomir Koper z 10. Brygady Kawalerii Pancernej w Świętoszowie, który w Iraku był dowódcą drużyny rozpoznawczej. Zapamiętał sporo miłych chwil. - Te spojrzenia ludzi, wyrażające wdzięczność za obecność wojska. Biegnące za naszymi pojazdami dzieci, proszące o pomoc, jakiś mały podarunek... W Iraku zawsze spodziewałem się więcej przyjaciół niż wrogów - dodaje.

Listy, które łapią za serce

Pomoc niesiona przez polskich żołnierzy w wielu irackich wsiach była nieodzowna. - Nadal są tam ogromne potrzeby. Wielu ludzi oczekuje pomocy, i to w elementarnych dziedzinach życia, jak dostęp do czystej wody, opieki zdrowotnej, edukacji czy choćby do codziennego posiłku... - wspomina kpt. Dariusz Kudlewski z 10. BKPanc., który w Iraku był oficerem sekcji współpracy cywilno-wojskowej - Pamiętam zbiórkę darów, organizowaną przez polskie dzieci. Do darów dołączyły listy, które dotarły do uczniów szkół w Diwaniji. To były bardzo wzruszające chwile. Gdy czyta się list dziecka, które oddało swoje maskotki, przybory szkolne, nietrudno o wzruszenie.

Żołnierze podkreślają też inne zalety misji. Bardziej zawodowe. - W czasie drugiej zmiany byłem zastępcą dowódcy kompanii zmechanizowanej w bazie Babilon. Teraz inaczej patrzę na zespół. Ważne jest to, że jeśli wykonujemy zadanie, to wykonuje je grupa, nie pojedynczy żołnierz. Po misji nie tworzymy już zebranych przypadkowo ludzi, lecz monolit, dobrze działający team - zapewnia porucznik Artur Niedźwiedzki z 10. BKPanc.

Wspomina sytuacje, które na pierwszy rzut oka wydawały się niebezpieczne, ale kończyły się tylko śmiechem. - W trakcie jednego z patroli pojazd uważany przez nas za niebezpieczny został sprawdzony przez saperów. Chwila skupienia, aż wreszcie okazało się, że był tam tylko pijany kierowca z okolicznej wioski - uśmiecha się Niedźwiedzki.

A w słuchawce tylko łzy...

Co jeszcze dały naszym żołnierzom misje w Iraku? Wielu nie kryje, że pojechali tam po pieniądze. W zależności od stopnia, zajmowanego stanowiska i liczby patroli, przez pół roku mogli dorobić 40-60 tys. zł. A po powrocie w Żaganiu i Międzyrzeczu wykupywali plazmy, sprzęt AGD, meble, auta w komisach. - Taką mamy pracę. Wy też harujecie po godzinach, żeby więcej zarobić - mówił nam w środę jeden z "misjonarzy".

Druga strona medalu to jednak rozłąka z bliskimi. Nieprzespane noce żon i narzeczonych, które z drżeniem serca i płaczem wysłuchiwały komunikatów o kolejnych ofiarach wojny w Iraku. - Bardziej bałem się o żonę niż o siebie, a ona przeżywała rozłąkę jeszcze gorzej ode mnie - opowiada żołnierz z Międzyrzecza.

- Pamiętam, że mogłem dzwonić do domu, kiedy chciałem. Ale w święta nie dzwoniłem - wspomina major z 34. Brygady Kawalerii Pancernej w Żaganiu, który w Iraku, dokładnie w bazie Babilon, spędził święta Bożego Narodzenia. - Był wtedy zwykły, ludzki strach... Że po drugiej stronie słuchawki usłyszymy tylko łzy... No i brało się służbę, żeby nie siedzieć w kontenerze. Pocieszał nas tylko kapelan, który na pasterce podkreślał, że stąd mamy bliżej do Ziemi Świętej niż z Polski.

Tomasz Hucał
0 68 377 02 20
[email protected]

Dariusz Brożek
0 95 742 16 83
[email protected]

Nasze początki w Iraku

Polscy wojskowi rozpoczęli misję stabilizacyjną w Iraku na początku września 2003 r. Dywizja Centrum-Południe przejęła od Amerykanów odpowiedzialność za strefę środkowo-południową, która obejmowała wtedy 5 z 18 prowincji: Babil, Karbala, Nadżaf, Kadisija i Wasit. Na początku polski kontyngent liczył blisko 2,5 tys. żołnierzy. A cała dywizja Centrum-Południe ok. 9 tys. z 21 państw, w tym Ukrainy, Bułgarii, Rumunii, Mongolii, Węgier, Litwy, Łotwy, Słowacji, Hiszpanii, a nawet z Salwadoru.

KALENDARIUM

17 maja 2003 - oficjalnie ustalono strukturę pierwszej zmiany polskich żołnierzy w Iraku pod dowództwem gen. dyw. (dziś gen. broni) Andrzeja Tyszkiewicza

11 czerwca 2003 - pierwsi wojskowi z 12. Dywizji Zmechanizowanej ze Szczecina odlatują do Iraku

12 września 2004 - w wyniku ostrzału z granatników w Al-Hillah ginie trzech polskich żołnierzy

15 grudnia 2004 - w wypadku śmigłowca Sokół ginie trzech kolejnych
grudzień 2004 - żołnierze przenoszą się obozu Babilon do bazy Echo w Ad-Diwaniji

7 lutego 2005 - czwartą zmianę wystawia 11. Lubuska Dywizja Kawalerii Pancernej pod dowództwem gen. dyw. (dziś gen. broni) Waldemara Skrzypczaka; bierze w niej udział ok. 1,5 tys. wojskowych

24 stycznia 2007 - rozpoczyna się ósma polska zmiana w Iraku, wystawia ją ponownie 11. LDKPanc.; ok. 900 żołnierzami dowodzi gen dyw. Paweł Lamla

4 października 2008 - flaga w polskim obozie opuszczona, koniec aktywności bojowej naszego wojska w Iraku; na pożegnanie międzynarodowej dywizji Centrum-Południe przylatuje minister Bogdan Klich

TRZY PYTANIA DO PAWŁA LAMLI, DOWÓDCY 11. LUBUSKIEJ DYWIZJI KAWALERII PANCERNEJ

1. Czym była dla pana misja w Iraku?
- Zarówno dla mnie, jak i moich podwładnych była to wielka szkoła życia i weryfikacja umiejętności w warunkach bojowych. Jako dowódca miałem okazję zweryfikować to, czego nauczyłem się tu, w kraju, doskonaląc się w realiach panujących na wojnie. Raz podjęta tam decyzja rodziła skutki nieodwracalne. Nie można było pozwolić sobie na jakiekolwiek błędy, które można naprawić, tak jak to bywa czasami na ćwiczeniach na miejscu, w Polsce.

2. Jaka nauka płynie z tej misji? ?
- Irak dał mi możliwość bezpośredniej współpracy z żołnierzami koalicji, a zwłaszcza amerykańskimi. To była wielka szkoła dla nas. Dużym doświadczeniem, mającym wpływ na przygotowania kolejnych kontyngentów wyjeżdżających poza granice Polski, jest konieczność weryfikacji i selekcji kandydatów pod względem psychologicznym. Zdecydowanie inaczej zachowuje się żołnierz w warunkach pokojowych, niż w bojowych, z jakimi w Iraku mieliśmy do czynienia. Tamta misja była doskonałą weryfikacja moich żołnierzy, przede wszystkim ich odporności psychicznej, zmysłu taktycznego, odwagi i konsekwencji w działaniu.

3. A jak wyglądała współpraca z innymi nacjami? ?
- Na miejscu mieliśmy styczność z żołnierzami 12 narodowości. No i nie zapominajmy o Irakijczykach. Poznanie kultury i tradycji narodu irackiego, a także praca w środowisku międzynarodowym nauczyła mnie szacunku i tolerancji dla innych nacji.

LISTA OFIAR JEST DŁUGA

Polska misja w Iraku pociągnęła za sobą aż 28 ofiar. Wśród nich nie było ani jednego żołnierza z 11. Lubuskiej Dywizji Kawalerii Pancernej. Zginęli: ppłk Hieronim Kupczyk (6 listopada 2003), kpr. Gerard Wasielewski (22 grudnia 2003), mł. chor. szt. Marek Krajewski, kpt. Sławomir Stróżak (8 maja 2004), kpr. ndt. Andrzej Zielke, plut. ndt. Tomasz Krygiel (8 czerwca 2004), st. kpr. ndt. Marcin Rutkowski (9 lipca 2004), kpr. ndt. Grzegorz Rusinek, kpr. ndt. Sylwester Kutrzyk (19 sierpnia 2004), kpr. ndt. Krystian Andrzejczak (21 sierpnia 2004), por. Piotr Mazurek, por. Daniel Różyński, kpr. ndt. Grzegorz Nosek (12 września 2004), st. chor. Paweł Jelonek, chor. Karol Szlęzak, mjr Jacek Kostecki (15 grudnia 2004), kpr. Roman Góralczyk (25 grudnia 2005), st. sierż. Tomasz Murkowski (11 listopada 2006), kpr. Piotr Nita (7 lutego 2007), kpr. Tomasz Jura (20 kwietnia 2007), mjr Jarosław Posadzy (17 lipca 2007), sierż. Andrzej Filipek (2 listopada 2007).

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

R
Rg47
W dniu 11.10.2008 o 07:38, ~mieszkaniec~ napisał:

nie zdążyli przeżyć męskiej przygody! lepiej być żywym tchórzem niż martwym bohaterem! Ale niektórzy nauczyli sie strzelać do ludzi! I po to był potrzebny Irak i Afganistan!



To nie wojsko pierwsze strzelało i nie pisz bzdur jeśli masz coś zamiar napisać wpierw pomyśl.
M
MiKo
W dniu 11.10.2008 o 08:59, FMI napisał:

Dzięki Irakowi i Afganistanowi mamy prawdziwą armię, a nie wojsko malowane jak w 1939 r. Bo jesli te misje były niepotrzebne, to po co nam siły zbrojne? Do defilad?


no tak dzięki tej wojnie mamy na utrzymaniu ileś tam sierot,ileś tam inwalidów,ileś tam alimentów.Ale to wojsko spisało sie na "medal" tak mówią generałowie.Dobrze stało się,że w rocznicę bitwy pod Lenino daliśmy wolność Irakijczykom.
F
FMI

Dzięki Irakowi i Afganistanowi mamy prawdziwą armię, a nie wojsko malowane jak w 1939 r. Bo jesli te misje były niepotrzebne, to po co nam siły zbrojne? Do defilad?

~mieszkaniec~

nie zdążyli przeżyć męskiej przygody! lepiej być żywym tchórzem niż martwym bohaterem! Ale niektórzy nauczyli sie strzelać do ludzi! I po to był potrzebny Irak i Afganistan!

Dodaj ogłoszenie