MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Nie brakuje eurosceptyków

BEATA BIELECKA (kali, decha) (95) 758 07 61
Gdy o północy na słubickim granicznym moście zabrzmiała ,,Oda do radości’’ wielu ludzi oniemiało. Ale nie z powodu wzruszenia, ale dlatego, że hymn Europy usłyszeli w języku niemieckim.

- To oburzające - komentowali słubiczanie. - W końcu to my wchodzimy do Unii - mówili.
Zdenerwowania nie krył też burmistrz Ryszard Bodziacki. - Podobno niemiecki chór, który towarzyszył naszemu ,,Adoramusowi’’ miałby trudności z nauczeniem się polskich słów - tłumaczył. - Jestem jednak pewien, że nawet gdyby Niemcy mieli seplenić, byłoby to odebrane bardzo miło - dodał.

Nie brakuje eurosceptyków

Na wysokości zadania stanęli za to politycy. W języku polskim witał Polaków w Europie premier Brandenburgii Matthias Platzeck i nadburmistrz Frankfurtu Martin Patzelt. Z rozszerzenia Unii cieszył się też minister spraw zagranicznych Joschka Fischer.
- Jeżeli naszym ojcom i dziadkom powiedzielibyśmy kiedyś, że będziemy wspólnie w Europie, nikt by w to nie uwierzył - mówił.
- Jest to chwila nadzwyczajna, czujemy, że dzieje się historia - wtórował mu polski minister Włodzimierz Cimoszewicz.
- Obyśmy tylko kiedyś tego nie żałowali - Ryszard Wiśniewski, który w Słubicach mieszka od 30 lat, przyznaje, że jest pełen obaw. - Dla Niemców byliśmy robolami i robolami zostaniemy - mówi. - Zresztą jak świat światem, Niemiec nigdy nie będzie Polakowi bratem - uważa.
Dr Cezary Trosiak, podczas konferencji w Collegium Polonicum, która poprzedziła wieczorne uroczystości, porównał stosunki polsko - niemieckie do małżeństwa. - On i ona na początku obiecują sobie wszystko, ale w momencie gdy zaczyna to się przekładać na język dialogu, okazuje się, że w wielu sprawach trudno im się dogadać - zauważył. Dodał też, że Polacy zaczęli już rozumieć, że zjednoczenie ma swoją cenę.
Czują to ostatnio szczególnie słubickie firmy budowlane, które przegrywają przetargi z dużymi konsorcjami niemieckimi, których oferty są dużo korzystniejsze od naszych.

Euroentuzjastów więcej

- Unia to nasza szansa - uważają jednak studenci z Poznania i Zielonej Góry, którzy wspólnie postanowili powitać Polskę w UE. - Znamy się jeszcze z obozów harcerskich, często się spotykamy, dlatego i teraz musimy być razem - mówi Filip Czerniakow z Zielonej Góry. - Przyjechaliśmy tu też po pieczątkę w paszporcie. Chcemy ją mieć na pamiątkę. Dla potomnych. Wypijemy piwko po jednej i drugiej stronie granicy, pośpiewamy... Z Unią wiążą duże nadzieje. Zwłaszcza ze znalezieniem pracy. Ale jak mówi Karolina Krzyżańska, nie myślą tylko o Zachodzie. - Ja mogłabym mieszkać w Czechach. Kocham Pragę, czeski język. Oni są w lepszej sytuacji niż my, inflacja prawie zerowa, bezrobocie 7 proc. Pod uwagę biorą też Węgry, Słowenię, a także Łotwę czy Estonię. Tam wszędzie lepiej niż w Polsce - uważa. Przy stoliku pod parasolem siedzą też obok słubiccy licealiści. Czekają na występy Stachurskiego i Eweliny Flinty. Wierzą, że Polska skorzysta teraz z unijnych doświadczeń. - Tam się ludziom lepiej powodzi, bo politycy się nie kłócą, nie robią takich przekrętów jak u nas - uważa Marcin, tegoroczny maturzysta. - Mam nadzieję, że teraz i u nas będzie mniej afer. Zachód podpowie, jak rządzić...

Może zyskamy

"Witamy serdecznie" - taki napis pojawił się na gubińskim moście. O tym, że mogło być inaczej miały przypominać dwie budki wartownicze - polska i niemiecka. Tuż obok Polki i Niemki w łużyckich strojach z jednej strony organizujące loterie, z drugiej serwujące regionalne jabłkowe soki i wina. Kontrola dokumentów raczej symboliczna.
- W tym, co się dzisiaj stało, widzę trochę plusów i trochę minusów - mówi mieszkanka Guben Doris Balzer. - Jak zwykle życie pokaże. Najbardziej boję się wpływu wejścia Polski do Unii na nasz rynek pracy.
O północy, w nocy z piątku na sobotę, na gubińskim moście zniszczono symboliczny, kartonowy mur oddzielający Polskę i Niemcy. Z krótkimi mowami wystąpili burmistrzowie Gubina i Guben... Mówiono przede wszystkim o coraz realniejszej koncepcji budowy Euromiasta - jednego miasta położonego w dwóch państwach. Później rozpoczął się festyn w cieniu ruin fary.
- Może, cholera, wreszcie coś z tym zrobią, bo ta nasza Europa jest za mało europejska - skomentował pokazując zabytkową farrę Mirosław Kwieciński.
Europejsko prezentowali się natomiast uczestnicy tradycyjnego już korowodu. Jak żartował jeden z licealistów, po raz pierwszy impreza ta nie była wymuszona. Wszyscy mieli wrażenie, że uczestniczą w wyjątkowym wydarzeniu.
- Przecież nie możemy zawsze tracić, może wreszcie zyskamy...? - uważa licealista.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na gazetalubuska.pl Gazeta Lubuska