Nie było żadnego anty-Katynia - mówi historyk Ireneusz...

    Nie było żadnego anty-Katynia - mówi historyk Ireneusz Wojewódzki

    Tomasz Czyżniewski 68 324 88 34 tczyzniewski@gazetalubuska.pl

    Gazeta Lubuska

    Aktualizacja:

    Gazeta Lubuska

    Podczas wojny polsko-bolszewickiej w latach 1919-1920 zmarło około 20 tysięcy radzieckich jeńców. Do niedawna w propagandzie rosyjskiej było to przedstawiane jako Anty-Katyń. Czy teraz to się zmieni? Rozmawiamy z doktorem Ireneuszem Wojewódzkim, historykiem z Uniwersytetu Zielonogórskiego.
    Ireneusz Wojewódzki ma 37 lat. Jest doktorem nauk humanistycznych, absolwentem Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Zielonej Górze, adiunktem w Instytucie

    Ireneusz Wojewódzki ma 37 lat. Jest doktorem nauk humanistycznych, absolwentem Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Zielonej Górze, adiunktem w Instytucie Historii Uniwersytetu Zielonogórskiego. Specjalizuje się w historii najnowszej ©fot. Paweł Janczaruk

    - W 1990 roku Michał Gorbaczow nakazał wszcząć śledztwo w sprawie mordu polskich oficerów w Katyniu. Ale przy okazji polecił, by szukać w archiwach strat radzieckich. Tak powstał Anty-Katyń, czyli przypomnienie tragedii radzieckich żołnierzy w 1920 roku. Pokazujący, że i Polacy mają sporo na sumieniu. Kilkadziesiąt tysięcy zmarłych jeńców. Miała powstać swoista przeciwwaga. W naszym kraju też niewiele się o tym mówi.
    - Rzeczywiście, problem jest mało znany. Także dlatego, że w powszechnej świadomości wojna polsko-bolszewicka sprowadza się jedynie do bitwy warszawskiej. I nic więcej. W tym jest kłopot. Niewiele mówi się o jeńcach. W środowisku historyków temat jest jednak znany.
    Głównie zajmują się tym dwaj profesorowie: Zbigniew Karpus i Waldemar Rezmer. Problemem nie jest to, że my nie znamy dokumentów, choć pewnie za mało o tym mówimy, tylko to, co wiedzą o tym Rosjanie i co się u nich publikuje.

    - Chyba wiedzą niewiele, skoro podawane są różne liczby zmarłych. Niektórzy publicyści próbują nawet porównać polskie obozy jenieckie z niemieckimi obozami śmierci.
    - Anty-Katyń to polskie pojęcie. Pierwsze oskarżenia pojawiły się w 1921 roku. Mówiło się nawet o rozstrzelaniach. Później była to wykalkulowana na zimno próba zrównoważenia Katania. Że to rewanż Stalina za 1920 rok. Chodziło o to, by pokazać, że nie tylko my jesteśmy źli. Ale taka jest historia. Obciążenia są obustronne.

    - Trzeba przyznać, że są też inne głosy. W ubiegłym tygodniu sprawę przypomniał rosyjski dziennik "Wiadomosti", który rzetelnie przedstawiał informacje, opierając się na dokumentach. Przypominając, że w latach 1918-20 w Armii Czerwonej na cholerę i tyfus chorowało 2,2 miliona żołnierzy, a 283 tysięcy zmarło. Ale w wielu wydawnictwach wciąż pojawiają się żądania wyjaśniania tej sprawy.
    - Ona została wyjaśniona. W 2004 roku w Moskwie został opublikowany zbiór 338 dokumentów w języku rosyjskim. Wydawnictwo miało 900 stron. Co ciekawe, zbiorczo nie publikowano ich w Polsce. Zostały przetłumaczone na język rosyjski, by Rosjanie mieli do nich wgląd. Mogli sami przeczytać, co się w nich znajduje. Chodziło o przekonanie opinii publicznej. W Rosji problemem jeńców zajmuje się profesor Gienadij Matwiejew. Miedzy nim a profesorem Karpusem rozbieżność jest jedna. Według pierwszego, zmarło do 20 tysięcy jeńców radzieckich, a według drugiego, 16-18 tysięcy. Czyli dotyczy to kilku tysięcy ludzi, a nie kilkudziesięciu tysięcy, jak pada w niektórych publikacjach.

    - Rosjanie podają czasami 40, 60 albo nawet 100 tysięcy ofiar.
    - To nieprawda. Można jedynie dyskutować, czy to było 16, czy 20 tysięcy. Nic więcej. Katyń i problem jeńców to nieporównywalne rzeczy. Polacy też umierali w sowieckich obozach. Wszędzie panowały potworne warunki. To nie wynikało z barku szacunku dla jeńców. Państwo dopiero się rodziło. Mieliśmy olbrzymie trudności. Obozy jenieckie odziedziczone po zaborcach były wykorzystywane podczas I wojny światowej. Opuszczone były zniszczone i zaniedbane. Największe znajdowały się w Strzałkowie i Tucholi. Do tego dochodziło kilka innych.
    - W Strzałkowie zmarło 8 tysięcy jeńców. W Tucholi 2 tysiące. W tym obozie jeńcy mieszkali w wielkich ziemiankach, które miały do 90 metrów długości i mogły pomieścić nawet 200 osób. Z czego wynika tak olbrzymia liczba zgonów?
    - Na początku nie było wielkich problemów, bo było mało jeńców, kilka tysięcy. Sytuacja dramatycznie pogorszyła się po bitwie warszawskiej. Wtedy pojawiło się ich dużo więcej. A zima w 1920 roku była bardzo ciężka. W październiku w polskich obozach znajdowało 80-85 tysięcy jeńców. To są szacunki. Obozy były przepełnione. Panowały złe warunki sanitarne. Do tego dochodziły epidemie: tyfusu, grypy, czerwonki, cholery. To był dramat.

    - Chluby nam to nie przynosi.
    - Oczywiście, ale to było wynikiem słabości rodzącego się państwa, a nie kalkulacji i zbrodniczych zamiarów. Zaplanowanego mordu w Katyniu nie można jednak porównywać ze śmiercią jeńców wojennych, którzy znaleźli się w tragicznych warunkach. Na pewno było wiele nagannych zachowań, ale nie było odgórnego rozkazu ani nawet przyzwolenia. Niestety, z całą pewnością nie był to palący problem dla państwa, które miało masę kłopotów. Nie padł jednak rozkaz: Wykończyć. Wręcz przeciwnie. Gdyby Polacy mieli możliwość, to by ich uchronili. Armia też walczyła w łachmanach i żołnierze umierali z epidemii i w złych warunkach sanitarnych.

    - Bitwa warszawska była wielkim zwycięstwem, które uratowało Polskę. Może dlatego tak niewiele mówimy o tysiącach zmarłych jeńców? Nie pasują do jasnego wizerunku.
    - Trzeba o tym mówić. Nawet studenci historii niewiele o tym wiedzą. Nasza przeszłość nie składa się tylko z heroicznych momentów. My przyzwyczailiśmy się widzieć siebie w roli ofiar. Dlatego też chociażby sprawa mordu w Jedwabnem jest kontrowersyjna i tak trudna do przyjęcia przez Polaków. Jeżeli mówimy o zbrodniach, to zbrodniach na Polakach. Tu mamy do czynienia z sytuacją, że umierają Bogu ducha winni żołnierze. Chociaż z polskiego punktu widzenia, to byli najeźdźcy, którzy chcieli nam zafundować sowiecki system. Bolszewicki ustrój. Ale umierają niewinni. Jednak cały czas musimy pamiętać o okolicznościach. Sukces w bitwie warszawskiej i wojnie dlatego był tak wielki, że rzucono wszystkie siły i środki, często zaniedbując inne sprawy. Nie było innej możliwości. Trzeba było wiele poświęcić. Wszystkie siły państwa skierowano na jeden cel - wygranie wojny. Wysiłek całego narodu był gigantyczny. Czasami nawet nie można było patrzeć na inne koszty. To sprawa, o której powinniśmy mówić. Przy całej niemożności porównywania z Katyniem, trzeba powiedzieć, że Polacy zrobili wszystko, by wyjaśnić losy jeńców. Są prowadzone badania, publikacje, archiwa otwarte, niczego się nie ukrywa. Rosyjscy badacze mogli swobodnie szukać dokumentów. Nie ma niedomówień. Nigdy temu nie zaprzeczaliśmy. Dyskusja dotyczyła tylko liczb.

    - Profesor Karpus zaproponował, by zrobić jeszcze imienną listę jeńców, którzy zmarli w Polsce. Z podaniem nazwisk, przyczyn i miejsca śmierci, gdzie kto został pochowany. Przecież my tak bardzo czekamy na odnalezienie tak zwanej białoruskiej listy katyńskiej, z nazwiskami ostatnich pomordowanych oficerów.
    - Myślę, że byłby to piękny gest i zamknięcie sprawy. Należałoby taki wysiłek podjąć.

    - Dziękuję.


    Czytaj e-wydanie »

    Czytaj treści premium w Gazecie Lubuskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (6)

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    GazetaLubuska.pl poleca:

    Wideo