Nie da się żyć od zamachu do zamachu

Agaton Koziński, publicystaZaktualizowano 
Trzy miesiące po zamachu na „Charlie Hebdo” byłem na miejscu tej tragedii w Paryżu. Uderzyło mnie, że pod wejściem do redakcji było morze kwiatów oraz mnóstwo zniczy. Ale wszystkie miały trzy miesiące. Kwiaty dawno zwiędły, w wypalonych zniczach widać było resztki wody, pozostałość po ostatnich deszczach. Widok zaskakujący. Tuż po zamachu w Paryżu wzmożenie sięgnęło zenitu. Ulicami europejskich miast ciągnęły kolejne manifestacje, na których czele szli najważniejsi europejscy politycy protestujący i przeciwko terroryzmowi, i przeciwko próbie cenzorowania za pomocą kałasznikowów pracy dziennikarzy. Internetowe media społecznościowe pełne były osób, które głośno krzyczały „Je suis Charlie”. Wydawało się wtedy, że na naszych oczach rodzi się nowy ruch społeczny. Zawiązuje wspólnota, która razem położy swobodzie, z jaką dżihadyści przeprowadzają zamachy. Tymczasem minęły trzy miesiące i nikt nie pamiętał o wydarzenia ze stycznia. Żaden paryżanin nie widział już powodu, by przed redakcją „Charlie Hebdo” zapalić znicz, czy położyć świeże kwiaty. Nikt nawet nie pamiętał o tym, że wypadałoby uprzątnąć stare.

Od tego czasu Francja doświadczyła jeszcze dwóch dużych zamachów terrorystycznych. Oba miały kilka wspólnych cech. Jedną z nich byli napastnicy - islamscy radykaliści. Drugą - fakt, że po poprzedni zamach praktycznie uleciał ze zbiorowej pamięci. Zainteresowanie ludzi było już w całkowicie innym miejscu niż tam, gdzie można było ją dostrzec tuż po zamachu. Można opisać schemat postępowania: atak-zbiorowe przerażenie-krótkie odreagowanie w postaci marszy, demonstracji-przejście do innych spraw.

Właśnie w tym miejscu widać największą różnicę między islamskimi terrorystami a Europą. Dżihadyści są skupieni na swoim celu, Europejczycy krążą od tematu do tematu. Był zamach, ale po nim było Euro, wystąpił Brexit, w międzyczasie wszyscy zaczęli szukać Pokemonów. I cykl zaczyna się od początku. Znów mamy zamach, który za chwilę przykryje pewnie jakiś inny ważny temat. Choćby olimpiada.

Inaczej do tego podchodzą radykałowie muzułmańscy. Liczba uderzeń, które przeprowadzają, skala zjawiska wskazuje niezbicie, że dążą oni do sytuacji, którą można określić jako wojnę cywilizacji. Nie przypadkiem każdemu atakowi z ich strony towarzyszy okrzyk „Allah Akbar”. Oczywiście, ten zwrot ma wydźwięk religijny, ale ma też wymiar etniczny, czy też cywilizacyjny. Tak samo ja nie ma przypadku w tym, jak często zamachowcy podkreślają, że atakują „niewiernych”, „krzyżowców”.

Tyle, że o prawdziwej wojnie można mówić dopiero wtedy, gdy po dwóch stronach stoją dwie armie. Tymczasem Europa cały czas nie umie (albo nie chce) nazwać rzeczy po imieniu. Cały czas kolejne ataki traktuje tak, jakby to były odosobnione przypadki, których nie należy łączy ze sobą. Za każdym razem dyskusja po zamachach schodzi na plan taktyczny - ilu policjantów powinno pilnować poszczególnych miejsc, czy wydarzeń, żeby uniknąć tragedii w przyszłości, ile wojska należy wysłać przeciwko Państwu Islamskiego, żeby je pokonać, itp. Jak ognia unika się języka, którego bez oporu używają muzułmanie, a więc języka wojny cywilizacji.

W tym zdaje się tkwi główny problem w wojnie z terroryzmem. Skoro brakuje właściwej definicji wyzwania, trudno znaleźć właściwą na niego odpowiedź. I nie dotyczy to tylko Francji - choć ona ostatnio najczęściej pada ofiarą ataków dżihadystów. Cała Europa Zachodnia woli opisywać problem wąskim językiem taktyki, a nie szerokim językiem wyzwania cywilizacyjnego. To sugeruje, że właśnie dlatego ciągle brakuje nam umiejętności działania adekwatnego do sytuacji.

Europa wymaga uporządkowania hierarchii ważności celów. Nie można gonić od wydarzenia do wydarzenia, od zajawki do zajawki. Trzeba jasno zdefiniować najważniejsze zagrożenia i skupić się na tym, w jaki sposób je rozwiązać. Nie dotyczy to tylko najważniejszych polityków, ale wszystkich Europejczyków. Bo to nam wszystkim wypowiedziano wojnę.

polecane: FLESZ: Niebawem zmiana czasu, jedna z ostatnich

Wideo

Materiał oryginalny: Nie da się żyć od zamachu do zamachu - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

A
Administrator

To jest wątek dotyczący artykułu Nie da się żyć od zamachu do zamachu

s
spokojny

„Trzeba jasno zdefiniować najważniejsze zagrożenia i skupić się na tym, w jaki sposób je rozwiązać”. Ale właśnie to podsumowujące zdanie jest przykładem postawy krytykowanej w artykule.

Gadanie, gadanie, gadanie. I nic nie robienie. Poproszę więc o konkretne propozycje potrzebnych rozwiązać a nie ciągle tylko narzekania „niech to Unia i NATO załatwi”.

Unia i NATO to my też jesteśmy więc sami pokażmy te rozwiązania w praktyce
a tu tylko gadanie, gadanie, gadanie.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3