Wyszukiwarka wyborcza

Wybory Parlamentarne

Sprawdź wyniki wyborów w Twoim okręgu

Nie zabijać kolorowych ptaków!

Zdzisław Haczek
Delikatnego Kaspara Hausera zagrał Dawid Rafalski
Delikatnego Kaspara Hausera zagrał Dawid Rafalski fot. Bartłomiej Kudowicz
Na zielonogórskiej scenie narodził się tajemniczy Kaspar Hauser - zbyt kłopotliwy ze swoją wrażliwością dla świata, by ten mógł pozwolić mu żyć. Narodził się też spektakl, który poraża swoją filmowością, choreografią, pomysłowym gestem... Pozwólmy mu żyć!

[galeria_glowna]
Jak się nazywasz? Jak masz na imię? Ile masz lat? Kim jest twoja matka? Kim jest twój ojciec? - takimi pytaniami dręczony jest 17-letni Kaspar Hauser, gdy pojawia się znikąd. Społeczność, której nagle zburzył spokój, jest zafascynowana tą młodą, nieskażoną istotą, która prawie nie umie mówić. Jaki potwór więził chłopca w izolacji od świata? Kto skazał go na dorastanie bez kontaktu z innymi ludźmi?

Nie, "Kaspar Hauser" w Lubuskim Teatrze nie jest kryminałem czy inną sensacją. I nie powyższe pytania są sednem sztuki. Choć bohater jest postacią autentyczną: 26 maja 1828 r. faktycznie pojawił się na ulicach Norymbergii, a został zamordowany pięć lat później. Choć jeszcze kilka lat temu, za pomocą badań DNA, sprawdzano, czy "sierota Europy", bo tak sensacyjnie go ochrzczono, nie był spokrewniony z księciem Badenii...

"Kaspar Hauser" na zielonogórskiej scenie jest tak ponadczasowy, jak wymyka się epoce lokalizacja szpitala, w której społeczność próbuje "hodować" Kaspara na swój obraz i podobieństwo. Chłopiec - "dziecko natury" - to wznosi ramiona naśladując lekarza, to księdza. Nawracany, badany, kuszony, uwodzony, pożądany, niemal gwałcony, tresowany - ma stać się człowiekiem, nieodrodnym przedstawicielem stada.

Ale ufny, nadwrażliwy Kaspar nie chce krakać jak inni. Na każdy odruch bliskości, również tej fizycznej, reaguje przejmującym: "Mama?". Bo tak doskonale wyposażony w szereg doktryn świat nie może dać mu jednego - zaspokoić podstawowej dziecięcej tęsknoty.

Pyta więc zielonogórski "Kaspar Hauser" o to, co nas czyni człowiekiem. Nazwisko? Imię? Wiek? Pyta o granice własnej wolności w społeczeństwie. I obnaża system uszczęśliwiania na siłę...

A wszystko w formie gigantycznego teledysku, gdzie burmistrz, profesor, lekarz, duchowny, nauczyciel, zastęp pielęgniarzy nagle rusza w szalone tany w rytmie "The Banana Song" - jednego z przebojów ze ścieżki dźwiękowej komedii Tima Burtona - "Sok z żuka". Jeśli już jesteśmy przy Burtonie, to już tylko skok - co podpowiada zresztą odpowiedzialny za muzykę Damian Neogenn Lindner - do "Edwarda Nożycorękiego" - innego odrzuconego nadwrażliwca. Ale w zalęknionym, niepewnym Kasparze w kreacji Dawida Rafalskiego jest też coś z delikatnego "Ptaśka", szykującego się do lotu w zakłamanym świecie.

Poraża i unosi zielonogórski "Kaspar Hauser" swoją filmowością. W powtarzalności pewnych gestów, w tym wypełzaniu przedstawicieli społeczeństwa (ubranych przez Elżbietę Terlikowską) na scenę, by tu albo oddawać się a to radosnej degeneracji, albo biciu w piersi, są jakieś echa "Tanga" mistrza animacji Rybczyńskiego.

Całość składa się z pomysłowych perełek. Dwie pielęgniarki, śpiewając Kasparowi kołysankę, wymieniają się kosmetycznymi nowinkami. Dają chłopcu tylko sztuczną, "obowiązkową" namiastkę ciepła, które w świecie botoksu i kolagenu staje się czymś coraz bardziej odległym, obcym.

Duszpasterz dźwiga drabinę, by albo się na niej samopoliczkować, albo wspinać na jej szczyt, żeby będąc bliżej Boga, górować nad pozostałymi. Pielęgniarz sunący w procesji wdeptuje w g... Z takich pomysłów, gestów, wdzięcznie wygranych przez 17 aktorów, pod dyktando odpowiedzialnego za ruch Juliana Hasieja, składa się spektakl.

Z tym dyktandem nie można jednak przesadzać. - Reżyseria zbiorowa! - podkreśla dyrektor LT Robert Czechowski, wyjaśniając, że przedstawienia nie dał rady z przyczyn osobistych wyreżyserować pomysłodawca Sławomir Batyra (z Julią Holewińską autor adaptacji). Rzecz pod opieką R. Czechowskiego cały czas się rozwija dzięki inwencji wszystkich zaangażowanych w nie osób - armii aktorów przede wszystkim.

Czyli spektakl żyje. Niewykluczone, że za kilka tygodni zobaczymy na scenie innego Kaspara Hausera. Moment, kiedy nagi odchodzi ze świata, pewnie będzie jednak tak samo przejmujący. Podobnie jak finałowy krzyk Pani Behold (Elżbieta Donimirska), która była szczęśliwa, ale będąc poza swoim ciałem. W doczesnym piekle szczęście jest niemożliwe.

"Kaspar Hauser" - prawdopodobnie najlepszy dotychczas spektakl w kadencji obecnego dyrektora Lubuskiego Teatru Roberta Czechowskiego.

Wideo

Komentarze 7

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

r
redaktor
W dniu 31.03.2009 o 16:25, vicek napisał:

A może pan dyrektor teatru odpowie? Przecież on chyba wie dlaczego spektakl nie został dokończony przez reżysera. A jak nikt nic nie wie, to może pan Haczek zadzwoni do Batyry i zaproponuje mu wywiad, na pewno byłaby to bardzo ciekawa lektura .



Może zwykła rzetelność dziennikarska zmobilizuje Pana Haczka do odpowiedzi i weryfikacji głoszonych tez?
Np. ile wydano na Wizytę... i ile osób naprawdę ją obejrzało?
r
redaktor
W dniu 31.03.2009 o 16:25, vicek napisał:

A może pan dyrektor teatru odpowie? Przecież on chyba wie dlaczego spektakl nie został dokończony przez reżysera. A jak nikt nic nie wie, to może pan Haczek zadzwoni do Batyry i zaproponuje mu wywiad, na pewno byłaby to bardzo ciekawa lektura .



Może zwykła rzetelność dziennikarska zmobilizuje Pana Haczka do odpowiedzi i weryfikacji głoszonych tez?
Np. ile wydano na Wizytę... i ile osób naprawdę ją obejrzało?
v
vicek

A może pan dyrektor teatru odpowie? Przecież on chyba wie dlaczego spektakl nie został dokończony przez reżysera. A jak nikt nic nie wie, to może pan Haczek zadzwoni do Batyry i zaproponuje mu wywiad, na pewno byłaby to bardzo ciekawa lektura .

k
krytyk
W dniu 29.03.2009 o 21:53, ruda napisał:

Panie Haczek napisz pan w końcu coś od siebie, a nie recenzje uzgadniane z dyrektorem teatru, który poprzez pana manipuluje opinią publiczną.Ten spektakl dobry to mógłby być, gdyby nie te tandetne "numeraski", które pan nazywasz "perełkami". Tandeta pod publiczkę.Jedynie zrobiona przez głównego bohatera zasługuje na brawa-chłopak naprawdę był wiarygodny, ale panie dyrektorze lepiej nie zapraszaj pan więcej tak zdolnych ludzi, bo miejscowi aktorzy nabawią się kompleksów, niestety w tym przedstawieniu odtwórcę głównej roli dzieli od pozostałych przepaść.Gość, który grał rolę magistra chyba nic więcej nie potrafi, tylko się drzeć na scenie. Te kolorowe ptaki, to raczej popularne "pawie teatralne".Ciekawy jestem jakie to osobiste przyczyny skłoniły pierwszego reżysera do rezygnacji?



Proszę Pana Haczka aby odpowiedział na pytanie Gdzie się podział reżyser Batyra?
v
vicek

Zgadzam się z wcześniejszymi opiniami. Dodam tylko, że publiczność na widowni raczej nie podziela optymizmu autora recenzji, oklaski po spektaklu były raczej marne i gdyby nie to, że aktorzy swoimi kolejnymi wyjściami do ukłonów wymuszali sztuczne podtrzymanie oklasków, to zamilkły by one po kilku sekundach. Nie jest to tylko moja opinia, ale wiele osób, które siedziały wokół mnie głośno wyrażały podobne.

r
ruda

Panie Haczek napisz pan w końcu coś od siebie, a nie recenzje uzgadniane z dyrektorem teatru, który poprzez pana manipuluje opinią publiczną.
Ten spektakl dobry to mógłby być, gdyby nie te tandetne "numeraski", które pan nazywasz "perełkami". Tandeta pod publiczkę.
Jedynie zrobiona przez głównego bohatera zasługuje na brawa-chłopak naprawdę był wiarygodny, ale panie dyrektorze lepiej nie zapraszaj pan więcej tak zdolnych ludzi, bo miejscowi aktorzy nabawią się kompleksów, niestety w tym przedstawieniu odtwórcę głównej roli dzieli od pozostałych przepaść.
Gość, który grał rolę magistra chyba nic więcej nie potrafi, tylko się drzeć na scenie. Te kolorowe ptaki, to raczej popularne "pawie teatralne".
Ciekawy jestem jakie to osobiste przyczyny skłoniły pierwszego reżysera do rezygnacji?

r
rippa

No cóż z całym szacunkiem dla Pana Zbigniewa.To przedstawienie to dno totalne,po 10 minutach miałam ochote wyjść,niedograne,przerysowane,przekrzyczane,zbyt chaotyczne, nie rozumiem po co zostało one wystawione.Szkoda słów!

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3