Niewiele brakowało, a padłabym ofiarą tego "wampira" - pisze do nas pani Barbara

Dariusz Chajewski
Dariusz Chajewski
To zdjęcie Józefa Pluty przypomniało pani Barbarze te straszne chwile
To zdjęcie Józefa Pluty przypomniało pani Barbarze te straszne chwile Archiwum
Pani Barbara (imię zmienione) prosi, aby nie podawać jej nazwiska. "Wampira" się nie boi, ale pewnie żyją jego krewni. Gdy w artykule o seryjnym mordercy Józefie Plucie zobaczyła jego zdjęcie, poczuła się jak sparaliżowana. To był on. Ten sam mężczyzna, przed którym uciekała w pociągu...

Działo się to w roku 1978. Był to koniec kwietnia lub maj...
Wsiadłam do pociągu do Krzyża, do klasy pierwszej. Był to ostatni wagon. Miałam jechać trzy godziny, byłam niewyspana. Miałam wówczas 24 lata i malutkie dziecko. Zasnęłam na początku podróży, w przedziale było wielu ludzi. Siedziałam w środku - nie przy oknie i nie przy drzwiach.
Obudziło mnie chodzenie kogoś, a on sprawdzał, czy wszyscy już wysiedli. Do tego wniosku doszłam potem. Obudziłam się i widzę, że na korytarzu stoi facet. Nie był młody już, nie za wysoki i się patrzy na mnie. Nie stał naprzeciwko mojego przedziału, stał przy sąsiednim. Potem zniknął - sprawdzał, kto wysiadł. Potem znów się pojawił i patrzył. Jak morderca. Byłam pewna, że w pociągu są ludzie. Byłam w przedostatni przedziale, dalej był tylko ostatni i ubikacja.
Patrzyłam na niego i bałam się. W pewnej chwili wszedł do mojego przedziału. Wstałam i zasłoniłam się torbą, gotowa bronić się nią. On oszacował mój wygląd, mój wzrost. Poczułam, że troszkę byłam za wysoka. Mam 168, miałam obcasy - może 5 cm - grube, nie takie cienkie, jak teraz.

10 września minęła rocznica tragicznych wydarzeń, które wstrząsnęły mieszkańcami województw Wielkopolskiego oraz Lubuskiego. FB Ciemnej Stronie Poznania udało się dotrzeć do domu, w którym doszło do morderstwa czteroosobowej rodziny z rąk Pluty. Ależ te foty mają klimat...

Wampir grasujący po Lubuskiem i Wielkopolsce spowodował psyc...

To oszacowanie, mierzenie wzrokiem, czy da radę, było ważne. Byłam szczupła, ale przez półtora roku ćwiczyłam judo, więc chyba byłam silna. Tak teraz myślę. W tamtej chwili silna się nie czułam, bo on wciąż łapę trzymał na tym kolanku od rury. Trzymał je w taki sposób, że kolanko miał w kieszeni tego szarego garniturku, łapę trzymał pod tym kolankiem, wystawała część wypukła. Było ciężkie, kieszeń aż się prawie urywała. Kazałam mu wyjść z przedziału, na co on wybełkotał - że są w nim jeszcze miejsca. Odpowiedziałam mu ostro ze puste miejsca są na pewno i gdzie indziej. Wyszedł na lewo, a ja wzięłam torbę i pędzę na przód wagonu, mijam kolejne zupełnie puste przedziały. Jestem pewna, że on mnie goni i że zaraz zdzieli mnie po głowie - tym kolankiem.

Na końcu był przedział, w którym siedzieli sami mężczyźni. Czterech ich chyba było i grali w karty. Spróbowałam przejść dalej, do następnego wagonu, ale drzwi były zamknięte. W pierwszej chwili chciałam wpaść do tego przedziału i krzyczeć, wrzeszczeć - Tam jest morderca!

Jednak zobaczyłam, że korytarz naszego przedziału jest pusty, jego nie ma. Pomyślałam, że zamknął się pewnie w WC.
Stałam na korytarzu, przy przedziale pierwszym z tymi mężczyznami i poczułam się bezpieczniej. Za 20 minut miałam następny pociąg do Łodzi. Jechałam do męża, byliśmy zaproszeni na dwa wesela - jedno w sobotę,- w akademiku, drugie w niedzielę. Bałam się, ale byłam przy ludziach.
To jednak był koniec kwietnia i musiał być to piątek wieczorem. Mąż kupił w sklepie spożywczym, w łodzi truskawki i teraz myślę, czy to możliwe, że truskawki były już tak wcześnie ?
Przez te lata czasem myślałam, że powinnam była zawiadomić policję, wpaść do tego przedziału, ale żeby chociaż jedna kobieta wśród nich siedziała, to pewnie bym tak zrobiła. On mógł już wcześniej wyskoczyć, bo pociąg dojeżdżał do Krzyża.

Wiem, że ten dziad chodził i sprawdzał, czy oni wysiedli i byłabym sama z nim w całym wagonie. W ostatnim wagonie tego pociągu zabiłby mnie, gdy jeszcze spałam.

Był jednak ostrożny i kilka dni temu przypomniałam sobie tę sytuację, po jakimś filmie i analizowałem sobie, że taki ktoś mógłby być seryjnym morderca. Twarz jego pamiętam bardzo dobrze, jego sposób mówienia, wzrost. Wpisałem - seryjny morderca i zobaczyłam jego zdjęcie. Jego portret pamięciowy, ten narysowany, nie pasuje do niego. Nie miał wąsów i twarz jest za sprytna, bardziej inteligentna niż Józefa Pluty. Ale jego zdjęcie...
To niedobrze, że on mógł sobie tak podróżować. Dlaczego wybrał klasę pierwszą? Twarz miał bez emocji - jak na zdjęciu. On zajęty był całkowicie działaniem, ale oszacował mój wzrost. Napisałam ten list i mam zamiar znów o nim zapomnieć. Tylko zapomnieć nie można o jego późniejszych ofiarach i tych, o których nie wiemy. Tych z pociągów...
Dziękuję za napisanie artykułów o Plucie, a najważniejsze było zdjęcie. O niczym wcześniej nie wiedziałam. Nie mieszkałam w tym rejonie. Czuję wdzięczność, że go złapano i trochę pretensji do siebie, że tak późno go złapano...

Pozdrawiam serdecznie.

POLECAMY PAŃSTWA UWADZE:

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie