Niewielki staw, który jest dla mieszkańców wielkim kłopotem. W zbiorniku w centrum zielonogórskiej Łężycy pływają śnięte ryby i śmieci

Natalia Dyjas-Szatkowska
Natalia Dyjas-Szatkowska
W stawie w Zielonej Górze Łężycy można zobaczyć śnięte ryby. Mariusz Kapała
Niewielki staw w Zielonej Górze Łężycy to dla niektórych spory kłopot. Szczególnie latem, gdy zapach utrudnia codzienne funkcjonowanie. W płytkim zbiorniku ma dochodzić do procesów gnilnych, zdychają ryby. Mieszkańcy proszą o interwencję, nie chcą mieć w swoim sąsiedztwie takiego problemu.

Niewielki zbiornik w sołectwie Łężyca. A w nim... śnięte ryby, które pływają tuż obok śmieci. Problem stawu to dla niektórych mieszkańców, szczególnie tych, którzy żyją przy nim na co dzień, utrapienie. Przede wszystkim latem, gdy zapach utrudnia codzienne funkcjonowanie, choć zimą problem stawu też nie znika.

Wideo: Będą kolejne zmiany w Zielonej Górze:

- Ten staw naprawdę śmierdzi - mówi nam jeden z mieszkańców, który już od jakiegoś czasu próbuje interweniować w tej sprawie w różnych instytucjach. - Latem, mniej więcej od sierpnia, aż do zimy, nie można było otworzyć okna. Obecnie też pływają śnięte ryby, ale już tak nie śmierdzi. Teraz woda jest zimna i proces gnilny został zatrzymany. Wszyscy odbijają piłeczkę, że to nie jest ich i winnych nie ma. A winni mają być niby mieszkańcy, bo wpuścili ryby.

Jednak mieszkaniec uważa, że problem leży po prostu w niedbaniu o staw przed odpowiednie za to instytucje. Pierwszy raz kłopot z nieprzyjemnym zapachem ze stawu zaczął się już dwa lata temu. Mieszkaniec opowiada, że ryby wtedy zdechły, a zbiornik został chemicznie oczyszczony. Problem znikł do kolejnego roku. Latem 2020 roku znów powrócił.

- Jak wszystko zaczyna gnić, to robi się przyducha, jak robi się przyducha, to zdychają ryby i jest reakcja łańcuchowa - słyszymy od mieszkańca sołectwa.

Co w takim razie zrobić? Mężczyzna uważa, że kłopot mogłoby rozwiązać pogłębienie stawu. Ale też wymuszenie obiegu wody odpowiednim sprzętem. By w stawie był regularny ruch wody.

Zielonogórzanin postanowił nie czekać bezczynnie. Zwrócił się z prośbą o pomoc m.in. do radnego Dariusza Legutowskiego, ale i radnych dzielnicy. By "śmierdzący" problem stawu przestał być utrapieniem.

Radny składa pisma i próbuje pomóc mieszkańcom

Radny Koalicji Obywatelskiej Dariusz Legutowski zwracał się (jeszcze w 2019 roku) z prośbą o interwencję do różnych instytucji.

- Sprawę zgłosili mi mieszkańcy. Jak tego stawu się nie napowietrzy, to tam co chwilę będzie się coś działo - mówi Dariusz Legutowski. - Latem staw po prostu bardzo śmierdzi. Zimą znów ryby zdychają z braku tlenu. Kiedyś teren był niewykoszony. Do stawu wpadały liście. Te w wodzie gniły i brakowało tlenu. Później miasto ten teren zaczęło wykaszać. Trochę to pomogło. Ale nadal rosną tu drzewa. Spadające z nich do wody liście wciąż są problemem.

A gdyby problematyczny staw po prostu... zasypać? Okazuje się, że to mogłoby spowodować jeszcze większe kłopoty.

- Bo do niego wpływa woda z drogi - wyjaśnia nam radny. Ale i z okolicznych podwórek, położonych nieco wyżej. Stąd też zbiornik pełni rolę retencyjną.

Zasypanie stawu mogłoby powodować zalewanie pobliskich terenów. Gdzieś w końcu ta woda opadowa musi trafić.

Interwencje w instytucjach, miasto sprząta teren

I tak radny Legutowski już jakiś czas temu zaczął podejmować interwencje w tej sprawie. Wysłał prośbę do Biura Gospodarki Komunalnej Urzędu Miasta Zielona Góra o wyczyszczenie stawu. Jednocześnie skierował także pismo do Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Zielonej Górze z prośbą o przyjrzenie się tematowi.

WIOŚ informował wtedy radnego m.in. o tym, że na miejscu stwierdzono bardzo niski poziom zwierciadła wody w stawie. Zaś charakterystyczny zapach i kolor wody wskazywał na niski poziom tlenu oraz prawdopodobnie zachodzące procesy gnilne... Jednak warto podkreślić, że sprawa nie podlega kompetencjom WIOŚ-u. Wnioski przekazano dalej, w tym m.in. do prezydenta Zielonej Góry.

Jesienią 2019 roku miasto informowało radnego, że staw został oczyszczony z pływających zanieczyszczeń, wykoszono skarpy i wysprzątano teren. Wtedy też prezydent Kubicki w oficjalnej odpowiedzi tłumaczył m.in., że:

- Zapewnienie warunków wodnych w stawie, które są oczekiwane przez mieszkańców, są nie do osiągnięcia, nawet przy kosztownym usunięciu osadów dennych - tłumaczył włodarz miasta. - W tym wypadku niezbędna byłaby całoroczna konserwacja instalacji (staw wymaga sztucznego napowietrzania wody, wymiany wody i jej okresowego uzupełniania), na którą nie ma zabezpieczonych środków w budżecie miasta.

Kolejny rok i kolejne martwe ryby. Co dalej?

Na początku 2021 roku mieszkańcy znów poprosili radnego Legutowskiego o pomoc. Bo w wodzie można było zobaczyć kolejne martwe ryby.

Co na oficjalną interpelację odpowiedział zielonogórski magistrat?

- Departament przedsiębiorczości i gospodarki komunalnej podtrzymuje stanowisko, że nie ma żadnych racjonalnych przesłanek, by w tak małym stawie, w każdym czasie były warunki do bytowania ryb - odpowiada w piśmie prezydent Janusz Kubicki.

Magistrat informuje jeszcze, że zlecona do tego firma oczyściła staw, wykosiła porosty rosnące wokół niego. Konserwację w zeszłym roku powtarzana cztery razy, co kosztowało w sumie prawie 7,4 tys. zł...

Mieszkańcy nie zamierzają odpuszczać tematu. Planują dalsze spotkania. Postaramy się wrócić do sprawy.

WIDEO: Tak zielonogórskie kamienice odzyskują blask

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie