Nowatorski sposób uprawiania historii języka

Grażyna Zwolińska
Kiedy prof. Marzanna Uździcka jakieś 7-8 lat temu zainteresowała się historią języka, nie spodziewała się, że będzie to aż tak pasjonująca przygoda.
Kiedy prof. Marzanna Uździcka jakieś 7-8 lat temu zainteresowała się historią języka, nie spodziewała się, że będzie to aż tak pasjonująca przygoda. archiwum UZ
Językoznawca? Historyk języka? To na pewno musi być nudziarz! Strach się przy takim odezwać, bo zaraz zacznie nam zwracać uwagę. Strach coś napisać, bo natychmiast wyciągnie czerwony długopis i będzie poprawiać. A to nie tak…

Prof. UZ dr hab. Marzanna Uździcka, obecnie dyrektor Instytutu Filologii Polskiej, przez większość swego zawodowego życia zajmowała się współczesnym językiem polskim. Opisywała jego stan, objaśniała, rejestrowała nowe zjawiska. Jakieś 7-8 lat temu zainteresowała się historią języka. Nie spodziewała się wtedy, że będzie to aż tak pasjonująca przygoda.

Na swojej nowej naukowej drodze pani profesor spotkała dwa tysiące dziewiętnastowiecznych rękopisów.
Spały sobie lata całe we wrocławskiej bibliotece Ossolineum. Jedne napisane były pięknym kaligraficznym pismem. Niemal bez problemu można je było odczytać. Z innymi już tak łatwo nie było. Pismo niezbyt wyraźne, litery trudne do odcyfrowania, jakieś zamazania, koślawości, dopiski. Ale największą zagadką było to, kto jest autorem tych rękopisów. A ściślej - kim są ich autorzy, bo teksty dotyczyły różnych dziedzin wiedzy. Śledztwo trwało półtora roku, zanim udało się to ustalić. W takich sytuacjach naukowiec ma prawo czuć się jak detektyw, drobiazgowo, krok po kroku zmierzający do odkrycia zagadki.
Rękopisy, które badała prof. Uździcka, okazały się być notatkami rejestrującymi wykłady na pierwszej polskiej akademii rolniczej, czyli w Instytucie Agronomicznym. Dziś to Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie.

Rękopisy obejmowały dwanaście dziedzin. Nie wystarczyło tylko je odczytać. Kolejnym etapem było wgłębienie się w ich treść. Dla filologa, dla humanisty, to niełatwe zadanie. Badając rękopisy dotyczące fizyki czy chemii, trzeba zapoznać się z teoriami naukowymi z tamtych czasów, zobaczyć, jak się one ścierały. Poznać ówczesne znaczenie istniejących też dziś słów. Bo choćby takie. mnożenie, było definiowane zgodnie z ówczesnym sposobem widzenia świata, jako pospieszniejsze dodawanie.
Dużo pułapek czekało na badaczkę w tekstach o tematyce chemicznej. Warto pamiętać, że wiek XIX był czasem wielu odkryć i rozwoju nauki. W związku z tym trzeba było te wszystkie nowości jakoś ponazywać. Już wcześniej była tendencja do kształtowania rodzimego języka naukowego, do tworzenia polskiej terminologii naukowej. Rozpoczął się np. proces nazywania pierwiastków chemicznych. W momencie, gdy prof. Uździcka zajęła się rękopisami, pewne opracowania na temat naukowego nazewnictwa już były. Dzięki jej pracy można było je zweryfikować. Dotyczyło to np. czasu kształtowania się polskich nazw pierwiastków.
Zapisał ktoś w notatkach z wykładów, które badała, słowo kwasoród. Ten dziwoląg to nic innego, jak nasz dzisiejszy tlen. Nazwa tlen została wprowadzona przez jednego z ówczesnych dyrektorów Instytutu Agronomicznego dopiero w połowie XIX w.. Kwasoród miał do towarzystwa wodoród, czyli wodór, saletroród, czyli azot. Rtęć to merkuriusz, żywe srebro, albo po prostu rteńć. Najwięcej określeń było na pierwiastek cer, bo cerer, cererer, cererium, cerium. Różne nazwy tych samych pierwiastków chemicznych funkcjonowały równolegle i dopiero pod koniec XIX w. ukształtowały się w podobnym do dzisiejszego kształcie.
Chyba wcześniej prof. Uździckiej nawet przez myśl nie przeszło, że jako polonistka będzie się zajmować takimi sprawami i że tak ją, mówiąc może mało elegancko, wkręcą. Bo, jak podkreśla pani profesor, rękopisy mają jedną szczególną cechę: w odróżnieniu od tekstów drukowanych, posiadają duszę.
Biorąc rękopis do ręki, wiemy, że przed laty ktoś konkretny to pisał. Widać jego emocje, jakaś litera napisana krzywo, jakiś dopisek. To żyje. Prof. Uździcka podkreśla, że obcuje się wtedy nie tylko z samą materią tekstu, ale i z tamtymi czasami, z tamtym człowiekiem. Nabiera się do niego emocjonalnego stosunku. Tworzy się specyficzna więź między dawno już przecież nieżyjącym autorem zapisków a współczesnym naukowcem. To zupełnie nowy, pasjonujący wymiar uprawiania językoznawstwa. Dziś pani profesor sama dziwi się temu, że wtedy, gdy zajmowała się współczesnym językiem, sądziła, że historia języka jest po prostu nudna.

Prof. Marzanna Uździcka pracuje w Zakładzie Komunikacji Językowej. Na podstawie swoich badań napisała książkę "Studium kształtowania się kompetencji językowej agronoma". Pokazała w tej pracy także i to, że przekonanie, że czas zaborów był okresem upadku języka (bo rusyfikacja, germanizacja) to mit. Tak naprawdę o kondycji języka decydują ludzie, którzy go używają. Jeśli nawet w najtrudniejszych czasach dbają o język, rozwijają go, to nie ma on szans zginąć. W trudnym XIX w., dzięki wielu wspólnotom, choćby agronomów, ale też np. dzięki towarzystwom naukowym, towarzystwom przyjaciół nauki, język polski miał się całkiem dobrze i rozwijał się. Na co dowodem jest choćby to, że wiek XIX to czas dużego rozwoju rodzimej terminologii naukowej.
Nie tylko prof. Uździcka bada funkcjonowanie dawnego języka polskiego w różnych wspólnotach. Inni naukowcy z Zakładu Historii i Pragmatyki Języka Polskiego, z którym współpracuje, też idą taką językoznawczą drogą. Badają protokoły np. z zebrań towarzystw społecznych i środowisk emigracyjnych, roty sądowe, polemiki z przeciwnikami politycznymi, teksty cechu… piwowarów. Oprócz wielkiej wiedzy o języku, muszą wykazać się umiejętnością zagłębienia się w dziedzinę życia, której te rękopisy dotyczą. Poznawanie jej pozwala zrozumieć, jak kiedyś ci ludzie funkcjonowali, co myśleli, co przeżywali, jakie były realia dziedziny życia, której dotyczą zapiski. Naukowcy nie tylko więc badają samą materię języka, ale dają też odpowiedzi na pytania, jaki był cel jego używania, kim byli używający go ludzie, jakie myśli przekazywali, jaki był świat, który ich otaczał.

Ten nowatorski sposób uprawiania historii języka doczekał się ogólnopolskiego uznania. Zielonogórską szkołę badania dziejów używania języka, której twórcą jest prof. Stanisław Borawski, za nowy kierunek badań uznała Polska Akademia Nauk. Zakład Historii i Pragmatyki Języka Polskiego, którym kieruje prof. Borawski otrzymał w związku z tym duży grant z ministerstwa nauki i szkolnictwa wyższego na dalsze badania języka polskiego tą metodą. Zielonogórskich naukowców czeka więc kontynuacja podróży przez dawny polski język, podczas której na pewno jeszcze wiele razy staną się odkrywcami.

Oferty pracy z Twojego regionu

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie