Wszystko zaczęło się w 2009 roku, kiedy w poznańskim centrum handlowo-kulturalnym Stary Browar, pojawiło się całkiem spore stadko, niespełna półmetrowych, fioletowych zajęcy, które szefostwo placówki zamówiło nie gdzie indziej, jak w nowosolskiej firmie Malpol, potentata w tego typu przedsięwzięciach.

Stworzenia szybko zyskały sympatię mieszkańców stolicy Wielkopolski, a w szczególnośći najmłodszych poznaniaków, którzy po pomalowaniu zwierzaków, mogli zabrać do domu swoich nowych podopiecznych.

Zobacz też: Nowosolski Malpol buduje wizytówkę miasta

Rok później do małych zajęcy dołączyły większe, bo 2,5-metrowe, które zdecydowanym krokiem wyszły ze Starego Browaru, by zadomowić się w najpopularniejszych cześciach miasta. Tradycyjnie już, jeden z weekendów przeznaczony został na warsztaty, podczas których okoliczne dzieci mogły według własnego uznania przyozdobić wielkanocne zwierzaki.

Zobacz też: W halach Malpol powstaje kolejny gigant



W tym roku „Inwazja Zajęcy” (bo tak ochrzoczono całą akcję), po raz kolejny zaskakuje. Do małych i dużych szaraków dołączyły te średnie, mające 1,7 metra. Z tym, że określenie „szaraki” nie bardzo pasuje w tym miejscu, bo duża część zajęcy została już w marcu pomalowana przez dzieci z wielkopolskich szkół, szpitali i placówek szkolno-wychowawczych. Malowanie najmniejszych przedstawicieli „inwazji” odbyło sie w ubiegły weekend, a kilkaset sztuk zostało wystawionych na sprzedaż.



- Wieść o zającach rozniosła się zarówno po kraju, jak i poza jego ganice – mówi Marcin Walasek z firmy Malpol. - W tym roku do „inwazji” przyłaczyły się też inne polskie miasta, jak Wrocław, Kraków czy Gdańsk, oraz miasta partnerskie Poznania, czyli Győr na Węgrzech, Jyväskylä w Finlandii oraz belgijska Bruksela – dodaje M. Walasek.



Cała akcja została zorganizowana głównie z myślą o najmłodszych, zwłaszcza tych najbardziej potrzebujących, toteż w tym roku zające szykują jeszcze jedną niespodziankę. - Jak najbardziej popieramy całe to przedsięwzięcie i dlatego nasza firma wykonała zająca ze specjalnym malowaniem, przedstawiającym najbardziej charakterystyczne punkty Poznania. Trafi on na aukcję, z której dochód przeznaczony będzie na cele charytatywne – tłumaczy Zdzisław Malczuk, szef Malpolu, który nie wyklucza, udziału w licytowaniu własnego zająca.

Zobacz też: Krasnal - nowosolska potęga



Sam Poznań, to ok. 20 sztuk dużych i mniej więcej tyle samo średnich zajęcy. Licza najmniejszych przekroczyła już 1.000 i ciągle rośnie, gdyż firma wciąż dosyła nowe partie.



A co dzieje się z zajacami, gdy inwazja dobiega końca? - Ubiegłoroczne zostały przemalowane i wykorzystane ponownie – zdrzadza M. Walasek. - Jednak ze względu na zainteresowanie akcją wciąż musimy produkować nowe – dodaje.