Od żłobka po grób

    Od żłobka po grób

    STEFAN CIEŚLA (95)722 57 72 sciesla@gazetalubuska.pl

    Gazeta Lubuska

    Aktualizacja:

    Gazeta Lubuska

    61-letni Janusz Gramza nominację na wojewodę ma już niemal w kieszeni. Czeka tylko na podpis premiera. Na razie wciąż jednak jest... bezrobotny.
    17 lat rządził gorzowskim Stilonem. - Gdyby nie on, Stilonu dziś by nie było. Tak jak nie ma Ursusa czy Stolbudu - uważa Sławomir Kowaleczko, stilonowiec z 36-letnim stażem.

    Od żłobka po grób

    Za komuny niemal w każdej gorzowskiej rodzinie ktoś był związany ze Stilonem. Zakład opiekował się załogą (w szczytowym okresie ponad 10 tys. ludzi!) od przedszkola aż po grób. Prowadził żłobki i szkoły, stołówki, domy kultury i ośrodki wczasowe, kluby sportowe i orkiestrę dętą, która odprowadzała zasłużonych stilonowców na cmentarz.
    Gdy nastał kapitalizm, m.in. ten socjalny balast sprowadził Stilon na skraj bankructwa. Przed 8-tysięczną załogą stanęło widmo bruku. Z Warszawy Gramza dostał polecenie przygotowania awaryjnego wyłączenia maszyn i aparatury chemicznej. To oznaczałoby śmierć fabryki, więc tego nie zrobił. - Wspominam to jako najczarniejszą chwilę w życiu
    - powiedział kiedyś.
    Przy współpracy związkowców i samorządu pracowniczego przeforsował restrukturyzację i prywatyzację zakładu. Zwalniano setki pracowników. W 1998 r. fabrykę kupiła francuska grupa przemysłowa Rhodia. Stilon został uratowany. Spośród 13 krajowych fabryk włókien chemicznych przetrwała jeszcze tylko toruńska Elana.

    Trudny, ale partner

    Zwolnieni pracownicy wypominają mu osobiste dramaty.
    - Wszystkie takie głosy przyjmuję z pokorą. Wiem, jaką cenę za przemiany w Stilonie zapłacili ludzie. Pracownicy dostali akcje i odprawy. Nie było jednak możliwe utrzymanie pod kloszem dawnego, bogatego i dobrego dla wszystkich Stilonu, skoro wszyscy zapragnęli kapitalizmu - mówi Gramza.
    Przewodniczący zakładowej Solidarności Waldemar Rusakiewicz zapamiętał go jako twardego partnera. - Były spory zbiorowe, ale potrafiliśmy się dogadać - twierdzi. Jerzy Korolewicz, były szef rady pracowniczej, później wiceszef rady nadzorczej Stilonu,
    mówi: - Potrafił udźwignąć ciężar przekształceń. Były między nami napięcia, ale przebiegały w cywilizowany sposób. Nigdy nie był też nadgorliwy jako członek PZPR.

    Fachowiec bezpartyjny

    Gramza wstąpił do PZPR w 1968 r. Nigdy nie pełnił żadnej funkcji, jako dyrektor państwowej firmy "realizował linię partii". W przełomowych wyborach 1989 r. partia namówiła go do kandydowania na senatora, ale wszystkie miejsca w Senacie zdobyła wtedy Solidarność. - Ten incydent zupełnie zniechęcił mnie do polityki - mówi Gramza.
    Nie należy do SLD, która zaproponowała go na wojewodę. - Na tym polega luksus kandydowania, że do żadnej partii nie należę. Wiem, że będę wojewodą na okres przejściowy, ale nie zamierzam rozpocząć kariery politycznej, bo mam inne plany życiowe - zapewnia.
    Przestał być dyrektorem Stilonu w zeszłym roku, gdy skończył mu się kontrakt. Do 1 czerwca tego roku był jeszcze członkiem rady nadzorczej. Teraz jest... bezrobotnym.
    Jego rywalami do fotela wojewody byli sekretarz miasta Ryszard Kneć i szef Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej Mariusz Erdmann. W mieście komentowano, że rywale nie byli najmocniejsi, nic więc dziwnego, że minister spraw wewnętrznych Ryszard Kalisz wskazał Gramzę. Teraz do nominacji brakuje mu tylko podpisu premiera. Najpewniej będzie w przyszłym tygodniu.

    Czytaj treści premium w Gazecie Lubuskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    GazetaLubuska.pl poleca:

    Wideo