Ofiary nożownika otarły się o śmierć

Danuta Kuleszyńska Janczo Todorow 0 68 324 88 43 [email protected]
Dziś Monika odzyskała przytomność i odłączono ją od respiratora. - Nie dopuszczono mnie do niej kiedy w środę byłam w szpitalu - mówi jej matka Bogusława Babicka.
Dziś Monika odzyskała przytomność i odłączono ją od respiratora. - Nie dopuszczono mnie do niej kiedy w środę byłam w szpitalu - mówi jej matka Bogusława Babicka.
Była blada i umierała. Tak Stanisław Sobotkiewicz, ordynator urologii zapamiętał Monikę, która trafiła na stół operacyjny z ranami kłutymi.

Jej dziecka nie udało się uratować. - Gdy otworzyłem brzuch, było już martwe - mówi Jan Wilczyński, ordynator ginekologii.

Oddział intensywnej opieki medycznej w Zielonej Górze. Tu leży 22-letnia Monika, którą zazdrosny konkubent uderzył w poniedziałek nożem. Do szpitala trafiła z ranami kłutymi piersi, twarzy i okolicy nerek. Była w siódmym miesiącu ciąży, brzuch miała nietknięty.

- Zadzwonili do mnie ze szpitala w nocy, że trzeba natychmiast operować młodą kobietę - wspomina Stanisław Sobotkiewicz, ordynator urologii. - Gdy przyjechałem, leżała już na stole operacyjnym. Była blada i umierała z upływu krwi. Próbowałem z nią rozmawiać, ale traciła już kontakt z rzeczywistością.

Najpierw ratowano matkę
Operacja trwała godzinę. S. Sobotkiewiczowi asystowało dwóch chirurgów, anestezjolog, pielęgniarki. Robili wszystko, by kobieta nie wymknęła się życiu. Od pchnięcia nożem miała zniszczoną nerkę, którą trzeba było usunąć. Przetoczono kilkanaście litrów krwi. Ordynator przyznaje, że po raz drugi w swojej karierze zawodowej ma do czynienia z takim przypadkiem.

Gdy skończył operować, do zabiegu natychmiast przystąpili ginekolodzy. - Kiedy otworzyłem brzuch, dziecko było już martwe, a łożysko częściowo odklejone - mówi Jan Wilczyński, ordynator ginekologii.

- Chłopczyk mógł umrzeć godzinę wcześniej, ale w pierwszej kolejności trzeba było ratować życie matki. Wewnętrzne obrażenia świadczyły o tym, że kobieta była kopnięta w brzuch, albo uderzona pięścią.

Monika dochodzi do zdrowia na OIOM. - Nie udzielam żadnych informacji - mówi anestezjolog Beata Juszczyszyn. I zamyka przede mną drzwi.

Adriana Wilczyńska, rzeczniczka szpitala: - Kobieta czuje się coraz lepiej, jej życiu nic nie zagraża. Za dwa, trzy dni zostanie prawdopodobnie przeniesiona na ginekologię.

Też mogła umrzeć

Oddział chirurgii płuc. Tu leży druga ofiara nożownika - 15 letnia Agnieszka. Do Zielonej Góry została przewieziona ze 105 szpitala w Żarach. Gdyby nie szybka interwencja tamtejszych lekarzy, dziewczyna mogłaby umrzeć.

Miała uszkodzone oba płuca, do wewnątrz dostawało się powietrze. Obrażenia zagrażały jej życiu. - Czuje się coraz lepiej, jest pod opieką psychologa, codziennie siedzi przy niej ktoś z rodziny - informuje rzeczniczka szpitala.

- W czwartek lekarze zdejmą jej dreny i dziewczyna pomału zacznie chodzić.
- Agnieszka bardzo cierpi, mówi z trudem - powiedziała nam dzisiaj ze łzami w oczach jej matka Jadwiga Urynowicz.

Dziś Monika odzyskała przytomność i odłączono ją od respiratora. - Nie dopuszczono mnie do niej kiedy w środę byłam w szpitalu - mówi jej matka Bogusława Babicka.

Aż ostrze się wygięło...

Przypomnijmy: do tragedii doszło w poniedziałek wieczorem, w Żarach. Kamil T. wpadł w szał: dźgał nożem na przemian swoją konkubinę Monikę i jej koleżankę Agnieszkę. Agnieszka dostała tak mocny cios w szyję, że ostrzę wygięło się i wtedy szaleniec pobiegł do kuchni po drugi nóż. Nawet suchy prokuratorski komunikat wymaga od odbiorcy mocnych nerwów.

Dzisiaj została przeprowadzona sekcja nienarodzonego dziecka Moniki. Stwierdzono, że zgon nastąpił w wyniku niedotlenienia płodu. Niebawem mają być znane także wyniki sekcji zwłok nożownika, który we wtorek powiesił się na drzewie przy pomocy koszuli. W pobliżu jego zwłok policjanci znaleźli zakrwawiony nóż.

- Choć sprawca nie żyje, to śledztwo nadal się toczy w sprawie i ma ustalić wszystkie okoliczności zdarzenia - powiedział "GL" Kazimierz Rubaszewski, rzecznik prasowy prokuratury okręgowej w Zielonej Górze

Paparazzi u prokuratora

Dzisiaj ok. godz. 11. 00 na oddział chirurgii płuc, gdzie leży 15 -letnia Agnieszka, przyszedł fotoreporter jednej z gazet. Chciał zrobić jej zdjęcie, mówił, że ma na to zgodę matki. Został jednak z oddziału wyproszony przez pielęgniarki i ordynatora.

Po kilku minutach wrócił, niezauważony wdarł się na salę i zrobił zdjęcie. Dziewczynka wpadła w szok, paparazzi uciekł. Waldemar Taborski, dyrektor szpitala złożył w tej sprawie doniesienie do prokuratury.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

~Janka~

Zadał tak mocny cios, że aż ostrze się wygięło i szaleniec pobiegł do kuchni po drugi nóż... To jakiś horror....Słów brakuje.

s
sowa

dziennikarze to hieny.... powinny obejsc polske jego zdjecia nago lub w innej kompromitujacej sytuacji... moze by sie nauczyl co to godnosc i prywatnosc drugiego człowieka.

co do calej tragedii... ciezko cos sensownego powiedziec, mozna tylko liczyc by dziewczyny i ich rodziny otrzymaly pomoc psychologiczna umozliwiajaca im w miare normalne funkcjonowanie za jakis czas jak sprawa ucichnie.....

Dodaj ogłoszenie