Ostatni dzień Rafała Kurmańskiego (odc. 13)

Redakcja
Rafał Kurmański był jednym z najlepszych zielonogórskich żużlowców w historii
Rafał Kurmański był jednym z najlepszych zielonogórskich żużlowców w historii fot. Tomasz Gawałkiewicz
Udostępnij:
W maju minie dziewięć lat od śmierci Rafała Kurmańskiego. Jednego z najzdolniejszych żużlowców młodego pokolenia, któremu wróżono wielką karierę. Stał dopiero na początku drogi, jeszcze wszystko było przed nim... Prezentujemy książkę Rafała Owczarka ,,I nie ma mnie" w której autor usiłuje odtworzyć ostatni dzień żużlowca i zrozumieć dlaczego tak się stało?

Dochodziła 20.00, gdy niebieski sprinter skręcił w prawo i zjechał z "trójki" w kierunku Zielonej Góry. Na ślimaku jest ograniczenie do 70, tymczasem licznik pokazywał sporo ponad 100. Z taką prędkością Rafał pokonał długi i zdradliwy łuk w lewo. Czasami lubił poszarżować, ale to i tak nic w porównaniu z tym, co potrafił wycisnąć ze swoich motorków. Zwolnił, skręcił w prawo i w Raculi znów rozbujał mercedesa do 120.

- Ty, Wydra, pały za nami jadą! - "Mrówa" aż podskoczył na siedzeniu pasażera.
Rafał znieruchomiał, kątem oka spojrzał w lusterko. - W dupę se wsadź te swoje żarty! - chciał syknąć, ale nie potrafił ukryć uśmiechu. Dał się wkręcić.

- O kurwa! Ale miałeś styka. Ha, ha, ha! - "Mrówa" wył i trzymał się za brzuch. - Ciekawe, co byś zrobił, jak naprawdę by za nami jechali. Ha, ha, ha!

- Zaraz cię wysadzę - Rafał zaśmiał się, sprzedał mu mukę i zdjął nogę z gazu. Właśnie wjechali do Zielonej Góry. Kiedy mijali tablicę i pętlę autobusową przy Wrocławskiej, "Mrówa" prawie wypadł przez okno.

- Patrz, jakie kaszaloty! - śmiał się na widok dziwek, które sennym krokiem wędrowały po parkingu. - Musiałbym być desperado, żeby się z nimi bliżej poznać - usiadł wreszcie spokojnie, ale nie usłyszał odpowiedzi Rafała. Ściśnięte w grymasie usta mówiły same za siebie. Zbyt długo się znali. Takie momenty nie wróżyły nic dobrego, bo gość był niezwykle impulsywny. Szczególnie teraz, kiedy dojebali mu z różnych stron. Nie chciał o tym rozmawiać, a on to szanował. "Mrówa" wiedział, że ma u niego kredyt, bo się nie wpierdalał. Tematy zawodowe zostawiali z boku i liczyła się tylko zabawa. To pomagało im przejść przez szlam i zachować czyste buty. Za chwilę Rafał znów złapał wiatr i po swojemu cisnął przed siebie z tajemniczym uśmiechem. Miał pomysł.

Jurek szedł właśnie do znajomych na Chmielną, kiedy mignął mu bus. Znał barwy wojenne wszystkich zawodników Falubazu. - "Kurman". Ciekawe, gdzie śmiga - i z tą myślą minął stadion przy Wrocławskiej. Jutro będzie w środku. Jest już umówiony ze "Szwagrem", bo choć chłopaki cieniują, meczu z Unią nie można odpuścić. Zresztą, żadnego nie można - ta dewiza przyświecała mu od co najmniej dziesięciu lat...

"Popieprzone miasto" - pomyślał Rafał, gdy mijali pierwsze budynki. I nagle zamilkł jak grób. Od pewnego czasu zawsze tak reagował, gdy wracał do domu z meczów ligi angielskiej i szwedzkiej. Tak samo było wczoraj. Z lotniska w Poznaniu odebrał go kierownik Marek Zawoda.

- Cześć, stary! No i jak tam? - zagadnął.

- Wszycho wporzo, kiero - odpowiedział Rafał w swoim stylu. Miał świetny humor, może nawet był szczęśliwy. Wreszcie odetchnął od lokalnego piekiełka, wyluzował się. Droga z Ławicy mijała błyskawicznie.

- W tej Anglii to mógłbym jeździć siedem razy w tygodniu. Po prostu zero stresu, żadnych schiz. Nikt się na ciebie nie drze, nie straszy, nie gwiżdże. Kurczę, kibice walą sobie bronki jak na pikniku. Totalny luz - opowiadał Markowi. - Przecież po tym meczu z Poole to powinni mnie po prostu w dupę kopnąć. Jeden punkt w trzech biegach... Wstyd jak diabli... Ale powiedzieli, że na drugi dzień też mam jechać. Myślałem, że to jakieś żarty, kompletnie zgłupiałem. Ty, ale oni wcale nie żartowali. Czujesz? Wtedy nawet Adams pożyczył mi swój motorek. Po prostu szok.

- No widzisz! I dobrze, że Maniek załatwił ci ten kontrakt w Swindon. A tak się bałeś, że nie dasz rady - cieszył się Zawoda. Cholernie zależało mu, żeby Rafał wreszcie odnalazł się też w polskiej lidze. Żeby w końcu przełamał ten pieprzony kryzys, który trwał już ponad miesiąc. Żeby w niedzielę pojechał przynajmniej tak dobrze, jak dwa tygodnie temu w Lesznie. Albo nawet lepiej!

- Kurwa, znowu ta Zielona Góra... - jąknął Rafał, gdy minęli rogatki. To już nie był ten sam rozpromieniony chłopak, który jeszcze kilka minut wcześniej z wypiekami na twarzy opowiadał o meczach w Anglii.

- Co się stało? - zaniepokoił się Zawoda. Ścisnął kierownicę, aż poczerwieniały mu końcówki palców. Zbyt krótko obcięte paznokcie wpijały się w opuszki. Miał napięte wszystkie mięśnie rąk, wyraźnie było widać żyły biegnące po przedramionach, wijące się pod granatowymi tatuażami.

- Nic. Zawieź mnie do chaty - odparł Rafał posępnym głosem. Posmutniał w okamgnieniu. Zielona Góra go tyrała. Okrutnie tyrała.

Dołącz do nas na Facebooku **

Gazeta Lubuska Premium

**. Kliknij "Lubię to" i obserwuj oraz komentuj najlepsze artykuły publikowane w systemie Piano.

Motoryzacja do pełna! Ogłoszenia z Twojego regionu, testy, porady, informacje

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie