Pan Jarek od 15 lat prowadzi zakład szewski w Zielonej Górze. Przez pandemię chętnych, by naprawić buty, ubyło. Na pomoc ruszyli klienci

Natalia Dyjas-Szatkowska
Natalia Dyjas-Szatkowska

Wideo

Zobacz galerię (10 zdjęć)
- Ostatni tydzień był tragiczny, jakby go nie było - opowiada zielonogórski szewc, pan Jarosław. Swój zakład prowadzi w śródmieściu od blisko 15 lat. Pojawiło się pytanie, czy przetrwa kolejne miesiące. Powód? Przez pandemię ubyło klientów. Ale to właśnie stałych klientów pan Jarek ma na medal. Bo to oni postanowili powalczyć, by jego zakład przetrwał trudny czas.

- Zwracam się z prośbą o pomoc dla zakładu szewskiego w Zielonej Górze - skontaktowała się z naszą redakcją Czytelniczka, pani Anna.

Branża gastronomiczna w Nowej Soli ma już dość zamknięcia. - Czym różni się market od baru? - pytają restauratorzy

Chodzi o zakład przy ul. Drzewnej, który pan Jarosław prowadzi od 2006 roku. Skąd pomysł, by zainteresować sprawą naszą redakcję? Pani Ania przyznaje szczerze, że szewc w czasie pandemii odczuł znaczny spadek klientów. A przez skromność o pomoc nie poprosi.

- Prace, które wykonuje, są wyjątkowe - opowiada mieszkanka. - Najbardziej zniszczone buty, zamienia w nowe. Jest naprawdę dobry w tym co robi, ma fach w ręku. Dlatego bardzo proszę, aby pochylić się w jego stronę, niech przetrwa. Pomóżmy mu. To tak niewielki gest, a dla niego chleb powszedni.

Już wcześniej w innych miastach mieszkańcy skrzyknęli się "na ratunek" takim rzemieślnikom z pasją. Dzięki temu konkretne zakłady mogą przetrwać kolejne trudne tygodnie pandemii.

Pandemia koronawirusa wielu branżom daje się we znaki

Pan Jarosław w zawodzie szewca przepracował 23 lata. Liczy na kolejne. Ale, ostatnie tygodnie były, co tu dużo kryć, kiepskie. Pandemia uderzyła i w taką branżę.

- Od momentu, kiedy ogłoszono, że będzie ten kolejny lockdown, to nagle pojawiło się pikowanie w dół - opowiada zielonogórski szewc. - Ten ostatni tydzień był już tragiczny. Tak, jakby go nie było.

Bo i o czym tu mówić, gdy po pracy dniówka wynosi zaledwie kilkanaście złotych? Pojawił się stres. I obawa o przyszłość. A w tych ostatnich 12 miesiącach pandemii też bywało różnie. Wiosną zeszłego roku wszyscy zostaliśmy w domach. A dla szewców to dobry sezon na naprawę butów. Pojawił się więc pierwszy problem. Poza tym nie chodziliśmy, więc mniej niszczyliśmy buty. I koło się zamyka.

- Później przyszedłem do pracy, żeby przyzwyczajać klientów, że jest czynne - opowiada szewc. - Coś się tam działo. Od października, gdzie zawsze jest sezon na naprawy, tego "wysokiego" sezonu zabrakło. To był czas na przetrwanie. W styczniu, lutym coś drgnęło.

Potem przyszedł wspomniany komunikat o kolejnych lockdownach. I klienci przestali do zakładu zaglądać. A przecież już od paru lat widać spadek w naprawach butów. Bo i zmieniają się mody. Jak zauważa szewc - panie chętniej wybierają obuwie sportowe. To ze szpilkami wcześniej przychodziły zazwyczaj do naprawy. Dziś nosimy je rzadziej, to i rzadziej obuwie naprawiamy.

Przetrwał w tym miejscu 15 lat. Czy będzie działał dalej?

W czwartek, 1 kwietnia, minie 15 lat, odkąd pan Jarosław prowadzi swój zakład w centrum Zielonej Góry.

- Zaczynałem w Prima aprilis i zastanawiałem się, czy "Prima aprilis" z tego nie wyjdzie - śmieje się zielonogórzanin.

Ale tyle żartów. Bo i do śmiechu ostatnio mu nie jest. Pojawiła się obawa, co będzie dalej.

- Chciałbym jeszcze posłużyć klientom. Bo lubię, to co robię. Bardzo chętnie przychodzę do pracy. Nigdy nie miałem tak, że budziłem się i nie chciało mi się iść do zakładu. Cieszę się, gdy mogę sprawić komuś radość naprawą. Lubię "trudne przypadki". Jak mi się taki but uda naprawić, to przekłada się na zadowolenie. Wiadomo, że wszystkich nie uszczęśliwię. Ale staram się tę swoją radość przekazać innym.

Okazuje się, że właśnie klientów zielonogórski szewc ma na medal. Bo to oni postanowili walczyć o jego przetrwanie. Zakład odwiedził też prezydent Kubicki. A do pana Jarosława zaczęła spływać lawina miłych słów. Okazało się, że w Zielonej Górze jest znany i ceniony. - Nie ukrywam, to było miłe - mówi poruszony rzemieślnik.

Gdy rozmawiamy z panem Jarkiem na miejscu, przed zakładem zaczyna się ustawiać niewielka kolejka. Jedna z pań przyznaje, że jest tu pierwszy raz, o akcji nie słyszała, ale przyszła, bo ktoś zakład jej polecił. Za chwilę pojawiają się kolejni.

- Ale trafiliście - śmieje się szewc. - Akurat zaczęli przychodzić ludzie. I oby tak było dalej. Bo do tej pory było pusto. Kolejne tygodnie pokażą, jak będzie wyglądać sytuacja zakładu.

Pewne jest jedno. Nie wiadomo, jakie będą te kolejne miesiące. Wiadomo jednak, że na klientów, którzy o zielonogórskiego szewca powalczą, pan Jarosław zawsze będzie mógł liczyć.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie