Państwo w państwie - komentarz Janusza Życzkowskiego

Janusz Życzkowski
Sprawa skażenia Odry powoli znika z horyzontu debaty publicznej i majestatycznie wpływa do Bałtyku. Jej echa pobrzmiewać jednak będą w kolejnych miesiącach, a za rok w czasie wyborów ktoś zapewne wpadnie na pomysł, by pokazać na zdjęciach śnięte ryby

Sytuacja ostatnich tygodni wiele nam uzmysłowiła. Pokazała również, że na sprawy państwa trzeba patrzeć całościowo, a nie każdy to potrafi i nie każdy to rozumie. Brak widocznych działań w ukrytym dla opinii publicznej urzędniczym kalendarzu doprowadził do niepokoju, który szybko podchwycili politycy. Wilcze ich prawo, ale zdaje się, że i oni przeszarżowali, a rtęcią i żrącą wodą doprowadzili do obśmiania częściowo słusznych pretensji.

Jednak to co obok problemów środowiska martwi najbardziej, to erozja struktur państwa i cyniczne wykorzystywanie jego instytucji do realizacji politycznych interesów. To, że Polacy różnią się w ocenie sytuacji w kraju jest oczywistą oczywistością. Każdy z nas wyznaje określony system wartości, posiada własny bagaż doświadczeń i własną życiową mądrość. Jedni będą liberalni, inni preferują światopogląd konserwatywny. Koniec i kropka. Wydawało się jednak, że są obszary, które wyłączono z bieżącej wojenki i pozwolono im działać dla dobra ogółu.

„Wydawało się”, to właściwy opis pewnych sytuacji w naszym regionie. Okazało się bowiem, że zdarzają się samorządy, których włodarze za wszelką cenę próbują swoim działaniom narzucić partyjną retorykę. Wszystkie ich pomocowe względem Odry przedsięwzięcia, podporządkowane są narracjom, które narzuciła partyjna wierchuszka. Zamiast skupić się na rozwiązywaniu problemów generują nowe podlane niepokojem i grozą. Prymusem w partyjnym wyścigu okazał się burmistrz jednego z miast, który uczynił z niego dekorację w przedstawieniu lidera swojego ugrupowania.

„One man show” nad Odrą w otoczeniu partyjnych działaczy zwiezionych z całego województwa, aktywistów i nielicznych mieszkańców. Cel jeden. Pokazać, że państwo nie działa, a winny jest wiadomo kto. Problem w tym, że burmistrz ów wypiera ze swojej świadomości jedną zasadniczą kwestię. Państwo, to my. Nie tylko administracja centralna, ale również samorząd, służby, wędkarze, organizacje pozarządowe, aktywiści, a nade wszystko mieszkańcy. Warto też przyswoić sobie inną myśl. Budowanie opozycyjnego państwa w państwie musi skończyć się katastrofą, dużo większą niż ekologiczny problem Odry.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

iPolitycznie - Ireneusz Zyska - skrót

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

K
Krul Bul
27 sierpnia, 18:37, moczykij:

CYTUJĘ Życzkowskiego który tym razem nie felieton tylko opinią nazwał te swoje wypociny :

"Sprawa skażenia Odry powoli znika z horyzontu debaty publicznej i majestatycznie wpływa do Bałtyku. Jej echa pobrzmiewać jednak będą w kolejnych miesiącach, a za rok w czasie wyborów ktoś zapewne wpadnie na pomysł, by pokazać na zdjęciach śnięte ryby"

Jestem wędkarzem i płacę składki w PZW ponad 40 lat......Ty dziennikarski sz/czochu arogancie ciśniesz nam,że katastrofa która się wydarzyła to epizod coś co za rok zniknie i zapomnimy?? Nic się nie stało ??

Ty jesteś naczelnym GL ? Nie wstyd ci że łżesz ? Jesteś z podłego politycznego nadania, trybik nic nie warty trybik !

28 sierpnia, 06:17, Krul Bul:

Bardziej chyba moczymordo niż moczykiju (cytując):

"sz/czochu arogancie, dlaczego nie ciśniesz nam, że katastrofa, która się wydarzyła w 2009 na Bugu to epizod, coś co rok później zniknęło i zapomnieliśmy? Nic się nie stało?".

28 sierpnia, 8:03, moczykij:

Łachudro, jedyna myśl jaka mi się nasuwa, to poznać cię z imienia i nazwiska.

To przedstaw się pierwszy, moczymordo. Rozważę wówczas analogiczne zachowanie, bo nie czuję żadnej, najmniejszej nawet potrzeby poznawania z imienia i nazwiska kogoś takiego jak ty. Degenerat pozostanie dla mnie degeneratem, bez względu na imię i nazwisko.

Wróć na gazetalubuska.pl Gazeta Lubuska
Dodaj ogłoszenie