Patryk Jaki: Reprywatyzacją w Warszawie zajęły się mafie

Agaton KozińskiZaktualizowano 
<strong>Patryk Jaki</strong>, wiceminister sprawiedliwości, 11 maja został powołany przez premier Beatę Szydło na szefa komisji weryfikacyjnej ds. reprywatyzacji w Warszawie<br>
Patryk Jaki, wiceminister sprawiedliwości, 11 maja został powołany przez premier Beatę Szydło na szefa komisji weryfikacyjnej ds. reprywatyzacji w Warszawie K_kapica_afk
- Skoro przez tyle lat nikt nic nie widział, nikt niczego nie pokazywał, to znaczy, że mamy do czynienia ze zmową milczenia - mówi Patryk Jaki, wiceminister sprawiedliwości i szef komisji ds. reprywatyzacji w Warszawie.

Od czego zacznie pracę komisja weryfikacyjna ds. reprywatyzacji?
Nie mogę tego powiedzieć. Pod tym względem jestem jak szef spółki giełdowej - każdy mój komentarz może spowodować ruch na rynku nieruchomości, więc muszę zachować szczególną ostrożność.

W związku z tym nic Pan nie będzie mówił o pracach komisji?
Będę wszystko mówił, ale muszę zachować kolejność, aby nie zaszkodzić sprawie. Podejmiemy decyzje, od których nieruchomości zaczynamy - a później powiadomimy o tym opinię publiczną.

A może Pan powie, jakie są chociaż opcje na stole? Co może być potencjalnym początkiem?
W samej Warszawie jest do rozpatrzenia ponad tysiąc spraw.

Nie macie krótkiej listy?
Wniosków, od których możemy zacząć, mamy naprawdę dużo. Nie mogę powiedzieć teraz nic więcej w tej sprawie.

Będziemy się kręcić w okolicach ul. Hożej?
Jako pierwsza będzie sprawa duża, która już od dawna wymaga wyjaśnienia.

Jaki będzie tryb prac komisji?
Bardzo intensywny. Chciałbym, żebyśmy jak najszybciej zaczęli przesłuchiwać świadków. Tylko w ten sposób uda nam się pracować szybciej niż sądom.

CZYTAJ TAKŻE: Jan Śpiewak: Warszawa to ukradzione miasto

To jakie tempo prac Pan przewiduje?
Chciałbym, aby udawało się nam rozpatrywać jedną sprawę w ciągu miesiąca.

Czyli 12 rocznie. Przy ponad tysiącu spraw ma Pan zajęcie na bardzo długie lata.
Z czasem będzie tych spraw zdecydowanie więcej. Jesteśmy nową instytucją w III RP, a wiele środowisk prawniczych - szczególnie tych, które kradły w reprywatyzacji - patrzy na nas nieżyczliwie. Musimy z jeszcze większą starannością rozpatrzeć pierwsze sprawy. Poświęcić im więcej czasu. Jak się uda, to zespół takich orzeczeń stworzy doktrynę, dzięki której potem pójdzie już znaczeni szybciej.

Co Panu mówią dokumenty spraw reprywatyzacyjnych, które Pan już przeglądał? Jak głęboka jest ta sprawa? Widać jasno jej główne osie czy jest ona zabagniona?
Im więcej czytam na ten temat, tym większe mam przekonanie, że mamy do czynienia ze zorganizowanymi grupami przestępczymi, które od początku wiedziały, czego chcą. Jedyne, w co trudno uwierzyć, to to, że wszystkie instytucje publiczne zezwalały na takie działania. Będziemy musieli zbadać, czy robiły to z głupoty i lenistwa, czy też działały z premedytacją.

Jak narodził się cały system dzikiej reprywatyzacji? Widać, gdzie było jego centrum?
Wszystko zaczęło się w latach 90., ale do początku pierwszej dekady XXI w. miały miejsce działania na małą skalę. Dopiero w tamtym okresie te grupy przestępcze gwałtownie się rozrosły i lepiej zorganizowały.

Ile było tych grup? Jak wyglądały relacje między nimi?
Nie mam wątpliwości, że reprywatyzacją zajęły się mafie. W latach 90. one terroryzowały Warszawę, na ulicach miasta ginęli ludzie. Ale policja z tym problemem sobie poradziła, a wtedy różne mafie przekwalifikowały się na tzw. białe kołnierzyki i zamiast porwań i strzelanin były m.in. reprywatyzacje czy wyłudzenia podatku VAT.

Mówi Pan „mafie”, liczba mnoga. Jak układały się relacje między nimi? Symbioza, współpraca czy raczej walka o teren i wpływy?
Są różne teorie. Jedna mówi, że podzieliły się strefami wpływów, inna - że ze sobą współpracowały, tworząc wspólnie doktrynę odzyskiwania kamienic, działek, są też inne teorie. Mam nadzieję, że nasza komisja zdoła to wyjaśnić.
Na pewno musiały one współpracować z urzędnikami, sądami. Jak głęboko ta współpraca sięgała?
Na pierwszy rzut oka wygląda na to, że sięgnęło to bardzo głęboko. Skoro przez tyle lat nikt nic nie widział, nikt niczego nie pokazywał, to znaczy, że mamy do czynienia z wielką zmową milczenia. Pieniędzy z tego procederu było tyle, że starczało dla każdego - nikt więc nie miał powodu, by tę zmowę zerwać. To jednak teorie do zbadania.

Hanna Gronkiewicz-Waltz będzie jednym z pierwszych świadków przed waszą komisją?
Na pewno będzie świadkiem, choć nie wiem, czy na początku. Faktem jest, że ten proceder rozrósł się najbardziej za jej czasów, poza tym zamieszana jest w to jej rodzina, a przecież pani prezydent podkreślała, że nic o tym nie wie. Warto też pamiętać, że za jej czasów rozrósł się najbardziej haniebny proceder związany z dziką reprywatyzacją: czyszczenie kamienic. Miał on miejsce także w przypadku kamienicy, którą odzyskała jej rodzina, tamten przypadek był jednym z najbardziej brutalnych.

Gronkiewicz-Waltz twierdzi, że przed komisją nie stanie.
W jej interesie powinno być, żeby zostać jej świadkiem, bo w ten sposób zyska możliwość oczyszczenia się z podejrzeń. Poza tym ona jako wieloletni prezydent Warszawy ma dużą wiedzę na temat reprywatyzacji. Powinna się nią podzielić, tym bardziej że zdobyła ją, pełniąc stanowisko publiczne, nie jest to więc jej wiedza prywatna.

Jeśli mimo wszystko odmówi?
Ciągle się zastanawiamy, co powinniśmy zrobić w takiej sytuacji. Nie wykluczam, że dojdzie do delikatnej zmiany ustawy o powołaniu naszej komisji.

Chodzi o zaostrzenie kar za niestawienie się przed nią?
Tak. Choć już dziś komisja ma prawo zwrócić się do prokuratury z prośbą o pomoc, gdyby zaszła taka konieczność. Niektórzy prokuratorzy już sugerowali, że zachowanie pani prezydent podpada pod art. 231 Kodeksu karnego, czyli niedopełnienie obowiązków.

CZYTAJ TAKŻE: Jan Śpiewak: Warszawa to ukradzione miasto

Komisja przyjrzy się także reprywatyzacji z lat, gdy prezydentem Warszawy był Lech Kaczyński? W tamtym okresie też było wiele zwrotów kamienic.
Różnica jest zasadnicza. Za czasów śp. prezydenta Kaczyńskiego różne grupy próbowały rozpocząć ten proces. Jednak jak już prezydent się o tym dowiedział, wypalił to żelazem - a w wyniku tej awantury stanowisko straciła jego zastępczyni. Pani Gronkiewicz-Waltz nie mogła już po tej awanturze powiedzieć, że nic nie słyszała o tym problemie. To jednak za jej czasów reprywatyzacja rozrosła się najbardziej w historii miasta.

Czyli za czasów prezydentury Lecha Kaczyńskiego też dochodziło do nieprawidłowości, tylko on o tym nie wiedział.
Gdy tylko się zorientował, na czym polega ten proceder, natychmiast kazał go wstrzymać - i głowy z tego powodu poleciały. Sprawa mocno wróciła dopiero, gdy w mieście zaczęła rządzić Platforma.

Hanna Gronkiewicz-Waltz będzie się broniła podobnie - też będzie mówiła, że o niczym nie wiedziała, a jak tylko się zorientowała, to sprawę zablokowała i głowy poleciały.
Nie wiedziała, że jej najbliższa rodzina też reprywatyzuje? Groteskowa odpowiedź. Za czasów rządów PO w Warszawie tych przypadków było wielokrotnie więcej niż za czasów poprzedników.

Bo Platforma rządzi trzecią kadencję. Gdyby policzyć średnią na rok, to już wcale nie będzie dużo więcej.
Nieprawda. Dalej będzie znacznie więcej. Jednak żeby przeciąć spekulacje. Przed komisją nie będzie żadnych świętych krów. Będzie sprawdzać przypadki z każdego okresu, bez względu na to, kto był wtedy włodarzem miasta.
Komisja Jakiego - tak się już mówi o komisji weryfikacyjnej. Jak to brzmi w Pana uszach?
Zbyt egocentrycznie.

Czyli co - przy autoryzacji wywiadu Pan to wykropkuje?
Nie. Jednak tu państwo polskie jest stroną, nie ja. Patryk Jaki je tylko reprezentuje.

Każdy polityk marzy, by mieć jakiś swój „plan Kwiatkowskiego”.
W resorcie długo zastanawialiśmy się, co zrobić z dziką reprywatyzacją - tak, by nie było, że państwo znowu przegrało. I wymyśliliśmy nadzwyczajną instytucję, którą udało się zmieścić w polskim porządku prawnym.

Udało się zmieścić? Powszechnie słychać głosy, że Pana komisja jest niekonstytucyjna.
To nieprawda. Rozmawialiśmy z wieloma ekspertami na ten temat i żaden z nich nie umiał wskazać, w którym miejscu jest ona niezgodna z ustawą zasadniczą.

W miejscu najbardziej oczywistym - będzie wydawać wyroki, mimo że nie jest organem sądowniczym. W ten sposób naruszacie trójpodział władzy.
Taka argumentacja płynie z niewiedzy, nieznajomości ustawy, na podstawie której powstała komisja. Jest ona oparta na Kodeksie postępowania administracyjnego. I nie było to nasze widzimisię, tylko efekt skrupulatnej analizy procesu reprywatyzacji.

Co z tej analizy wynikło?
Zwróciliśmy w niej uwagę, że żadna kamienica w Warszawie nie została zwrócona werdyktem sądu. Za każdym razem była to decyzja administracyjna wydana przez organ samorządowy.

CZYTAJ TAKŻE: Jan Śpiewak: Warszawa to ukradzione miasto

Przecież sądy też brały w nich udział.
Ale one, gdy zajmowały się sprawami reprywatyzacyjnymi, nie badały, czy decyzje organów administracji są prawidłowe, czy nie, tylko orzekały, czy należy się odszkodowanie, skoro takie decyzje są. Także nasza komisja nie będzie zmieniać orzeczeń sądu, tylko - jeśli oczywiście znajdziemy do tego podstawy - decyzje administracyjne. A organy administracyjne w Polsce nie są zarezerwowane dla prawników. Przecież nie ma wymogu ukończeniu studiów prawnych, gdy zostaje się urzędnikiem wydającym takie decyzje, jakie będzie wydawała komisja. Nie widzę więc powodów, by takie wymogi stawiać przed członkami komisji oceniającymi decyzje administracyjne. To się mieści w porządku prawnym. Poza tym od decyzji komisji będzie się można odwołać do sądu administracyjnego. Czyli wszystko według procedur znanych w państwie prawa.

Tego typu komisje zwykle pomagają politykom zdobyć rozpoznawalność i szacunek wyborców. Jak Pan sobie wyobraża scenariusz jej prac?
Wiem już, że rozpoznawalność dla polityka to sprawa ulotna, ale projekty zostają. Chciałbym, aby komisja zrobiła coś na złość elitom III RP, które mówiły: może przy reprywatyzacji było złodziejstwo, ale nic nie da się już zrobić. Tak może było zawsze w Polsce, ale chcę udowodnić, że da się przerwać tę filozofię „legitymizowanych złodziejstw” i choć raz państwo wygra z grupą przestępczą.

W czasie prac komisji będzie Pan pewnie pod ostrym ostrzałem, nieraz Pan usłyszy: „jest Pan zerem, panie Jaki”. I co wtedy?
Mnie to nie rusza. Jestem brutalnie atakowany od pierwszego dnia, którego naruszyłem interesy dużych oligarchii III RP. Niszczą mnie za to w swoich mediach - szczególnie TVN czy Agora etc. Im więcej dobrego zrobi komisja, tym bardziej brutalnie będą mnie atakować.
O kogo Panu chodzi?
Choćby elity prawniczo-urzędnicze. W tej sprawie przewijają się nazwiska najbardziej znanych przedstawicieli świata Temidy. To są elity III RP. Teraz grozi im, że stracą wszystko i będą mnie brutalnie atakować.

W ten sposób rozbija Pan postmagdalenkowy układ?
Nie mam wątpliwości, że wokół reprywatyzacji powstał układ w klasycznym tego słowa znaczeniu. A jeśli nam się uda w Warszawie, to nie wykluczam, że podobne komisje powstaną w innych miastach, choćby w Krakowie czy Poznaniu.

Jeśli się uda? Widzę, że zakłada Pan możliwość porażki komisji.
Muszę mieć to na względzie. To najtrudniejsza ze wszystkich komisji, jakie do tej pory powstały. Po drugie stronie nie ma już polityków czy urzędników, są za to gwiazdy polskiego świata prawniczego czy prawdziwe mafie.

A jeśli odniesie Pan sukces, to co po nim? Fotel ministra sprawiedliwości? Prezydent Warszawy?
Na razie muszę wykonać zadanie. O niczym innym nie myślę. Sensem życia w polityce jest możliwość zmiany rzeczywistości na lepsze, służba innym ludziom. Wszedłem do polityki, bo nie zgadzałem się na to, w jaki sposób została skonstruowana III RP, na to, że niektóre grupy interesu skolonializowały nasze państwo. Jeśli choć w części uda mi się to zmienić, będę zadowolony.

Jakie narzędzia w ręku chciałby Pan mieć, by móc to zmieniać?
Wystarczą mi te narzędzia, które mam jako wiceminister sprawiedliwości. Tym bardziej że mam dobrego szefa resortu, obdarzającego mnie dużym zaufaniem, od którego wiele można się nauczyć. Cieszę się, że mogę pracować w drużynie premier Beaty Szydło oraz prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Tak naprawdę jedyne, czego mi dziś w życiu brakuje, to sen.

A gdyby na Nowogrodzkiej narodził się makiaweliczny plan: usuwamy Zbigniewa Ziobrę z rządu, a na jego miejsce awansujemy Patryka Jakiego.
Podziękowałbym i poszedłbym za ministrem Ziobrą. Razem przyszliśmy i razem wyjdziemy. Polityka kojarzy się ludziom z wbijaniem noża w plecy, gdy nadarzy się taka okazja. Ja wierzę, że jest też ta druga, lepsza strona pracy publicznej.

CZYTAJ TAKŻE: Jan Śpiewak: Warszawa to ukradzione miasto

W polityce ważna jest nie tylko lojalność, ale też merytoryka.
To prawda - ale lojalność jest w niej towarem deficytowym. Chcesz być skuteczny w polityce, musisz pracować w grupie. Nie tylko wtedy, gdy się udaje, ale także wtedy, gdy pojawia się problem. Lojalność jako wartość rośnie szczególnie, jeśli - chcąc zrobić coś dobrego dla państwa - wchodzi się w konflikt z silnymi grupami interesów. Kto na polu walki wierzy w hasło: jeden z wszystkich - wszyscy za jednego, jest w stanie wygrywać najtrudniejsze bitwy dla Polski.

Lojalność to towar deficytowy w polityce. Mówi Pan tak po doświadczeniach ze swoim kolegą, prezydentem Opola Arkadiuszem Wiśniewskim?
Też. Zawsze uważałem, że jednak dobro do ciebie wraca, ale nie zawsze wybranie dobra jest drogą najprostszą. Dlatego często warto iść wyprostowanym, mimo że może chwilowo to się najmniej politycznie opłaca.

Dlaczego Wiśniewski zachował się tak, jak zachował?
Zwyciężyła w nim chęć zdobycia szybkiego poklasku zamiast racjonalnej analizy wychodzącej poza najbliższe miesiące. Inaczej nie potrafię tego wytłumaczyć.

Nie potrafi Pan? Przecież znacie się niemal z podwórka.
Mam kilka teorii na ten temat, ale wolałbym się nimi nie dzielić. Nie sądzę, żeby jakiś wajchowy podrzucił Wiśniewskiemu plan, który on realizuje. Raczej jest na odwrót.
Czyli jak?
Prezydent popełnił błędy - a wajchowy to wykorzystał.

Jakie błędy on popełnił?
Współwytwarzał atmosferę, która doprowadziła do tej histerii. Przypominam, że wszyscy masowo rezygnowali, bo Kayah miała być cenzurowana - po czym sama Kayah przyznała, że nikt jej nie cenzurował. Czyli odbywa się teraz to, co jest znane od zawsze. Ludzie, którzy uwierzyli propagandzie, że w Polsce za PiS jest gorzej niż w Aleppo, mają okazję, aby zamanifestować swoją antypisowość. I tak naprawdę to oni szkodzą festiwalowi. Oni swoje poglądy polityczne przedkładają nad dobro polskiej piosenki.

Czy teraz nie skrytykował Pan między wierszami także Jacka Kurskiego?
Błędy popełniły obie strony - choć bez wątpienia większe prezydent Opola.

Jedna rzecz mnie uderza w tej sprawie. Koncert rezygnacji z festiwalu zaczął się trzy tygodnie przed jego planowanym początkiem. Ale przecież obie strony powinny być związane umowami. Jak możliwe było tak bezkarne zrywanie ustaleń?
TVP nie mogła podpisywać umów z artystami, ponieważ prezydent Opola zwlekał z podpisaniem umowy na organizację festiwalu. W przeszłości takie umowy były podpisywane z wielomiesięcznym wyprzedzeniem i nigdy nie było problemu.

Przecież prezydent formalnie mówił, że zrywa umowę - czyli jednak ją podpisał.
Ale zrobił to na niecały miesiąc przed festiwalem - co z kolei zablokowało TVP przed zawieraniem umów z muzykami.

CZYTAJ TAKŻE: Jan Śpiewak: Warszawa to ukradzione miasto

Czy teraz Pan mówi, że trzy tygodnie przed Opolem cały festiwal opierał się wyłącznie na umowach zawartych ustnie? Bez dokumentów?
Umowa z Opolem została podpisana. Dopiero po tym TVP mogła zacząć zawierać umowy z artystami - ale ci to wykorzystali i publicznie zaczęli zrywać ustne ustalenia. Gdyby umowy były podpisane, nie mogliby tak łatwo sobie na to pozwolić.

Ewidentna fuszerka Jacka Kurskiego. Czy z tego powodu nie powinien zostać odwołany?
To akurat nie jego wina, że samorząd zwlekał z podpisaniem umowy, licząc na jakiś konflikt.

Skoro jest problem, trzeba było od razu myśleć w kategoriach planu B. Kurski był pewny, że na pewno będzie słońce, nie wziął pod uwagę, że może padać. Naiwność.
Rzeczywiście, nikomu nie przyszło do głowy, że taka sytuacja z Opolem może mieć miejsce. Nigdy w przeszłości taki cyrk się nie zdarzył.

Ale akurat PiS od samego początku działa wbrew przyjętym regułom, vide sposób, w jaki potraktowaliście Trybunał Konstytucyjny. Jak to mówią, kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie.
W sprawie TK nie działaliśmy wbrew regułom, tylko po prostu byliśmy konsekwentni - bo to nasi poprzednicy sobie wymyślili, że mogą powołać sobie wszystkich sędziów trybunału, mimo że nie mają do tego prawa. I to od tego zaczęła się awantura.

Nie chcę wracać do kwestii TK - chodzi mi tylko o pewien mechanizm. W sprawie trybunału graliście nieszablonowo, a teraz żalicie się, że inni zachowują się nieszablonowo wobec was.
Jacek Kurski starał się zachować profesjonalnie i podpisać umowy z wszystkimi w kolejności, w której je podpisywać należy, czyli najpierw z organizatorem, a potem z artystami. Nie jest jego winą, że prezydent Opola zerwał już podpisaną umowę. Przecież Kurski nie mógł podpisać umów z siedmioma innymi miastami, by tylko zabezpieczyć się, jakby Opole zaczęło sprawiać kłopoty.

Pan dobrze zna Arkadiusza Wiśniewskiego. Rozumie Pan jego zachowanie?
Rozumiem, że chwilowo stał się gwiazdą ogólnopolską i to wszystko się ponakręcało. Mam do tego dystans. Mnie już życie nauczyło, że żaden chwilowy poklask, nawet w całej Polsce, nie jest warty rujnowania czegoś, co w porównaniu do poklasku może mieć swoje negatywne konsekwencje na wiele lat. Bo polityków ocenia historia, a nie bieżąca beatyfikacja na KOD--owskich forach.

Jak blisko współpracowaliście?
Blisko, ponieważ zawsze patrzyłem na dobro miasta, w którym się urodziłem. Jest mi przykro, bo na tej akcji prezydenta najwięcej straci miasto. Bez ogólnopolskiej telewizji zamieni się Krajowy Festiwal Piosenki Polskiej na festyn gminny.

Wideo

Materiał oryginalny: Patryk Jaki: Reprywatyzacją w Warszawie zajęły się mafie - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 7

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

o
o

Skokach i Srebrnej?

z
zootechnik

chyba w koncu same siebie zakwicza opasy

n
normalny

a kiedy komisja ds.ZLODZIEJSKICH SKOKOW?
Pewnie jeden z biereckich powinien przewodniczyc, bo nikt jak sam zlodziej nie wie lepiej gdzie slady zacierac

G
Gość

razem z szeryfami, tak jak wszędzie gdzie wprowadzono zbrodniczy, patologiczny, degenerujacy ludzi kapitalizm. Deprawacja, gangsterka to jedyne co dostali Polacy po solidarnosciowych przemianach.

2 sort

A czy Imperium PISu nie bralo udziału w tej dzikiej prywatyzacji?

M
Marek

Dokładnie tak, dzisiaj oni mordy wydzielają najgłośniej, a wszyscy mają udział tych kradzieżach i oszustwa na wiele wiele milionów zł, wszyscy powinni trafić do więzienia na długie długie lata. Dziw bierze, że jeszcze prezydent Warszawy jest na swoim stanowisku, to naprawdę jest niepoważne powinny zostać rozpisane wybory na prezydenta Warszawy.

Z
Zuzinka

patrząc na tych, którzy są przeciwni #Dobrejzmianie
możemy sobie tylko dośpiewać, kto był i jest wciąż członkiem tych mafii,
które rządziły Polską za poprzedniej ekipy.
Ci, oderwani od koryta, którzy dziś kwiczą najgłośniej.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3