Paulina Maciejewska kwalifikację olimpijską już ma. Czy wystartuje w Tokio?

Cezary Konarski
Cezary Konarski
Mariusz Kapała
Mariusz Kapała

Wideo

Zobacz galerię (20 zdjęć)
- Miałam dość poważny wypadek. Podczas crossu koń wybił się za wcześnie przed przeszkodą, zahaczył o nią i się przewróciliśmy. Koń wgniótł mnie w ziemię, trafiłam do szpitala, miałam wstrząśnienie mózgu. Wypadek mnie nie zniechęcił, bo zdarzenia nie pamiętam i jakiegoś miesiąca z mojego życia przed i po. Wiele sytuacji kojarzę, jak przez mgłę. Kości na szczęście były całe – tak Paulina Maciejewska wspomina zdarzenie sprzed sześciu lat. Dziś zielonogórzanka stoi przed szansą startu na Igrzyskach Olimpijskich w Tokio.

Paulina Maciejewska jest 22-letnią zawodniczką ZKS-u Drzonków, specjalizuje się w WKKW, bardzo trudnej dyscyplinie jeździeckiej. Zafascynowała się nią dziesięć lat temu, niedawno osiągnęła swój największy sukces, wywalczyła kwalifikację olimpijską. – To były międzynarodowe zawody w Strzegomiu, w których startowałem w konkursie czterech długich gwiazdek – mówi Paulina Maciejewska. - Udało mi się przejechać cross na czysto, a parkur z jedną zrzutką na ostatniej przeszkodzie. Zajęłam szóste miejsce i zdobyłam kwalifikację na Igrzyska Olimpijskie, mistrzostwa świata bądź mistrzostwa Europy przez kolejne dwa lata. Jestem bardzo dumna z tego, że udało mi się z moim koniem to osiągnąć, ponieważ tego konia kupiłam, jak miał pięć lat i nikt na początku w niego nie wierzył, a teraz osiąga bardzo duże sukcesy, mam nadzieję, że tak już zostanie.

Paulina Maciejewska: znaleźć się w czwórce na Tokio

Wywalczona przez zielonogórzankę kwalifikacja olimpijska nie daje jednak jeszcze pewności startu na igrzyskach. - Kraj może wybrać cztery pary, które pojadą na igrzyska, teraz będzie rywalizacja o te miejsca. W przyszłym roku okaże się, które z ośmiu par branych w tej chwili pod uwagę, wystartują w Tokio – wyjaśnia Paulina Maciejewska. - O tym będą decydowały przede wszystkim wyniki, zdrowie konia i zawodnika oraz przygotowanie konia do nadchodzącego sezonu. Myślę, że wszystko zależy od pierwszych startów w sezonie. Nie będą to zawody mistrzowskie, a starty przygotowawcze, z których większość pewnie odbędzie się za granicą. Oczywiście zrobię wszystko, żeby znaleźć się w czwórce, ale o swoich szansach nie chcę się wypowiadać. Trzymam kciuki za wszystkich, to jest nasz historyczny wynik, bo polski team od dawna nie wyjeżdżał na igrzyska w czwórkę. W ostatnich latach mieliśmy jedynie pojedynczych reprezentantów na igrzyskach, startował Paweł Spisak, czy Artur Społowicz. Ale drużyna od bardzo dawna nie rywalizowała, dlatego liczę na to, że mi też uda się tam pojechać.

Na igrzyskach wystartują trzy polskie pary, czwarta pojedzie jako rezerwa. Które będą zakwalifikowane do startu ostatecznie, rozstrzygnie się w czasie zgrupowania w Niemczech, gdzie zostanie zorganizowana też kwarantanna dla koni przed lotem. A po przylocie na miejsce okaże się również, które konie będą w lepszej formie.

Uparłam się na konie, zaczynałam w Przylepie

Reprezentantka Polski wyjaśnia, co kryje się pod skrótem WKKW: - To Wszechstronny Konkurs Konia Wierzchowego, składa się z trzech konkurencji. Najpierw jest ujeżdżenie, w którym prezentujemy określone figury na koniu. Następnie cross, czyli próba terenowa z przeszkodami, których nie możemy zrzucić, bo jeśli koń uderzy w przeszkodę, to łatwo może się przewrócić. Jest to taki bieg przełajowy dla konia. Ostatnią próbą są skoki przez przeszkody, to najbardziej powszechna i znana konkurencja.

- Jak byłam mała, zawsze chciałam jeździć konno. Moi rodzice nie za bardzo wyrażali zgodę mimo, że mój tata sam kiedyś jeździł – wspomina Paulina Maciejewska. - Pływałam, biegałam, grałam w tenisa, długo trenowała akrobatykę sportową, ale uparłam się na konie i w szkole podstawowej, w wieku około 12 lat, zaczęłam jeździć. I trwa to już dziesięć lat. Zaczęłam jeździć w szkółce w Przylepie, tam zaproszono mnie do grupy sportowej, zostałam ukierunkowana na WKKW i zaczęłam startować. Od ośmiu lat startuję w klubie z Drzonkowa, głównie ze względu na to, że tutaj miałam możliwość wydzierżawienia konia i rozpoczęcia startów na własnym koniu. Miałam też szansę rozwoju pod skrzydłami trenera Tomasza Kowali. Kwalifikacja olimpijska to jest mój największy sukces w seniorskiej karierze. Po tym osiągnięciu mój koń dostał przerwę w startach po to, by odpoczął i w przyszłym roku był w pełni sił, dlatego nie wystartowałam w mistrzostwach Polski. Taką decyzję podjął mój trener Adam Liedermann. Szkoleniowiec przyjeżdża do mnie z Niemiec, gdzie od dawna pracuje, startował też w niemieckiej kadrze. Współpracujemy już osiem lat, to głównie jemu zawdzięczam, to co osiągnęłam.

Było sporo medali na mistrzostwach Polski i w Pucharze Polski

Jakimi sukcesami może pochwalić się jeszcze Paulina Maciejewska? - W WKKW jest dość specyficzny system, który polega na tym, że do wieku seniora możemy startować tylko na mistrzostwach Europy, nie ma mistrzostw świata młodzieżowców – mówi 22-letnia zawodniczka. Dopiero, kiedy wchodzimy w wiek seniora mamy szansę startować w zawodach wyższej rangi, czyli na mistrzostwach świata, czy Igrzyskach Olimpijskich. Ja jestem w pierwszym roku startów w rywalizacji seniorów, wcześniej jeździłam tylko w kategoriach młodzieżowych. Byłam trzy razy na mistrzostwach Europy, w Irlandii, we Francji i Holandii. Zdobyłam dość dużo medali mistrzostw Polski, m.in. złoto, trzy lata temu. Wiele razy stawałam na podium Pucharu Polski, złoty medal zdobyłam w 2019 roku. W tym roku udało mi się zająć bardzo wysokie, trzecie miejsce w konkursie międzynarodowym trzech gwiazdek, przy bardzo silnej obsadzie zawodników, którzy za granicą są brani pod uwagę do startu w igrzyskach. Przed rokiem w podobnych zawodach byłam druga i wtedy właśnie wygrałam Puchar Polski młodych jeźdźców.

Nie pamiętam wypadku, ale kości na szczęście były całe

Konkurencja jeździecka, jaką wybrała sobie Paulina Maciejewska, bywa niebezpieczna, szczególnie w szybkim crossie. - Miałam dość poważny wypadek na swoim poprzednim koniu. Podczas crossu koń wybił się za wcześnie przed przeszkodą, zahaczył o nią i się przewróciliśmy – wspomina zielonogórzanka. - Koń wgniótł mnie w ziemię, trafiłam do szpitala, miałam wstrząśnienie mózgu. Wypadek mnie nie zniechęcił, bo zdarzenia nie pamiętam i jakiegoś miesiąca z mojego życia przed i po. Wiele sytuacji kojarzę, jak przez mgłę. Kości na szczęście były całe. Po wypadku udało mi się znaleźć swojego konia i tak od sześciu lat jeździmy razem z Jangcy. Ciekawostka jest taka, że kupiłam ją dlatego, że urodziła się tego samego dnia i miesiąca, co ja, czyli w Dzień Ojca. Jak zobaczyłam to w paszporcie konia, stwierdziłam, że jest to przeznaczenie. Rodzice po wypadku początkowo niechętnie chcieli kupić mi konia, ale widzieli, jak się męczę i zmienili zdanie.

Jak znalazłam Jangcy, to nie miałam wtedy jeszcze za dużego pojęcia na temat jeździectwa. Sama zaczynam dopiero się uczyć i rodzice myśleli chyba, że niewiele z tego wyjdzie, a okazało się inaczej. Jestem im bardzo wdzięczna, bo to są moi najwierniejsi kibice, wspierają mnie i są moimi głównymi sponsorami. Finansują moją karierę sportową. A potrzebne są bardzo duże pieniądze. Mam ten plus, że jestem w kadrze narodowej, więc starty mam finansowane, klub też nas dość dużo wspiera w startach. Natomiast samo utrzymanie konia, weterynarz, kowale, sprzęt są bardzo kosztowne. Do tego należy dodać m.in. transport konia na zawody. Jeśli chciałabym jeździć bardziej zawodowo, to powinnam mieć jeszcze dwa-trzy inne konie, na które w tej chwili mnie nie stać.

Nie tylko WKKW. Co dalej?

- Studiuję na Uniwersytecie Zielonogórskim, jestem na czwartym roku prawa. Mam nadzieję, że uda mi się skończyć studia, godząc je z jeździectwem – planuje Paulina Maciejewska. - Czasem jest bardzo trudno, bo przez częste wyjazdy i zgrupowania, ciężko znaleźć czas na naukę. Mam taki plan, że jeżeli uda mi się skończyć studia i zdać aplikację, to chciałabym zostać notariuszem, albo adwokatem. Chciałabym, żeby w przyszłości stać mnie było na to, by móc sobie jeździć, mieć swoje konie.

Bartosz Zmarzlik na pustyni, inni na Malediwach, w Meksyku.....

WIDEO: Tak dziewczyny grały w piłkę ręczną na plaży w Zielonej Górze

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie