Pierwsza w lubuskim otwarta restauracja - ,,Pod Strzechą’’ w piątek była jak Sezam. Klienci mówili hasło i…otrzymywali rabat

Dariusz Dutkiewicz
Dariusz Dutkiewicz
Cennik z ub. tygodnia nie obowiązuje, jest rabat na hasło. Dariusz Dutkiewicz
Kolejny weekend restauracja na Głębokim jest czynna. Przynajmniej tak było w piątkowy wieczór. Ceny powróciły do tych starych, sprzed zamknięcia przed kilku miesiącami. Można było jednak uzyskać rabat. Jak? Wypowiadając hasło.

Restauracja ,,Pod Strzechą" znów otwarta

Takiego nawału klientów jak w miniony weekend (8-10 bm.), kiedy otwierano lokal, nikt się nie spodziewał. Co prawda jeszcze w piątek (8 bm.) po południu z rutynową kontrolą wpadła policja i sanepid, ale nie zakłóciło to w żaden sposób funkcjonowania restauracji.

Dwa dni później, do ostatnich niedzielnych minut przed zamknięciem, przy stolikach zasiadali smakosze pstrąga pieczonego, karkówki z chili czy polędwiczek z ,,tajemniczą przyprawą’’. Dla dzieci nie brakowało rozmaitych rodzajów pierogów albo naleśników z bitą śmietaną. – Klienci konsumowali wszystko, co proponowaliśmy – mówił współwłaściciel lokalu Kacper Bełz.
Jak w ukropie uwijał się w miniony weekend kucharz Dariusz. Ten, który zapewniał, że sukcesu niektórych potraw upatruje w tajemniczej przyprawie. I pozostawał niezmiennie uśmiechnięty. Kelnerka Agnieszka Kamińska, ujęła swój stan ciała i ducha krótko: - Padam na twarz ze zmęczenia, ale warto, bo nareszcie się coś dzieje.
Tak w było w miniony weekend.

Gigantycznej promocji nie dało się ciągnąć

W piątek, w Dzień Dziadka, lokal był także czynny. Jak zapowiadał właściciel Jacek Bełz, tak będzie przez cały weekend. Jednak powrócono do tych pierwotnych cen sprzed zamknięcia restauracji. Dla przykładu pstrąg pieczony, który w ub. tygodniu kosztował 13 zł teraz powrócił do ceny 26 zł. Jak tłumaczyli właściciele, nie można było ciągnąć tak gigantycznej promocji ze względów ekonomicznych. Zastosowano jednak rabat.

Rabat niczym z Sezamu Ali Baby

Kiedy dochodziło do płacenia rachunku, klient mógł wypowiedzieć czarodziejskie hasło i otrzymywał rabat w wysokości 20 procent od całości rachunku. Czyli jeżeli do zapłacenia było np. 100 zł, to po wypowiedzeniu hasła uiścić należało 80 zł.

Tak więc kelnerka podchodziła do stolika, a wtedy klient płacący rachunek mógł wypowiedzieć czarodziejskie słowa, które brzmiały: ,,strajk kobiet’’ i… otrzymywał 20 procentowy upust.

Trudno powiedzieć czy ze strony restauratorów to bardziej działanie promocyjne, czy polityczne? A może jedno i drugie. Dwie pierwsze osoby płacące rachunek w piątek po południu zaklęcie wypowiedziały. Jak będzie ,,Pod Strzechą’’ funkcjonowała w przyszły weekend? Nie wiadomo. To dopiero za tydzień. A to dziś szmat czasu…

WIDEO: "Musiałby nas ktoś wynieść stąd, żebyśmy przestali działać". Kolejni przedsiębiorcy otwierają lokale i stoki

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

B
Brrrrrr !

Jakiś nieogolony z opuszczoną na gadziel maską facio w zafajdafych majtach przygotowuący żarcie ?? DZIĘKI ! Ale taka ohyda to tylko dla świrniętych pragnących niezdrowych emocji kulinarnych kaskaderów:))

Dodaj ogłoszenie