Pierwszy dzień w szkole. Nerwowo nie tylko z powodu kolejek przed budynkami

Leszek Kalinowski
Leszek Kalinowski

Wideo

Zobacz galerię (19 zdjęć)
Pierwszy dzień w szkole, z normalnymi lekcjami, to dla nauczycieli, rodziców i uczniów ciężki czas. Nie tylko ze względu na kolejki, które się tworzą pod oświatowymi placówkami. U nas i tak nie jest źle, bo w innych miastach trzeba stać nawet dwie godziny...
  • Do internetu rodzice wrzucają zdjęcia, filmiki i piszą, że w niektórych miejscowościach w Polsce, by dostać się do szkoły czy przedszkola, trzeba stać nawet dwie godziny.
  • Sprawdziliśmy u nas. Przed zielonogórskimi szkołami kolejki też były, ale czekać trzeba było najwyżej kilkanaście minut.
  • Sytuacja powinna się poprawić w najbliższych dniach. Wszyscy uczą się bowiem szkoły po nowemu. W dobie pandemii koronawirusa łatwo nie jest....

Czytaj również: Rozpoczęcie roku szkolnego w cieniu koronawirusa. „Szkoły mogą już za miesiąc zostać zamknięte"

Kolejki przed szkołami

- To wszystko jest chore. Ileż można stać, by wejść do szkoły. A jak będzie deszcz padał, dzieci będą tu moknąć? – pyta zdenerwowana matka ucznia z Zielonej Góry. – Zaraz do pracy nie zdążę.

Podobnych maili i telefonów otrzymaliśmy w redakcji wiele z całego regionu. Dyrektorzy szkół i przedszkoli tłumaczą, że kolejki to efekt wprowadzonych obostrzeń, których muszą się trzymać. Czasem dodatkowo zostały wprowadzone inne elementy. Na przykład obowiązkowe mierzenie temperatury. Ale to dotyczy pierwszych dwóch tygodni nauki.

- Chcemy przez dwa tygodnie jeszcze sprawdzać temperatury. Wiele dzieci wróciło tuż przed rozpoczęciem roku szkolnego z zagranicznych wakacji – opowiada jeden z dyrektorów szkół. – Wirus może się rozwinąć przez te dwa tygodnie.

Chcemy zmniejszyć ryzyko zakażenia

Wielu dyrektorów chciało, by przez pierwsze dwa tygodnie nauczanie odbywało się zdalnie. By dać odpowiedni czas, taka swoista kwarantanna. Potem można by na lekcje wrócić do szkoły. Ale zgody na takie rozwiązanie nie było.

- To na nas spoczywa cała odpowiedzialność. Nie jest łatwo stworzyć bezpieczne warunki nauki. To niemożliwe, ale chcielibyśmy maksymalnie zmniejszyć ryzyko zakażenia. Liczymy na współpracę z rodzicami – mówią dyrektorzy placówek oświatowych i przyznają, że z tym bywa różnie. Już w pierwszym dniu nauki część rodziców podważa obowiązek – wprowadzony przez dyrektorów – noszenia maseczek na szkolnych korytarzach podczas przerw. Niektórzy także zakazują dzieciom dezynfekcji rąk, bo uważają, że płyny tylko niszczą ręce.

Rodzice mają różne postawy

Są trzy postawy rodziców.

  • Pierwszej jest wszystko obojętne, chcą, by dzieci chodziły do szkoły, a oni do pracy. Zrobią wszystko, co dyrekcja nakazuje.
  • Druga grupa to tzw. olewatorzy. Uważają, że pandemia to ściema i ktoś na niej robi niezły interes. Obostrzenia to głupota i nie należy się nimi przejmować.
  • Trzecia grupa to rodzice przestraszeni sytuacją, którzy najchętniej nie posyłaliby dzieci na lekcje do szkoły. Woleliby zdalne nauczanie. Skoro jest to niemożliwe, to każą dzieciom bardzo uważać, nie zbliżać się za bardzo do innych, w tornistrach tych uczniów znaleźć można pakiety maseczek i dodatkowe żele do dezynfekcji rąk.

- Ja jestem przewrażliwiona matka i cały czas każę dziecku myć ręce, nie pożyczać przyborów, jeść kanapkę trzymaną przez woreczek foliowy, nie dotykać nosa – mówi jedna z mam. – Całe wakacje o tym przypominałam, więc mam nadzieję, że moja córka będzie uważać. Choć mam świadomość, że to nie wystarczy.

Apel do rodziców o zrozumienie. Czasy są trudne

Dyrektorzy placówek oświatowych apelują do rodziców, by w pierwszych dniach przyprowadzali ich trochę wcześniej. Trzeba będzie poczekać mimo uruchomionych dodatkowych wejść do budynku (klasy wchodzą różnymi drzwiami). Konieczna jest dezynfekcja, więc to też zajmuje czas. Nie można nie spełniać tych i innych wymogów narzuconych przez ministerstwo czy sanepid.
- Wszyscy znaleźliśmy się w nowej sytuacji. Musimy się do niej przyzwyczaić. Z pewnością z każdym kolejnym dniem organizacja będzie coraz lepsza, ale nie możemy udawać, że pandemii nie ma i wpuszczać dzieci jak dawniej czy pozwalać rodzicom chodzić po szkole jak chcą. Wymalowane są specjalne linie, ale i tak część rodziców się nie stosuje. Nie chce też dezynfekować rąk czy zakładać maseczek, gdy wchodzą do szkoły. Wszystko to powoduje nerwowe sytuacje – podkreślają dyrektorzy.

ZOBACZ TEŻ

Uczniowie czy nauczyciele? Kto gorzej poradził sobie ze zdalnym nauczaniem? #ZROZUM odc. 2

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie