Pierwszy odsunięty

    Pierwszy odsunięty

    MICHAŁ IWANOWSKI (68) 324 88 12 miwanowski@gazetalubuska.pl ALFRED SIATECKI (68) 324 88 34 asiatecki@gazetalubuska.pl

    Gazeta Lubuska

    Aktualizacja:

    Gazeta Lubuska

    W lubuskiej Samoobronie panują cykle władzy. Wyznacza je huk albo kop. Bo szefowie partii albo z hukiem odchodzą, albo dostają przysłowiowego kopa.
    Scenariusze są podobne: członek partyjnego kierownictwa traci swą funkcję, wszem i wobec ogłasza, że odszedł, bo Samoobrona już mu nie odpowiada, a jego następca - że został on wyrzucony, bo był nieskuteczny. Rozłam w partii staje się faktem, potem sprawa cichnie, aż do następnej roszady.
    Zdaniem obserwatorów sceny politycznej - wszystko dlatego, że w tym ugrupowaniu nie ma lokalnych autorytetów, a do jedynej wyroczni w sprawach personalnych pretenduje Andrzej Lepper. Oponenci polityczni Leppera mówią wprost, że bez niego Samoobrona nie istnieje.

    Pierwszy odsunięty

    Samoobrona przyszła do województwa lubuskiego z powiatu głogowskiego w 1998 r. jako związek zawodowy. Była potrzebna na blokady dróg. A gdy szykowały się poprzednie wybory do parlamentu, centrala partii umyśliła powołanie zarządu wojewódzkiego. W powiecie krośnieńskim była gotowa struktura partii utworzona przez Andrzeja Przybylskiego. Gdy nie został posłem, odsunął się od Samoobrony. Starzy członkowie mówią, że nie sam, że Lepper go odsunął.

    Wstyd za partię

    Kolejnym liderem został Jan Tyblewski, który pod szyldem Samoobrony trafił do lubuskiego sejmiku. Zdążył wprowadzić do partii swoich ludzi, wśród nich Edmunda Kotlarskiego, który - jako lider nowosolskiej Samoobrony - dostał się do rady powiatu i do dziś jest zastępcą nowosolskiego starosty. I kiedy nagle w 2003 r. Tyblewski opuścił szeregi partii, pociągnął za sobą Kotlarskiego. Ale nie tylko: legitymację partyjną ostentacyjnie rzucił także szef lubuskiej młodzieżówki Samoobrony Łukasz Wieczorek, który w liście do Leppera napisał m.in.: "Wstydzę się, że byłem w szeregach partii. Samoobrona jest zagrożeniem dla porządku demokratycznego".
    Wieczorka do partii wprowadził Tyblewski. Był nawet asystentem posła Henryka Ostrowskiego i sekretarzem rady miejskiej partii w Zielonej Górze. - Ale od czasu, kiedy poseł został szefem, coraz bardziej dawano mi do zrozumienia, że jestem niewygodny - żalił się Wieczorek. I kiedy skończyła mu się umowa o pracę w biurze poselskim, Ostrowski jej nie przedłużył. - Asystent nie spełniał warunków, by po raz kolejny przedłużyć mu umowę - tłumaczył poseł.

    Król jest nagi

    Partyjni outsiderzy całą roszadę tłumaczyli faktem, że Ostrowski był bliżej Leppera. - Zakraplał mu swój jad do ucha - mówił obrazowo Tyblewski. Akurat wtedy wielu posłów Samoobrony opuściło klub parlamentarny. - Lepper nie mógł wtedy pozwolić sobie na utratę Ostrowskiego i działał po jego myśli - twierdził Wieczorek. - Wszystkie wybory wewnątrz partii były ustawiane przez Ostrowskiego, a szefowie struktur powiatowych odpowiadali głową za to jak zagłosują ich członkowie - mówił. Potwierdzał to Tyblewski.
    A Ostrowski wszystkiemu zaprzeczał. Twierdził, że żadnych czystek wewnątrz partii nie robił, a zarzuty oponentów to zwykłe opluwanie. Tym niemniej nerwy puściły mu, kiedy Tyblewski na łamach "GL" powiedział, że opuścił Samoobronę, ponieważ "zatęsknił za towarzystwem ludzi wykształconych". - Lepper mnie urzekł, bo jako pierwszy zawołał, że "król jest nagi" - mówił Tyblewski. - Ale szybko się rozczarowałem. Życzę tej partii jak najgorzej.
    Wtedy Ostrowski zwołał konferencję prasową i zażądał od Tyblewskiego i Kotlarskiego (a także od wicestarosty żarskiego Stanisława Wojtyły, który też opuścił Samoobronę), by zrzekli się swych funkcji publicznych. - Jak się okazało, na plecach partii zajęli intratne posady w samorządach, a teraz ją opluwają - uzasadniał poseł. Ale jego apel pozostał bez echa.

    Chce rozwalić partię

    LEPPER W NOWEJ SOLI


    W piątek wieczorem Andrzej Lepper spotkał się z mieszkańcami regionu na festynie w Nowej Soli. O tym, jak było i co mówił kandydat na prezydenta Rzeczypospolitej, napiszemy w poniedziałek.



    Gdy zarząd Ostrowskiego ustalał kolejność kandydatów na tegorocznej liście do Sejmu, Ostrowski ją otwierał. Jeszcze dwa dni przed rejestracją Lepper zapewniał go, że jest na pierwszym miejscu. Podczas rejestracji okazało się, że na pierwszym miejscu jest Waldemar Starosta. Już na początku sierpnia wiedział, jaka będzie kolejność na liście. - Dlaczego nie powiedział pan tego swemu partyjnemu koledze? - spytaliśmy, mając na myśli Ostrowskiego. - To nie jest mój kolega - odparł Starosta.
    Dzień po rejestracji listy, Ostrowski został wyrzucony z partii. Do czasu zjazdu wojewódzkiego ugrupowaniem będzie kierował Starosta. To decyzje Leppera. Starosta mówi, że Ostrowski musiał odejść, bo nie dbał o jedność partii. Teraz ma być inaczej. Jak? Starosta chciałby, żeby Samoobrona znaczyła coś w regionie. Liczy na to, że zostanie posłem. Dlatego już przestał być prezesem zakładów mięsnych Dobrosława w Sławie.
    Wedle Ostrowskiego, Starosta nigdy nie był członkiem Samoobrony, należał do SLD. Starosta twierdzi, że z Lepperem zna się od ośmiu lat, a deklarację Samoobrony złożył dwa miesiące temu.
    - Będę chciał rozwalić partię w województwie - zapowiada Ostrowski. Starosta w to nie wierzy.
    Do następnego cyklu?

    Czytaj treści premium w Gazecie Lubuskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    GazetaLubuska.pl poleca:

    Wideo