MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Pitrasili na estradzie

DANUTA PIEKARSKA
Tuż przed piątkowym koncertem na pożegnanie sali, Jerzy Tkocz, od 42 lat związany z Filharmonią Zielonogórską, opowiedział nam, jak kiedyś... smażono tu jajecznicę.

Długoletni skrzypek, a od 1980 r. inspektor Orkiestry, czyli osoba odpowiedzialna za organizację pracy zespołu, nigdy nie zapomni swojego pierwszego koncertu w ,,starej’’ sali.
Sala wyglądała wtedy inaczej, niż dziś, bardziej przypominając wnętrze sakralne, zgodnie z funkcją, jaką pełniła wcześniej. - Nie było drewnianych plafonów, oświetlenie - mizerne, a estrada - płytsza o jakieś dwa metry.

Pitrasili na estradzie

Po prawej stronie sceny, gdzie zwykle stają kontrabasy i po lewej, gdzie grają skrzypce i harfa, widać było zasłonięte kotarami zakamarki. Podczas koncertów służyły jako garderoby solistom i dyrygentowi (poza wspólnym pomieszczeniem dla całej orkiestry, garderób filharmonia nie miała). W dniach od koncertów wolnych, zakamarki pełniły funkcję podręcznych magazynów, gdzie przechowywano instrumenty.
Szczególnym zainteresowaniem przyjezdnych muzyków cieszyły się pokrowce kontrabasów. Odkryli, że są bardzo wygodne... do spania. O czym niejednokrotnie przekonał się pewien dojeżdżający z Wrocławia waltornista.
Młoda orkiestra często korzystała z pomocy gościnnie grających muzyków. A że z bazą hotelową i komunikacją było krucho, filharmonia stawała się dla muzyków domem w dosłownym słowa znaczeniu. Szafki, mieszczące się w ścianach na estradzie, zastępowały lodówkę. Podczas próby zgłodniały muzyk mógł sięgnąć po kanapkę, a kiedy żołądek domagał się gorącej strawy, wyciągał z szafki elektryczną maszynkę, patelnię, jajka... I po chwili wokół unosił się smakowity zapach.

Zerwali plafony

Kiedy w połowie lat 60. zaczął się remont sali, orkiestra wyemigrowała do kina Newa. Na całe cztery lata. Po powrocie okazało się, że nowy wystrój - drewniane plafony położone na całym suficie - fatalnie odbiły się na akustyce. - Zerwano je, zostawiając tylko te nad balkonami - wspomina J. Tkocz. - Jako skrzypek siedziałem zwykle po lewej stronie, za drugim - trzecim pulpitem.
- Stara sala jest swojska, zasiedziała, przytulna. Nowa? Taka nowoczesna, pachnąca jeszcze nowością - inspektor orkiestry nie kryje tremy przed pierwszym koncertem w nowej sali. Oprócz orkiestry wystąpią dwa chóry. Co to znaczy dla inspektora? Że trzeba dobrze przećwiczyć wejście tak licznej grupy, aby publiczność nie musiała czekać zbyt długo na pierwsze takty muzyki.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na gazetalubuska.pl Gazeta Lubuska