Play off jest w zasięgu naszego zespołu

Artykuł sponsorowany SWISS KRONO
Piotr Pietrasiak na motocyklu stojącym w  SWISS KRONO. Kiedyś żużlowy kącik miał też  zdjęcie kibiców Falubazu
Piotr Pietrasiak na motocyklu stojącym w SWISS KRONO. Kiedyś żużlowy kącik miał też zdjęcie kibiców Falubazu Fot. Archiwum Piotra Pietrasiaka
- Żużel to widowisko, którego nie można porównać z niczym innym. Ważne jest też spotkanie z przyjaciółmi, wspólne kibicowanie, a później komentowanie. To wszystko cudownie nakręca człowieka - stwierdza Piotr Pietrasiak, zastępca kierownika działu przygotowania produkcji podstawowej w SWISS KRONO.

Nie mógł Pan doczekać się już sezonu żużlowego i pewnie z radością przyjął informację, że liga w końcu ruszy?

Tak, nie mogłem się doczekać, zapewne jak większość kibiców w Polsce, a szczególnie w naszym województwie. Wszyscy zastanawialiśmy się, kiedy zacznie się liga, kiedy będzie można emocjonować się walką na torze. W telewizji były powtórki meczów czy Grand Prix, ale wiadomo, że to, co na żywo, kibica rajcuje znacznie bardziej.

Właśnie, niektórzy kibice, by w pełni odczuwać emocje, muszą poczuć zapach metanolu...

Emocje i adrenalina są również, gdy ogląda się mecz w telewizji, ale atmosfery stadionowej nie zastąpi absolutnie nic. Nie poczuje się zapachu spalin, który wydostaje się z tłumika, smaku kurzu wydobywającego się spod kół. I co najważniejsze – nie ma atmosfery, która panuje na trybunach, czyli skandowania, nagradzania każdej mijanki owacjami, okrzykami, brawami czy uderzeniami w bębny. Takiego widowiska nie zastąpi siedzenie przed telewizorem, choćby z grupą przyjaciół i szalikiem klubowym na szyi.

Tak właśnie, w towarzystwie, oglądał Pan pierwszy mecz Solaru Falubazu?

Tak, z rodziną, bo jest ona wprzęgnięta w sport, w kibicowanie. Jestem związany z Falubazem od najmłodszych lat, wiadomo więc, że to musi udzielić się i rodzinie. Ale oglądamy wydarzenia w różnych dyscyplinach, także te piłkarskie czy koszykarskie, które później analizujemy. Emocje są zawsze.

Wspomniał Pan wcześniej o tym, że z powrotu ligi ucieszyli się kibice zwłaszcza w Lubuskiem. Czy fakt, że mamy dwa dobre kluby żużlowe wzmaga emocje?

To bardzo fajnie, że mamy dwa kluby od lat bijące się o medale, których zawodnicy z powodzeniem rywalizują w indywidualnych zawodach, np. z cyklu Grand Prix. Ale liga chyba najbardziej nakręca emocje, bo przecież każdy mecz można oglądać z trybun, w przeciwieństwie do GP, gdzie walka toczy się na torach w różnych krajach. A to, że są dwa kluby, że jesteśmy sąsiadami, tylko zwiększa te emocje. Z rywalem „zza rzeki” można się porównywać, analizować wyniki poprzednich spotkań, podkreślać panowanie danej drużyny w regionie, z czego jej kibice są bardzo dumni i noszą się wyżej. Wszystko to w oczekiwaniu na emocje podczas kolejnych derbów.

Za nami dwa spotkania Solaru Falubazu. Pierwszy mecz zielonogórski klub jeździł w Rybniku. Spodziewał się Pan tak wysokiego zwycięstwa, 53:36?

Rozmiary zwycięstwa trochę mnie zaskoczyły na plus, wynik na pewno jest lepszy niż sama jazda na torze. To z pewnością efekt osłabienia Rybnika, bo za kontuzjowanego młodzieżowca Przemysława Gierę, najlepszego w tym zespole, wystawiono 16-letniego Kacpra Kłosoka, zawodnika, który nie był objeżdżony nawet na swoim torze. Żałowałem, że nie udało się skończyć wyścigu, gdzie zielonogórzanie jechali na 5:1, bo w powtórce, z powodu braku umiejętności Kłosoka, pachniało już szpitalem. Że tak się nie stało, graniczy z cudem Bożym. Zatem Rybnik jechał osłabiony, ale nie ujmuję zasług naszym młodzieżowcom. Jak jeżdżą, widać było w poprzednim sezonie. Może nasi nie byli wówczas wiodącymi młodzieżowcami w lidze, jednak w zawodach w ich kategorii wiekowej - drużynowych mistrzostwach Polski i mistrzostwach par klubowych - zdobyliśmy złote medale. To pokazuje, że potencjał jest. W klubie liczyliśmy, że zimą jeszcze bardziej dojrzeją, nabiorą wigoru i w tym sezonie będą silnym punktem naszej drużyny. Ale drugi mecz, przegrany z Włókniarzem Częstochowa 31:59, zweryfikował nasze oczekiwania. Po meczu nasuwa się pytanie, czy my jesteśmy tacy słabi, czy Częstochowa taka mocna. Nasi zdobyli co prawda cztery punkty, ale nie zwyciężyli w żadnym wyścigu. Tymczasem młodzieżowcy gości byli lepsi i w biegu w tej kategorii, i dodatkowo wygrali jeden seniorski.

A jak ocenia Pan seniorów Falubazu ?

W pierwszym meczu, moim zdaniem, cała drużyna seniorska pojechała poniżej oczekiwań. Myślałem, że zaprezentują się bardziej efektownie. Ale może nie chcieli szarżować, by nie narazić się na kontuzję czy niepotrzebną awarię sprzętu, wszak wynik pierwszego meczu był kontrolowany od początku. Zawiedli głównie obcokrajowcy. Niestety słabą jazdę potwierdzili w spotkaniu z Włókniarzem Częstochowa. Ale w tym meczu równie blado wypadli liderzy krajowi. Protasiewicz jako pierwszy linię mety przejechał dwa razy, Vaculik jedynie raz, a drużynowo wygraliśmy tylko jeden wyścig. Tak lichy dorobek to efekt kiepskich startów i małej prędkości na dystansie. W jakimś stopniu wpływ na to miała zła dla gospodarzy nawierzchnia toru, który zupełnie nie był ich sprzymierzeńcem. Ale jakość toru to jedno, a drugie, ważniejsze, to postawa zawodników, którym na torze brakowało waleczności i motywacji.

Znawcy tej dyscypliny nie widzą Falubazu w roli faworytów, a Pan?

Może nie w roli uczestników finału i walki o złoty medal, jednak uważam, że Falubaz jest dobrą drużyną, ma mocnych zawodników, którzy w poprzednich sezonach pokazywali, że potrafią jeździć. Myślę, że w tym sezonie play off jest w zasięgu naszego zespołu.

Powtarza Pan często „nasza drużyna”, choć mieszka Pan i pracuje w Żarach. Kto Pana przyciągnął do zielonogórskiego zespołu?

Pochodzę z Zielonej Góry i miłość do sportu żużlowego pojawiła się już w czasach szkolnych. Mieszkałem na Jędrzychowie, na zawody chodziliśmy z kolegami piechotą, zahaczając o Raculę. Pamiętam pierwsze moje zawody, był to Turniej o Złoty Kask, jeszcze w czasach Zbyszka Marcinkowskiego.

Na wyjazdowe spotkania Falubazu też Pan jeździł?

Tak, oczywiście, choćby w latach 80., kiedy trzykrotnie sięgnęliśmy po złoto w DMP. To była era Andrzeja Huszczy, Jana Krzystyniaka, Stefana Żeromskiego… Jeździliśmy po całej Polsce, podróżując przeróżnie, samochodem klubowym na doczepkę czy też autem prywatnym. Do Gorzowa, Leszna, Wrocławia jeździliśmy z przydziału, bo blisko, ale byliśmy też w Gdańsku w czasach Zenona Plecha.

To od ilu lat ogląda Pan zawody żużlowe?

Od czwartej klasy szkoły podstawowej, czyli już ponad 45 lat.

Czym ten żużel różni się od tego z lat 80. ubiegłego wieku?

Przede wszystkim sprzętem, czyli zdobyczami techniki. Jeszcze przed latami 80. ubiegłego wieku jeździło się na jawach z silnikami dwuzaworowymi, później pojawiły się czterozaworowe, gdzie moc motocykla była dużo większa. Inna była kolorystyka zawodów. Kiedyś kombinezony były czarne, nawierzchnia toru również, przyjęła się więc nazwa dyscypliny „czarny sport”. Dawniej kibic siedzący na łuku toru w dolnych rzędach wychodził z meczu jak kominiarz. Bo przecież maszyny nie miały deflektorów przy tylnym kole. Tamte chmury pyłu, tzw. szpryce, niejeden starszy kibic wspomina zapewne z łezką w oku. Teraz kombinezony, także maszyny są kolorowe, dodatkowo ubarwione reklamami. Nowinki techniczne sprawiły też, że wyścigi są dużo szybsze, co widać po czasach osiąganych na okrążeniu. Zawodnicy więcej uwagi poświęcają na przygotowanie do sezonu, ćwiczenia ogólnorozwojowe. Gdy patrzy się na jazdę Patryka Dudka czy Bartosza Zmarzlika, widać jak są wygimnastykowani, jak lawirują na motorze i tylko ręce oraz udo prawej nogi jest na maszynie, a reszta jakby poza nią. Wszystko po to, by jechać szybciej, lepiej pokonywać wiraże.

A jak zmieniała się oprawa zawodów?

Ooo, teraz jest zdecydowanie na plus. Są bębny, trąbki, przyśpiewki, banery na sektorach i bandach, są dziewczyny podprowadzające, uroczy dodatek do zawodów. Ciekawie są robione przejazdy zawodników do prezentacji. Kiedyś szli oni po torze, dzięki czemu można było dłużej patrzeć na żużlowca.

Wiem, że współpracuje Pan z klubem. Co Pan tam robi?

Jestem osobą funkcyjną, mam licencję do wykonywania czynności, które pomagają w prowadzeniu zawodów, bez których nie mogłyby się odbyć. Pracuję jako chronometrażysta w wieżyczce sędziowskiej, gdzie z sędzią konsultujemy różne zdarzenia na torze.

Trzy najpiękniejsze chwile w Pana żużlowym życiu?

Drużynowe mistrzostwo Polski Falubazu w 1981 roku. Na pewno pierwsze zawody, które prowadziłem jako kierownik, bo miałem też takie uprawnienia. Och, to dopiero były emocje i adrenalina, bo trzeba było wszystkiego dopilnować i mieć oczy dookoła głowy. A trzeci moment - zdobycie przez wychowanka Falubazu Patryka Dudka tytułu indywidualnego wicemistrza świata.

Czy po meczu ligowym ma Pan okazję w pracy, w SWISS KRONO, podyskutować z kolegami o wynikach? Są w zakładzie inni kibice Falubazu?

Tak, oczywiście. Wydaje mi się, że zaszczepiłem tego żużlowego bakcyla w firmie SWISS KRONO. Stało się to jeszcze zanim zakład zaczął sponsorować zielonogórski klub. Dyskutujemy z kolegami o imprezach, czasem organizujemy grupowe wyjazdy na mecze, co jest łatwiejsze, bo teraz firma dofinansowuje karnety.

Ile lat pracuje Pan w SWISS KRONO?

Ponad 20 lat. Jestem zastępcą kierownika działu przygotowania produkcji podstawowej, czyli tych wszystkich rzeczy, które są niezbędne do wyprodukowania płyty. W skrócie to skrawalnia, przetwarzamy drewno w materiał, który służy do produkcji płyty.

Co w żużlu jest takiego, że pokochał Pan ten sport miłością bezwarunkową?

Choćby samo widowisko, którego nie można porównać z niczym innym. Zawody oglądamy cały czas, od startu do mety i non stop śledzimy zmagania zawodników, ich trud w pokonanie każdego metra. W innych zawodach, motocrossowych czy Formuły 1, zawodników widzi się raz na jakiś czas. Ważne jest też spotkanie z przyjaciółmi, wspólne kibicowanie, a później komentowanie. Rozmawiamy również o prywatnych sprawach. To wszystko cudownie nakręca człowieka.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3